Pitera kosztowała nas 1,5 mln zł

Aktualizacja: 2012-03-27 9:39 am

“Fakt” donosi, że likwidowane ministerstwo do spraw wykluczonych, na które podatnicy wydali 300 tys. zł, to małe piwo. Po czterech latach działalności, w listopadzie zeszłego roku  Julii Pitery, pełnomocnika rządu do spraw korupcji, premier ogłosił: Centralne Biuro Antykorupcyjne wystarczy! I zlikwidował jej urząd, który kosztował podatnika w sumie co najmniej półtora miliona złotych.

Według gazety, urząd Pitery pochłaniał miesięcznie około 30 tysięcy złotych. I to tylko na pensje. Pitera miała co miesiąc około 12 tysięcy złotych. Zatrudniała też dwie sekretarki i dwóch kierowców. Ujawnione przez rząd wydatki za okres od listopada 2007 do marca 2011 roku wyglądają tak: 497 tys. zł dla pani minister, 161 tys. dla sekretarek i aż 425 tys. dla kierowców.   A Pitera zajmowała ministerialny stołek jeszcze przez pół roku. W sumie wyjdzie więc z półtora miliona na same pensje. I to bez kosztów np. prawniczych ekspertyz, które zlecał urząd Pitery, opłat za  telefony czy wydatków na benzynę. A dorsz saute, takze bez dodatków, symbol rozpasania urzędników PiS, kosztował 8,90 pln…

Ćwierć miliona złotych – to cena za kaprys Tuska

Kilka miesięcy temu premier Donald Tusk wystąpił przed kamerami wraz z Bartoszem Arłukowiczem – nowym politycznym transferem PO. Lewicowy polityk otrzymał wtedy tekę ministra do spraw wykluczonych. Dzisiaj takie ministerstwo już nie istnieje. Koszt jego kilkumiesięcznej działalności to 250 tys. złotych.

Przejście Bartosza Arłukowicza z SLD do PO było wielkim wydarzeniem medialnym. Młody polityk lewicy w zamian za zgodę na wejście w szeregi partii rządzącej otrzymał resort do spraw wykluczonych. Problem w tym, że taki resort wcześniej nie istniał. Okoliczności wskazują więc na to, że premier Tusk stworzył nowe ministerstwo tylko po to by przyciągnąć do PO medialnego Arłukowicza.

Sam zainteresowany deklarował jednak gotowość do pracy. Sprawiał wrażenie, że wierzy, iż stworzony resort jest faktycznie do czegoś potrzebny. W dodatku bagatelizował fakt, że na utrzymanie nowego ministerstwa potrzebne będą środki budżetu państwa, czyli pieniądze podatników. – Mój budżet to… milion pomysłów – reklamował się Arłukowicz z typowym dla każdego socjalisty naiwnym przekonaniem, że zabieranie ciężko wypracowanych przez Polaków pieniędzy na kaprys władzy nie jest niczym nagannym. Być może utopijnie wierzył, że warto przeznaczyć własność pieniężną podatników na rzecz dobra społecznego jakim, wedle jego przekonania, była walka z bliżej nieokreśloną dyskryminacją.

Lewackie marzenia kończą się jednak tam, gdzie zaczyna się liczenie zysków i strat. Kaprys premiera i marzenia Arłukowicza kosztowały podatników 250 tys. złotych. Tym samym wszyscy którzy płacą podatki zapewnili młodemu politykowi komfortowe warunki pracy, która – jak się okazało – miała być tylko formą oczekiwania na otrzymanie prestiżowej teki ministra zdrowia.

Źródło: fronda.pl

ged

Za: Polonia Christiana – pch24.pl (2012-03-26)

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=54245 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]