Dlaczego Sikorski strzelił sobie w drugą stopę?

Aktualizacja: 2012-03-31 1:28 pm

Od środy mam wrażenie, że biorę udział w eksperymencie często opisywanym w podręcznikach psychologii. Eksperyment z grubsza wygląda tak: zbieramy grupę ludzi, w której jest jeden badany, a reszta to podstawieni przez nas osobnicy (o czym badany, rzecz jasna nie wie). Pokazujemy grupie dwa odcinki o równej długości i każemy ocenić ich długość, przy czym osobnicy podstawieni zgodnie twierdzą, że odcinek A jest dłuższy od odcinka B. Cel eksperymentu: sprawdzić czy nacisk grupy wpływa na percepcję badanego. Otóż, ponoć spora część badanych naciskowi grupy faktycznie ulega i „widzi” odcinek A dłuższym, niż jest w istocie… W toczonym od środy „eksperymencie” rolę „grupy naciskowej” pełnią proreżimowe media, a celem ich działania jest „przekonanie” publiczności, że w ujawnionych przez MSZ zapisach jest coś, czego tam nie ma… Oczywiście mam na myśli stenogramy rozmów toczonych przez ministra Sikorskiego tuż po „katastrofie smoleńskiej”…

Dziś ujawniono drugą porcję tych zapisów i …. jest to drugi strzał w stopę ministra Sikorskiego (patrz mój poprzedni wpis o strzale pierwszym – [‘Dlaczego Sikorski strzelił sobie w stopę?’]). Dowiedzieliśmy się oto, że Sikorski – dzwoniąc do Kaczyńskiego – … nie znał listy osób znajdujących się na pokładzie TU-154… Czyli – mówiąc, że prawdopodobnie wszyscy zginęli… nie wiedział, kto mógł zginąć, a pewnym pasażerem był tylko prezydent Kaczyński (można była zakładać, że bez niego lot w ogóle by się nie odbył). Każda inna osoba będąca na liście pasażerów mogła – z takiego czy innego powodu – ostatecznie nie polecieć. Choćby z powodu nagłej choroby. To prawda – Sikorski dzwonił do brata prezydenta, czyli do brata jedynego pewnego pasażera samolotu. Ale na liście pasażerów była też bratowa Kaczyńskiego. Otóż, w takiej sytuacji tylko durnie lub łajdacy podsuwają hipotezy skrajne. Inni ludzie mówią prawdę, a prawda w tym przypadku brzmiała: nie mamy jeszcze pewności co zaszło. I tu, jeśli ktoś koniecznie chce można dodać jedną ze stosowanych w takich sytuacjach obłych formułek w rodzaju „liczymy się z najgorszym”. Tyle… A Sikorski – jak to dziś ujął – stawiał „robocze hipotezy” na podstawie „skrawków informacji” nie chcąc stwarzać „złudnych nadziei”… Minister „nie chciał stwarzać złudnych nadziei”, a tymczasem jego rzecznik (zacytujmy „GW”): „….powiedział, że wg informacji agencyjnych 3 osoby przeżyły, ale są ciężko ranne. Rzecznik MSZ twierdzi, że to na razie niepotwierdzona informacja”. To tyle, jeśli idzie o profesjonalizm Sikorskiego i ludzi jego… Chociaż, nie to nie tyle, bo – być może – Sikorski zachowywał się w pewnym sensie bardzo profesjonalnie. Najpierw jednak spróbujmy raz jeszcze odtworzyć stan wiedzy Sikorskiego w chwili rozmowy z Kaczyńskim.

Sikorski twierdzi, że o „katastrofie” dowiedział się od Jarosława Bartkiewicza z departamentu polityki wschodniej. Więcej szczegółów na ten temat dostarcza ambasador Bahr, który tak opowiadał o swojej rozmowie z ministrem:

„Minister już wiedział. Od siedmiu minut. Od dyrektora Jarosława Bratkiewicza z departamentu polityki wschodniej, a ten od swego naczelnika Górczyńskiego, który zadzwonił do niego z płyty lotniska”. Mamy więc chyba źródło pierwszego doniesienia o katastrofie – jest nim nie tyle pan Bartkiewicz, co raczej naczelnik Górczyński znajdujący się gdzieś „na płycie lotniska”. Co mógł widzieć Górczyński? Cóż, samolot rozbił się „300-400 metrów od pasa startowego”, a – jak podpowiada mi docent Wikipedia – „na 4 minuty przed katastrofą widzialność z ziemi była oceniana na 200 metrów”. Jakkolwiek lokalizacja opisana jako „na płycie lotniska” jest nieprecyzyjna, to jednak można zaryzykować twierdzenie, że Górczyński, mówiąc delikatnie mało widział…. Na rzecz takiego twierdzenia świadczy zreszą ta okoliczność, że pracownik Centrum Operacyjnego rozmawiając później z Bahrem nie jest jeszcze pewien co właściwie spadło pod Smoleńskiem. Pracownik pyta wszak Bahra: „A czy to jest pewne, że to był ten samolot?” O godzinie 9.07! (lub około 8.55, bo czas rozmowy Bahra z Centrum występuje – z jakiegoś powodu – w dwóch wersjach…).

