Test cukierka, czyli kilka nieuczesanych myśli o schyłku europejskiej cywilizacji

Aktualizacja: 2012-02-18 10:49 pm

Jest taki test psychologiczny, początkowo stosowany u kilkuletnich dzieci, nazywany testem cukierka. Dziecko, które zostawało samo w pokoju, miało do wyboru: zjeść od razu zostawionego tam cukierka , albo poczekać na powrót dorosłego i w nagrodę dostać dwa cukierki. W zależności od reakcji dziecka można było określić jego poziom dojrzałości emocjonalnej. Najwyższy był wtedy, gdy dziecko potrafiło spokojnie poczekać na dorosłego i nagrodę, niższy jeśli musiało “walczyć” z pokusą (na przykład zasłaniało lub chowało cukierek żeby na niego nie patrzeć) a oczywiście najniższy w przypadku natychmiastowej konsumpcji.

Test opracowany przez Waltera Mischela badał poziom samokontroli, ale także umiejętność racjonalnego odłożenia przyjemności w czasie. Dziś naukowcy udowodnili już ponad wszelką wątpliwość (pierwsze badania przeprowadzono w latach 60 XX wieku, a potem śledzono losy badanych), że owa umiejętność odroczenia korzyści była kluczowa w dalszym życiu. Dzieciaki, które potrafiły oprzeć się pokusie natychmiastowego zjedzenia cukierka nie miały później kłopotów w szkole ani na studiach (potrafiły racjonalnie podzielić swój czas na naukę i rozrywkę), lepiej współpracowały w grupie, były bardziej stabilne emocjonalnie i tworzyły szczęśliwe związki i rodziny, lepiej radziły sobie w pracy, nie popadały w depresję i miały wysoką samoocenę.

A gdyby tak podobny test przeprowadzić na współczesnych Europejczykach? Na przykład w takiej wersji: masz tutaj kredyt. Możesz go wziąć od razu, ale wtedy jest oprocentowany na 15%. Jeśli jednak poczekasz kilka lat i uzbierasz trochę wkładu własnego, to pozostałą część dostaniesz na 5%. Jak myślicie, jaki byłby średni poziom samokontroli przeciętnego mieszkańca starego kontynentu?

Nie mogę powstrzymać się od refleksji, że współcześni Europejczycy nie tylko nie powstrzymali by się od konsumpcji testowego cukierka, ale pewnie zeżarli jeszcze kilka na konto swojego potomstwa (którego i tak pewnie nie będą mieć).

Kolejne kryzysowe szczyty ostatniej szansy, kolejne wersje pakietów fiskalnych, żebranie i dziadowanie u obcych o pomoc w ratowaniu UE są dobitnymi dowodami, że Europejczycy utracili swoją cywilizacyjną tożsamość.

Sprzeniewierzyli się wszystkim tym wartościom, które niegdyś uczyniły z Europy centrum świata. Chcą konsumować według zasady “jak najwięcej, natychmiast, bo w dłuższej perspektywie wszyscy będziemy martwi”.

Można więc – tak się europejskim lemingom wydawało przez kilka ładnych dekad – zadłużać się bezkarnie w imieniu przyszłych pokoleń, można rozwalać chrześcijański system wartości (który tak naprawdę jest jednym, wielkim życiowym testem cukierka, bo przecież jak żaden inny skupia się właśnie na “nagrodzie” w zamian za odroczenie przyjemności tu i teraz), można promować seksualne zboczenia i zezwalać na ludobójstwo nienarodzonych, wszystko w imię dzisiejszej przyjemności, komfortu, wygody. Zero zahamowań, zero refleksji, zero samokontroli.

Doprawdy trudno jest mi zdobyć się na współczucie wobec stetryczałych debili, którym nie chciało się mieć własnych dzieci a teraz pewnie będzie się ich masowo usypiać w państwowych umieralniach, bo opieka nad nimi lub leczenie jest za droga, no i w ogóle nieestetycznie wyglądają.

Bożych praw, rządzących światem nie da się złamać. A próbując, można skończyć jak wędkarz łowiący ryby pod lodem, trzy kilometry od brzegu po kilku dniach przymrozków. Może się udać raz, dwa razy, może się udać i dziesięć razy. Ale w końcu kiedyś lód pęknie.

A nas umiłowani przywódcy kolejny raz prowadzą na lód, bo przecież wcześniej też tak robili i nic się nie stało.

“Dawno temu był sobie stary człowiek, który mieszkał z synem, synową i wnukiem. Nie słyszał i ledwo widział, a siedząc przy stole nie radził sobie z używaniem sztućców, rozlewał zupy, a kawałki jedzenia spadały na podłogę. Denerwowało to jego syna i synową, którzy w końcu zabronili mu jedzenia razem z nimi przy stole. Odtąd miał jeść samotnie, w kącie, z glinianej miski. Któregoś dnia starzec stłukł miskę, przez co synowa skrzyczała go, a syn zrobił ojcu drewniane korytko.
Jakiś czas potem kilkuletni wnuczek znalazł sobie dziwne zajęcie. Wziął dłuto swojego ojca i zaczął skrobać kawałek drewna.
-Co robisz, spytał go ojciec?
-Robię małe korytko dla ciebie i mamusi, żebyście mieli z czego jeść, kiedy będziecie starzy…”

Jak już wspomniałem, trudno mi się zdobyć na współczucie wobec dzisiejszych stetryczałych europejczyków. Niech teraz sami żrą z korytka. Ale czy my mamy, mieszkańcy tego nieszczęśliwego kraju nad Wisłą, mamy jeszcze wybór, czy może i dla nas, nasze dzieci skrobią właśnie kawałki drewna?

KP

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=52126 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]