Pojednanie oparte na przemilczeniu

„Pisarze tacy jak Andruchowycz, Smoleński lub Zabużko nie mają problemu z potępieniem niedemokratycznego charakteru Związku Sowieckiego lub ich państw satelickich, ale zupełnie nie rozumieją potrzeby potępienia takich organizacji jak OUN, która uczestniczyła w masowym mordowaniu. Nic dziwnego, że polsko-ukraińskie pojednanie dotąd okazało się bezskuteczne” – uważa niemiecki historyk Grzegorz Rossoliński-Liebe.

Jurij Andruchowycz skarży się w artykule opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” na opłakany stan stosunków polsko-ukraińskich. Prawidłowo informuje czytelników, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat stosunki polsko-ukraińskie, w szczególności dotyczące spornych kwestii II wojny światowej, nie poprawiły się w ogóle i „jeśli coś się zmieniło, to może tylko na gorsze”.

Rozwiązaniem problemu według Andruchowycza byłoby opublikowanie zbioru esejów Pawła Smoleńskiego „Pochówek dla rezuna”, który podobnie jak Andruchowycz w swoim artykule, szuka rozwiązań w obalaniu stereotypów, ignorując rzeczywiste historyczne przyczyny bieżących problemów.

Dla Andruchowycza historia nie jest przydatna dla rozwiązywania międzynarodowych problemów spowodowanych zaszłościami w przeszłości. Historycy, według niego, tylko jeżdżą na „międzynarodowe konferencje uzbrojeni w dokumenty dotyczące zbrodni popełnionych przez „innych” i cierpienia „naszych”. W tym scenariuszu historycy są tylko nacjonalistami, którzy zaprzeczają zbrodniom własnego narodu i wyolbrzymiają zbrodnie innych narodów, zwłaszcza tych, którzy cierpiały pod jarzmem własnego narodu historyka.

W polsko-ukraińskim środowisku historycznym, które jest rzeczywiście przepojone nacjonalizmem postsowieckim, założenia Andruchowycza nie są całkowicie błędne, ale nie dostrzega szeregu niuansów, zróżnicowań, a więc myli historię z postsowiecką ideologią nacjonalistyczną.

Chociaż Andruchowycz chętnie potępia nacjonalizm, który jest szeroko rozpowszechniony na polsko-ukraińskich konferencjach historycznych, jego rozumowanie nie różni się wiele od rozumowania radykalnej prawicy i narodowych apologetów takich jak Wołodymyr Wiatrowycz. Nie widzi problemu w kulcie sprawców Holokaustu z OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) i UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) i popełnionych okrucieństwach. Fakt, że OUN wymordowała, tylko w lipcu 1941 r., około 20.000 Żydów w pogromach, które organizowała częściowo samodzielnie, a częściowo we współpracy z Niemcami, to żaden problem dla Andruchowycza.

Podobnie nie przeszkadza mu, że z rąk członków OUN i UPA zginęło od 70.000 do 100.000 polskiej ludności cywilnej i około 20.000 cywilnej ludności rosyjskiej i ukraińskiej. Dla Andruchowycza polerowanie wizerunków OUN-UPA i faszystowskiego ukraińskiego polityka Stepana Bandery (1909-1959) jest ważniejsze niż uznanie zbrodni popełnionych przez te grupy, które w ukraińskim nacjonalistycznym dyskursie symbolizują opór przeciwko Związkowi Sowieckiemu i walkę o wolność. Zaangażowanie Bandery w ukraiński Holokaust lub jego antysemicki i faszystowski światopogląd są w ten sposób całkowicie zanegowane w postsowieckim dyskursie nacjonalistycznym na zachodniej Ukrainie. Ta argumentacja jest powtarzana bez zastrzeżeń w artykule Andruchowycza.

Decyzja byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki o uhonorowaniu Stepana Bandery tytułem bohatera narodowego Ukrainy w ostatnich dniach swojej prezydentury (po jego klęsce w wyborach) została skrytykowana przez Parlament Europejski na początku 2010 roku. Krytyka Parlamentu Europejskiego jest, zdaniem Andruchowycza, bezprawna.

Najlepszym dowodem na nielegalność tej krytyki, jaki Andruchowycz może wyczarować, jest fakt, że wśród posłów do Parlamentu Europejskiego, którzy głosowali za potępieniem, byli polscy politycy z liberalno-konserwatywnej partii PO (Platforma Obywatelska) i z prawicy, populistycznego i narodowo-konserwatywnego PiS (Prawo i Sprawiedliwość). Nacjonalistyczni i prawicowi politycy PiS rzeczywiście nie są żadnymi autorytetami moralnymi w kwestii zbrodni wojennych, II wojny światowej lub konfliktów etnicznych, lecz nacjonaliści ukraińscy zazwyczaj wykorzystują fakt ich obecności w Parlamencie Europejskim do legitymizacji ultra-nacjonalistycznego kultu Stepana Bandery i współsprawców Holokaustu z OUN i UPA.

Jak wyjaśnił Tarik Cyril Amar kilka tygodni temu, intelektualiści na zachodniej Ukrainie nie mają żadnych wrogów na politycznej prawicy. Coraz częściej organizowane neofaszystowskie obchody ku czci OUN-UPA i Waffen-SS Division Galizien, które odbywają się w samym centrum Lwowa i innych zachodnich miast ukraińskich, są dla nich intelektualnymi wydarzeniami jak wiele innych. Nie odważą się napisać o nich, nie mówiąc już o krytykowaniu. Z drugiej strony, prozachodni intelektualiści ukraińscy są zaniepokojeni krytycznymi głosami lub decyzjami, które potępiają kult Bandery.

