O potrzebie symetrii – Stanisław Michalkiewicz

Z jakiego powodu nasz nieszczęśliwy kraj cierpi niewypowiedziane katiusze? Nasz nieszczęśliwy kraj cierpi niewypowiedziane katiusze z powodu braku symetrii. Tymczasem cóż może lepiej zagwarantować rozwój zrównoważony, jeśli nie symetria. Taką potrzebę dostrzegał już nieodżałowany Edward Gierek, któremu generał Jaruzelski wspaniałą dekadę zakończył w stanie wojennym internowaniem. Paradoksalnie przywracało to symetrię, przynajmniej w pewnym zakresie zrównując sytuację elementów antysocjalistycznych z elementami socjalistycznymi, ale dla Edwarda Gierka takie zrównanie mogło być, wiecie – rozumiecie, dodatkową niewypowiedzianą katiuszą. Nie zmienia to oczywiście faktu, że Edward Gierek potrzebę symetrii – ale oczywiście nie takiej, w której wypróbowani towarzysze zrównywani są z elementami antysocjalistycznymi, a kto wie, czy nawet nie z – horrible dictu – kontrrewolucją, tylko symetrii prawdziwej, która wyrażała się w haśle jedności moralno-politycznej narodu. W ramach tej jedności kwitła, a ściślej – miała rozkwitać amikoszoneria wszystkich ze wszystkimi: partyjnych i bezpartyjnych, wierzących i niewierzących, ubeków i „figurantów”, żywych i umar…, no, mniejsza z tym. I może gdyby red. Michnik, zamiast bojkotować PRON, wydał rozkaz odpieprzenia się od generała dziesięć lat wcześniej, jedność moralno-polityczna byłaby uratowana – niestety mądrość etapu podsunęła mu ten pomysł zbyt późno i w rezultacie mamy to, co mamy, czyli głęboką asymetrię.

Jej głęboka szkodliwość dała o sobie znać 1 marca, kiedy to za sprawa złowrogich braci Kaczyńskich, naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu został narzucona nowa, świecka tradycja obchodzenia „Dnia Źołnierzy Wyklętych”. Przeciwko temu buntują się zdrowe siły zarówno skoszarowane w redakcji „Gazety Wyborczej” przy ul. Czerskiej w Warszawie, jak i w niektórych pismach narodowej prawicy, nieprzejednanie stojących na nieubłaganym gruncie realizmu. Wydawać by się mogło, że między internacjonalnym postępactwem, a nacjonalistami i konserwatystami żadnych punktów stycznych być nie może, ale gdzieżby znowu! Jest dokładnie odwrotnie – ces extremes se touchent właśnie na nieubłaganym gruncie tęsknoty za symetrią.

Jakże inaczej wytłumaczyć, że kiedy w „Gazecie Wyborczej” nie tylko semiccy cadykowie w rodzaju pana red. Blumsztajna nawołują do zostawienia w spokoju tych całych „Źołnierzy Wyklętych” i zaniechania „patriotycznych wrzasków”, ale i „maleńcy uczeni” piszą wypracowania jak to „polscy chłopi” mordowali „polskich chłopów” – pan red. Engelgard własną piersią zasłania generała Emila Fieldorfa przed próbami wciągnięcia go do grona „Źołnierzy Wyklętych”, nieubłaganym palcem wskazując na ożywiające go pragnienie zaangażowania się w budowę socjalizmu. Pan red. Engelgard ma oczywiście rację, jak zresztą we wszystkim, co mówi, niemniej jednak niepodobna nie zauważyć, że samo pragnienie zaangażowania w słuszną sprawę nie wystarczy. Generał Fieldorf nie uzgodnił bowiem form swego zaangażowania w budowę socjalizmu z generałem Iwanem Sierowem z NKWD – i to go zgubiło. Gdyby bowiem zakręcił się wokół takiego uzgodnienia, to kto wie – może jego losy potoczyłyby się całkiem inaczej; może nawet dostałby trafikę, w której handlowałby – ale oczywiście nie śledziami, tylko delikatniejszym towarem, na przykład – postępowym, socjalistycznym katolicyzmem, albo jeszcze lepiej, jak przystało na oficera i „państwowca” – bezpartyjnym, zaangażowanym patriotyzmem – oczywiście na gruncie nieubłaganego postępu, to zrozumiałe samo przez się. Stąd nauka jest dla żuka, żeby zaangażowanie, nawet w najsłuszniejszej sprawie, zawsze uzgadniać z odpowiednimi służbami zaś praktykować je pod kontrolą oficera prowadzącego. W przeciwnym razie każdy krok może człowieka sprowadzić na manowce.

