Krecia robota paranoików smoleńskich

Aktualizacja: 2012-02-21 2:36 pm

Bloger Kano, nadzieja i naukowa podpora smoleńskiego zespołu parlamentarnego, któremu przewodniczy już drugą kadencję p. Antoni Macierewicz i który to zespół właśnie zaczął wypływać na szerokie, międzynarodowe wody, opuszcza Salon24, o czym powiadomił w swojej ostatniej notce. Kano odchodzi w najlepszym momencie kariery nie z powodów osobistych, ale z powodu „zwykłej podłości, cynizmu, a czasem głupoty” z jaką spotkał się na Salonie24, za sprawą mojej osoby, p. Joanny Mieszko-Wiórkiewicz i FYM-a. „Zespół Parlamentarny działa coraz skuteczniej, wychodząc z izolacji próbuje zaistnieć na arenie międzynarodowej i… niełatwo go kontrolować. Reakcja tych, którym to nie w smak, była natychmiastowa i do dzisiaj płynie szerokim strumieniem. Także tu, na Salon24” – pisze Kano. Nie pozostaje nic, jak tylko uderzyć się w piersi.

Ja zawiniłem tym, że zapytałem publicznie p. Antoniego Macierewicza, który powinien być (i nie przesądzam, że nie jest) jak żona Cezara, kogo dotyczy rejestracja I/12367, kiedy i gdzie nastąpiło pozyskanie i dla jakiego Wydziału WUSW, gdzie najczęściej osoba ta spotykała się ze swoim oficerem prowadzącym i czy prawdą jest, że przed czerwcem 1992 r. ówczesny szef UOP posiadł wiedzę, kto był owym Osobowym Źródłem Informacji. Krótkie pytanie, krótka odpowiedź. Zaznaczyłem ponadto, że jak długo inkryminowany tego nie wyjaśni, tak długo mam prawo uważać go za agenta. Skoro p. Antoni Macierewicz uznaje za uprawnione insynuowanie powiązań agenturalnych blogerom prowadzącym śledztwo obywatelskie w sprawie tragedii smoleńskiej, tylko dlatego że hipotezę „maskirowki” wskazują za najbardziej prawdopodobną, to również działa to w drugą stronę. Innymi słowy- blogerowi Horse też wolno insynuować, co mu się tylko podoba. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Joanna Mieszko-Wiórkiewicz zawiniła z kolei tym, nie wiem już nawet kto z nas bardziej, że wykazała czarno na białym iż wcale nie jest tak z „amerykańskimi ekspertyzami”, jak przedstawiają to eksperci zespołu parlamentarnego i jego przewodniczący. „Wszystkie informacje o Smoleńsku w amerykańskiej NTSB pochodzą od MAK (i jest to w raporcie czytelnie zaznaczone). (…) NTSB i Redmond tak naprawdę niczego nie badały, tylko w Redmond odczytano to, co im Moskwa przysłała.I tylko tyle, bo tyle im kazano, ani linijki więcej (choć mieli na to ochotę powiadamiając o dużej ilości danych- cyt.:”Duża ilość surowych danych. Możemy przedstawić inne parametry w postaci czytelnej, jeśli będzie potrzebne w śledztwie”),a z własnej inicjatywy nic robić nie mogą. Oczywiście, bez wątpienia wiedzą o wszystkim, co się wydarzyło, ale wiedza jest rzeczą zbyt cenną, by się nią niepotrzebnie chwalić. Ergo- pan Nowaczyk analizował dane rosyjskie z komputera, który WEDŁUG Rosjan należał do rozbitego w dn. 10 kwietnia Tu154M-101. Niestety, nie mamy do dziś dowodu na żadne z twierdzeń Rosjan. Także na to, że złom na lotnisku Siewiernyj faktycznie należy do naszego Tu154M. Tym samym szermowanie jakimikolwiek “odczytami” danych wprowadzonych przez Rosjan do komputera TAWS jest nie tylko buńczuczną żenadą, ale i czystą, podręcznikową dezinformacją.” – podsumowuje p.J.Mieszko-Wiórkiewicz. I nie dość, że do beczki amerykańskiego miodu wkłada całą chochlę dziegciu, to jeszcze w bardzo nieodpowiednim momencie, bo akurat zaraz po tym, jak p. Nowaczyk zdążył ogłosić w wywiadzie udzielonym „Naszemu Dziennikowi” , że “podjął pierwszą próbę naukowej analizy, przyjmując jako punkt wyjścia dane odczytane przez ekspertów firmy Universal Avionics, producenta urządzeń TAWS (system wczesnego ostrzegania przed zderzeniem z ziemią) i FMS (komputerowy system sterowania lotem) “. Taki lans i zaraz taki obciach! No, ale znów … kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Najbardziej jednak ze wszystkich zawinił Free Your Mind, bloger-instytucja, nieprzeciętnie zdolny i inteligentny, który nie dość, że śmiał napisać książkę podbudowaną faktografią, to jeszcze zwraca w niej uwagę na takie „drobiazgi”, które nie zainteresowały ani zespołu parlamentarnego, ani nawet jego czołowego eksperta p. K. Nowaczyka, który woli odnosic się do modelu czysto teoretycznego. Free Your Mind analizuje autentyczność wraku, kwestię braku jakiejkolwiek wiarygodnej relacji z przebiegu „katastrofy”, braku ciał, foteli i kokpitu na pobojowisku, a także to, jaką może kryć w sobie tajemnicę Okęcie o świcie 10 kwietnia 2010, skoro nie ma z odlotu delegacji ani jednego zdjęcia. Wybitnego sowietologa, p. prof. Jacka Trznadla te osobliwości również bardzo zainteresowały, a p. Antoni Macierewicza i p. Kazimierz Nowaczyk jakimś dziwnym trafem tego słonia w menazerii nie zauważyli, albo z jakichś względów nie raczyli zauważyć. Niech za cały komentarz posłuży nam spostrzeżenie p. J. Trznadla, że zarówno w raporcie MAK, w raporcie Millera jak i „Białej księdze” Antoniego Macierewicza nie ma „niezbywalnego stwierdzenia, dowodu, że rozbite fragmenty wraku tupolewa na Siewiernym są na pewno częściami samolotu, który tego dnia rano wyleciał z delegacją prezydencką z Okęcia”.

Zdaję sobie sprawę, że Kano, zważywszy tę całą „krecią robotę” ludzi, którzy chcą wiedzieć jak, gdzie i kiedy zginął ich prezydent i cała polska delegacja (a już niekoniecznie czy samolot został obezwładniony na wysokości piętnastu czy dwudziestu sześciu metrów, po tym jak wcześniej się być może rozpadł) -znalazł się w sytuacji dyskomfortowej. Założenie zdaje się było takie, że „amerykańskimi ekspertyzami” da się uwieść ciemny lud, który o resztę już nie będzie pytał, a tu taki pech, że pojawiła się grupa „paranoików smoleńskich”, którzy zauważyli z miejsca choćby brak jakichkolwiek śladów wskazujących na to, że na polance na smoleńskim lotnisku nie mógł się rozbić jakikolwiek tupolew z setką pasażerów.

 „Nie będzie to notka o agentach, TW, śpiochach i teczkach służb specjalnych. To jest zupełnie obcy mi świat.” – zastrzegł w pierwszym zdaniu swojego pożegnalnego posta Kano. Czy jednak na pewno? 

Horse

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=52294 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]