Według ukraińskiej radykalnej prawicy i coraz częściej według ukraińskich intelektualistów takich jak Andruchowycz, Bandera nie był faszystą i antysemitą, ale patriotycznym bojownikiem o wolność, który zginął za Ukrainę. Najlepszym dowodem tego ideologicznego twierdzenia, powtarzanego wciąż od nowa, jest fakt, że sowiecka propaganda przedstawiała Banderę jako faszystę i rezuna. Intelektualne i akademickie dyskusje wokół OUN-UPA i Bandery w czasopismach takich jak „Krytyka” w rzeczywistości rozmywają ukraiński postsowiecki ultra-nacjonalistyczny, radykalno-prawicowy i neofaszystowski dyskurs.

Inna ukraińska pisarka, Oksana Zabużko, oparła znaczną część swojej najnowszej powieści „Muzeum porzuconych tajemnic”, szybko przetłumaczonej na inne języki, na nacjonalistycznych i antysemickich fałszerstwach o żydowskiej pielęgniarce w UPA. UPA jest przedstawiona jako armia, która ratowała Żydów i nie popełniła żadnego okrucieństwa przeciwko nim. To fałszerstwo, potraktowane przez pisarkę jak najpoważniej jako autentyczny dokument historyczny dla stworzenia historycznego tła powieści, został wyprodukowany przez weteranów OUN i spopularyzowany przez członka OUN i historyka Petra Mirczuka. W 2009 roku biografia [tej nieistniejącej pielęgniarki] Krenzbach została przetłumaczona na język angielski i opublikowana na blogu Mojsieja Fishbeina.

Podobnie jak w artykule Andruchowycza, lub w części książki Smoleńskiego, powieść historyczna Zabużko neguje antysemicki charakter OUN i UPA i legitymizuje postsowiecką nacjonalistyczną meta-narrację. Jej „kontekst historyczny” nie ma nic wspólnego z historią. Pochodzi z ideologicznych fantazji z lat 1950-ych takich weteranów OUN jak Mirczuk, który po II wojnie światowej, jako „historyk” w licznych publikacjach „historycznych” ochoczo wybielał OUN i UPA z jakichkolwiek zbrodni wojennych, zaprzeczał ich współpracy z nazistowskimi Niemcami i przeprojektowywał je w heroiczny, patriotyczny demokratyczny i wielokulturowy ruch oporu.

Drugi skręt w prawo zachodnich ukraińskich intelektualistów (pierwszy, jak wszędzie w Europie, nastąpił w latach 1920 i 1930) jest również dzwonkiem alarmowym wskazującym na słabość czy może permanentny stanu kryzysu wschodnioeuropejskich intelektualistów, którzy w czasie ostatnich dwóch dekad pod postmodernistyczną przykrywką opracowywali europejski dyskurs na temat multi-patriotyzmu i multi-nacjonalizmu. Przemawiają w imieniu narodów i chcą pojednać swoje narody z innymi narodami nie poprzez przeglądanie ciemnych plam w „ich” historii – lub białych plam w ich pamięci – ale poprzez zaprzeczenie.

Zamiast badań, wyzwań i przemyślenia antysemityzmu, zbrodni wojennych lub zaangażowania poszczególnych grup i narodów w Holokauście, prezentują w romantycznym świetle nacjonalistyczną mitologię i negują problematyczne fragmenty „ich” historii następnymi „oficjalnymi” postsowieckimi narracjami. Pisarze tacy jak Andruchowycz, Smoleński lub Zabużko nie mają problemu z potępieniem niedemokratycznego charakteru Związku Sowieckiego lub ich państw satelickich takich jak Polska Rzeczpospolita Ludowa, i mają absolutnie rację, ale zupełnie nie rozumieją potrzeby potępienia takich niedemokratycznych, ultra-nacjonalistycznych i antysemickich organizacji jak OUN, która uczestniczyła w masowym mordowaniu, szczególnie polskiej i żydowskiej ludności cywilnej.

Mając to na uwadze, nic dziwnego, że polsko-ukraińskie pojednanie dotąd okazało się bezskuteczne.

Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że pisarze i intelektualiści, tacy jak Andruchowycz, skarżą się i wierzą, że publikowanie książek, które nie pogodziły się z przeszłością, takich jak „Pochówek dla rezuna” Smoleńskiego mogłoby rozwiązać niektóre problemy współczesności…

Grzegorz Rossoliński-Liebe

15 września 2011 r.

Grzegorz Rossoliński-Liebe – ukończył studia magisterskie na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, obecnie pracę doktorancką na temat „Stepan Bandera: życie i po życiu ukraińskiego faszysty (1909-2009)” na Uniwersytecie w Hamburgu. Mieszka w Berlinie i pracuje w Wiedniu w Instytucie Badań Holokaustu Wiesenthala nad projektem na temat antysemityzmu na uniwersytetach europejskich w okresie międzywojennym.

Źródło: http://defendinghistory.com/ukrainian-writer-iurii-andrukhovych-asks-the-eu-to-permit-ukrainians-to-celebrate-holocaust-perpetrators-and-war-criminals-as-freedom-fighters-by-grzegorz-rossolinski-liebe/22448

Tłumaczenie: Wiesław Tokarczuk. Tytuł pochodzi od redakcji portalu Kresy.pl,

Za: Kresy.pl (09 marca 2012 ) | http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/pojednanie-oparte-na-przemilczeniu

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content