Z kolei rewelacje „maleńkich uczonych” o „polskich chłopach” pokazują, jakie to w gruncie rzeczy gady; najwyraźniej jeszcze im było mało, że w Jedwabnem wymordowali „sąsiadów”, to jeszcze, kiedy „sąsiadów” zabrakło, zaczęli mordować się nawzajem. „Maleńcy uczeni” taktownie nie wspominają, że wszystkie te godne pożałowania ekscesy odbywały się pod kierownictwem semickich czekistów, ale jakże o tym wspominać, kiedy potomstwo tychże czekistów tworzy najtwardsze jądro środowiska „Gazety Wyborczej”? „Posadę przecież mam w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru. Kiedy ją stracę – kto mnie przyjmie?” Nie kąsa się ręki, z której się jada – i „maleńcy uczeni” to rozumieją, jak mało kto. W rezultacie opinia międzynarodowa otrzymała jeszcze jeden sygnał, że Polaków, a zwłaszcza – „polskich chłopów” nie można zostawić samopas, bo w przeciwnym razie ZNOWU zrobią coś okropnego – a w takiej sytuacji dla dobra ich samych oraz całej Europy, trzeba roztoczyć nad nimi kuratelę starszych i mądrzejszych.

Oczywiście złośliwcy, którzy w zamiarze cofnięcia koła historii z drogi nieubłaganego postępu sypią piasek w szprychy, będą wydziwiać, jakoby „Dzień Źołnierzy Wyklętych” kłuł w oczy i uwierał sumienia zarówno postępaków jak i realistów pokazując, że jeśli nawet kogoś z tych czy innych względów nie stać na wierność i poświęcenie, to nie powinien tych swoich słabości podnosić do rangi najwyższej cnoty obywatelskiej, że naród składający się z samych realistów, co to „grunt, aby zdrowie było” zawsze będzie „służebnicą cudzą” – ale nie ma co się tym przejmować, bo wiadomo, że ci wszyscy „Źołnierze Wyklęci” to tylko perfidne sztuczki Jarosława Kaczyńskiego, który w ten sposób próbuje uciułać sobie polityczną emeryturę. Zresztą nawet gdyby tak nie było, to właściwie co; zmienić poglądy, a może jeszcze w dodatku porzucić przytulną niszę ekologiczną? O tym nie może być mowy i to nie z żadnych pobudek egoistycznych, tylko przeciwnie – patriotycznych, bo czyż może być coś ważniejszego od ratowania, a właściwie nie tyle ratowania, co zachowania „substancji”? Nic ważniejszego nie ma i być nie może, toteż stanie na straży „substancji” jest najbardziej zaszczytną, a przy tym – disons franchement entre nous – najmniej ryzykowną służbą narodowi.

Dlatego nie może być tak, by ta zasługa, by ta cnota nadal pozostawała bez nagrody. Skoro już 1 marca ustanowiono ten nieszczęsny „Dzień Źołnierzy Wyklętych” (a bodaj ich…!), to konieczność zachowania symetrii wymaga, by dajmy na to, 1 kwietnia, a więc w Prima Aprilis, ustanowiony został Dzień Realizmu Politycznego, kiedy to delegacje szkół, zakładów pracy, wojska i policji oraz czcicieli generała Jaruzelskiego, będą składały wieńce i wiązanki kwiatów pod pomnikami zasłużonych przy utrwalaniu władzy ludowej, które w związku z tym należałoby niezwłocznie wybudować – najlepiej przy „orlikach”, tuż obok Stacji Końcowych dla uczestników Narodowego Programu Eutanazji.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    9 marca 2012

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2430

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content