W świetle powyższych roztrząsań wypada uznać, że to przekaz ambasadora Bahra był główną podstawą, na której Sikorski stawiał swoją skrajną hipotezę. Jest to „zabawne” o tyle, że Bahr – jak sam twierdzi (twierdził?) – wcale nie chciał Sikorskiemu powiedzieć, że „wszyscy zginęli”. Kiedy Konrad Piasecki zapytał Bahra wprost: „powiedział pan “samolot się rozbił, prezydent nie żyje”?” Bahr odpowiedział: „Nie wiedziałem, czy żyje, czy nie żyje, przecież to nie można w takim momencie mówić na temat prezydenta. Tylko powiedziałem, że nastąpiła katastrofa i że widzę tutaj, przed sobą szczątki zupełne”. Tak wyglądają „podstawy” „roboczych hipotez Sikorskiego”. Dlaczego więc Sikorski je stawiał? Zresztą stawiał wybiórczo, bo na przykład Bronisław Komorowski rozmowę z Sikorskim opisywał tak: „Sikorski powiedział, że ma wiadomość od Bahra (…) że doszło do wypadku prezydenckiego samolotu. Ale nie wie z jakimi konsekwencjami”. No i proszę – w rozmowie z Komorowskim – wszystko jest spójne: Sikorski, powołując się na relację Bahra mówi Komorowskiemu, że konsekwencje „katastrofy” nie są jeszcze dokładnie znane, tak też swoją relację dla Sikorskiego opisywał Bahr. Dlaczego w rozmowie z Komorowskim Sikorski zachowuje się profesjonalnie, a w rozmowie z Kaczyńskim stawia skrajne „robocze hipotezy”? Ja też postawię „roboczą hipotezę” : chodziło o możliwie szybkie przejęcie przez Komorowskiego urzędu prezydenckiego. To dlatego Sikorski starał się możliwie mocno zdemobilizować „wroga”. Chłopakom spieszyło się do Pałacu ot i cała tajemnica….. Niewykluczone, że Sikorski w ciągu ostatnich kilku dni nieopatrznie opublikował ślady śladów swoistego „zamachu stanu”….

tad9

Warszawa, mamy problem!

Ujawnione na stronie MSZ zapisy rozmów z dnia 10 kwietnia 2010 to nie tylko strzał w stopę co do treści wiedzy o katastrofie jaką miał Sikorski podczas rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim. To także kolejne podważenie oficjalnie podanej godziny katastrofy.

Sikorski podobno dowiedział się o katastrofie od Bratkiewicza z Centrum Studiów Wschodnich o godzinie 8.48,Bratkiewicz od Górczyńskiego, który był na płycie lotniska. Ten ostatni dowiedział się podobno z wieży kontroli lotów…

Musiało upłynąć kilka minut zanim ta informacja dotarła do Sikorskiego.

Od kogo dowiedział się Górczyński? Prawdopodobnie od Kozłowa. ponieważ czekał z przedstawicielami rządu FR oraz służbami FR pod specjalnym namiotem na płycie lotniska „Dariusz Górczyński, w tamtym czasie naczelnik wydziału Federacji Rosyjskiej w Departamencie Wschodnim MSZ, jest obecnie zastępcą ambasadora RP w Kijowie (17). “DGP” dotarł podobno do jego zeznań, w których opisywał oczekiwanie na pojawienie się samolotu z Prezydentem: „ – Była gęsta mgła i z upływem czasu się pogarszała – zeznawał Górczyński. Dodał, że w specjalnym namiocie czekał na przylot prezydenta z przedstawicielami rosyjskiego rządu oraz z Pawłem Kozłowem – oficerem Federalnej Służby Ochrony odpowiedzialnym za bezpieczeństwo Lecha Kaczyńskiego. Rosyjski oficer, powołując się na kontrolerów lotu z lotniska, utrzymywał, że Tu-154M zostanie wysłany na jedno z zapasowych lotnisk.” (18)”(to kolejna, sprzeczna z zapisem rozmów z wieży …)

Wygląda na to, ze Górczyński dowiedział się minimum tuż po 8.40…jeśli nie wcześniej!!!

Tymczasem do dzisiaj mamy taki oficjalny obraz tego jaka wiedza była w wieży kontroli lotów

08: 41: 09 KL: – Gdzie on jest?

08: 41: 11 KSL: – Odejście na drugi krąg.

08: 41: 14 KL: – Kur… no gdzie on jest?

08: 41: 16 KSL: – Ch… go wie, gdzie on jest.

08: 41: 18 KL: – 101.

08: 41: 20 KL: – Kur… mać.

08: 41: 24 Krasn.: – Moim zdaniem, kur…

08: 41: 31 KL: – Kur…

08: 41: 34 KL: – 101.

08: 41: 38 Krasn.: – Kur…!

08: 41: 44 KL: – 101.

08: 41: 48 Krasn.: – Kur…, rzucajcie tam straż, dokąd kur…!

08: 42: 16 Krasn.: – Kur… mać.

08: 42: 18 Krasn.: – No, kur….

08: 42: 21 KL: – 101, PLF.

08: 42: 22 Krasn.: – Kur…!

08: 42: 30 KL: – PLF, 101.

08: 42: 38 NO: – Dowiedz się przynajmniej, doleciał czy nie do radiolatarni, gdzie on jest.

08: 42: 42 NO: – Przeszedł obok radiolatarni?

08: 42: 45 NO: – Już, przeleciał obok bliższej radiolatarni, bardziej po lewej… obok drogi, gdzieś.

08: 42: 48 KL: – PLF, 101.

08: 42: 49 Juin: – Obok bliższej spadł, bardziej na lewo przy drodze.

08: 42: 56 NO: – Na drugi krąg zaczął odchodzić, a potem spadł.

08: 43: 03 KL: – Kur…!!!

Do 8.43 w wieżynie słychać nic o konieczności telefonu do kogokolwiek.

Trudno uwierzyć, żeby kontrolerzy dzwoniący po 8.43 do Kozłowa podali jedynie krótki komunikat. To musiało trwać minutę dwie(podobnie jak widać to ze stenogramów rozmów z COP zamieszczonych na stronie MSZ)

Górczyński miał być pierwszym odbiorcą Hiobowej wieści.Tymczasem z płyty lotniska dotarła ona do Wiktora Batera. Wracamy do jego relacji: „My byliśmy od samego początku na cmentarzu w Katyniu i pierwszą informacja o tym, że doszło do nieszczęścia otrzymałem od jednego z uczestników oficjalnej polskiej delegacji, o 10: 40 czasu lokalnego czyli o 8: 40 czasu polskiego czyli praktycznie 4 minuty po katastrofie. Wówczas jeszcze na cmentarzu w Katyniu nikt o niczym nie wiedział, Było potworne zamieszanie. Wszyscy usiłowali dodzwonić się do członków oficjalnej delegacji. Były blokowane telefony a kiedy to już się udawało, członkowie polskiej delegacji, sami, nie znając wiele szczegółów a praktycznie nie wiedząc nic …..”

Decyzja Sikorskiego o publikacji rozmów  uwiarygodnia inną niż oficjalnie wskazana w dokumentacji -godzinę katastrofy TU 154 M. Co to by oznaczało? Cóż, chyba głęboką „ingerencję” w zapisy z czarnych skrzynek. Minimum polegającej na przesunięciu taśmy …..

Dzięki dziwnej próbie obrony Sikorskiego przed oskarżeniami ze strony J. Kaczyńskiego zyskaliśmy chyba mocne argumenty do oskarżenia ministra o świadome wprowadzanie rodzin ofiar i całego społeczeństwa w błąd.

Pierwsza manipulacja z godziną, czyli 8.56 obowiązywała jak pamiętamy przez ponad 3 tygodnie. Aż do pochówków ciał ofiar. Chyba nie przypadkowo.Tak jak nieprzypadkowo okłamano rodziny co do niemożliwosci otwierania trumien z ciałami.

Teraz mamy kolejne przesłanki aby wrócić to godziny katastrofy podawanej przez Batera. Prawda Batera może okazać się nie tylko prawdą ekranu. A to oznacza wprost: Warszawa, mamy problem!

1maud

Za: ‘Polska widziana znad kuchni’ – 1maud blog (31.03.2012)

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=54567 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]