Dokumenty z Auschwitz odnalezione i wywiezione do Niemiec. Sprawę zbada prokuratura

Muzeum Auschwitz oświadczyło 15 stycznia br., że poinformuje prokuraturę oraz IPN o możliwości popełnienia przestępstwa, polegającego na wywiezieniu cennych dokumentów do Niemiec.

Trzy skrzynie z dokumentami załogi obozowej KL Auschwitz odnaleźli niedawno w okolicach Przełęczy Kowarskiej na Dolnym Śląsku poszukiwacze z Niemiec, korzystający z pomocy Polaka, Mieczysława Bojko. Następnie, dokumenty wywieziono z Polski do Niemiec – o czym poinformował 10 stycznia br. regionalny tygodnik „Nowiny Jeleniogórskie”.

Jak stwierdził Paweł Sawicki z biura prasowego Muzeum z rozmowie z PAP, doniesienie zostanie złożone „najszybciej jak to możliwe”.

„Dokumenty najprawdopodobniej mogą pomóc w zidentyfikowaniu nazwisk przestępców w sprawach dotyczących zbrodni przeciwko ludzkości, które nie podlegają przedawnieniu, przez co mogą stanowić materiał dowodowy w śledztwie prowadzonym przez Instytut Pamięci Narodowej. W tym wypadku prawdopodobnie mamy też do czynienia z naruszeniem przepisów karnych z zakresu Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami oraz Ustawy o państwowym zasobie archiwalnym i archiwach. Ponadto doszło do odnalezienia obiektów mających znaczną wartość naukową, którego właścicielem zgodnie z obowiązującym prawem jest Skarb Państwa” – głosi oświadczenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Jeleniogórski tygodnik – cytując Bojkę – poinformował, że dwaj niemieccy poszukiwacze z okolic Schwarzwaldu poprosili Polaka o pomoc. „Znam ich od dawna i wiedziałem, że są osobami pewnymi. Po prostu im ufałem. W przeszłości kilkakrotnie mi pomagali. Dzięki nim znalazłem między innymi depozyt schowany w moście na Bobrze w Janowicach Wielkich oraz wszedłem w posiadanie bardzo ciekawych map okolic Pilchowic” – mówił Bojko. Dodał, że teraz Niemcy posiadali bardzo precyzyjne dane na temat korytarza zasypanego w 1945 roku, w którym miały się znajdować dokumenty dotyczące więźniów Auschwitz. Potrzebowali koparki. Za pomoc Bojko otrzymał 5 tysięcy

Kilkanaście dni temu, po czterogodzinnych poszukiwaniach, skrzynie zostały wykopane.euro oraz kilka map z zaznaczonymi nieznanymi szerzej tunelami w okolicach Miedzianki.

Polskie Radio poinformowało, że odkryte i wywiezione z Polski dokumenty nie dotyczyły więźniów, lecz załogi obozowej. Były to książeczki wojskowe, książeczki kolonialne, książeczki szczepień i akta personalne ponad stu osób. Bojko – pytany przez radiową „Jedynkę”, czy nie miał wyrzutów sumienia oddając znalezisko Niemcom, powiedział, że gdyby dokumenty dotyczyły więźniów, podjąłby inną decyzję. „(…) dotyczyły Niemców, to nie miałem () skrupułów. () Uważam, że pewne rzeczy powinny ulec zapomnieniu” – powiedział. Po co Niemcom te dokumenty? Nie wiadomo.

aleksanderpinski

Za: Nowy Ekran (15.01.2012) i PAP

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Obóz  KL Auschwitz powstał w 1940 roku. Na początku swego istnienia zsyłani do niego byli niemal wyłącznie więźniowie polscy, walczący z okupantem. W dwa lata później obóz rozbudowano tworząc KL Auschwitz II-Birkenau, który określany jest w literaturze oficjalnej jako „miejsce masowej zagłady Żydów”. Według obecnie obowiązującej wersji „zgładzono tam co najmniej 1,1 miliona ludzi, głównie Żydów”. Liczba ta nie jest jednak oparta na żadnych dokumentach, lecz jedynie na swobodnych wyliczeniach np. teoretycznej wydajności pieców krematoryjnych i częściowym zapisie przybywających do obozu transportów więźniów. Wyliczenia te nie uwzględniają jednak np. masowego przemieszczania więźniów pomiędzy obozami III Rzeszy, o czym świadczą liczne wspomnienia b. więźniów, w tym Żydów.

W przeszłości, przez kilkadziesiąt lat obowiązywała inna oficjalna liczba „zamordowanych” w obozie KL Auschwitz: 4,5 miliona. Pod wpływem prac niezależnych badaczy oraz niemożliwości dalszego utrzymywania fikcji, w 1991 roku po cichu zdjęto mosiężne tablice z wyrytymi nań, zawyżonymi liczbami ofiar. Niektórzy badacze – również i ci skupieni wokół establishmentu oficjalnej propagandy – oceniają, że i obecnie podawana liczba ofiar jest zawyżona. Oceniają oni całkowitą liczbę ofiar kompleksu obozowego KL Auschwitz na „poniżej 650 tysięcy”.

Natomiast badacze nie związani z oficjalną propagandą, opierający się na niekwestionowanych dokumentach i na relacjach wiarygodnych świadków, obliczają całkowitą liczbę ofiar kompleksu obozowego KL Auschwitz na „120-150 tysięcy”.

 

Głównym filarem narracji zwanej Holokaustem, czyli tego co określa się mianem zaplanowanej i przeprowadzonej niemal do końca (bowiem oficjalnie została tylko garstka tzw. ocalałych) eksterminacji Żydów europejskich, jest ludobójcze wykorzystanie komór gazowych w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Zagadnieniem ludobójczego wykorzystania obiektów określanych jako komory gazowe zajmowaliśmy się wcześniej, wskazując na zupełny brak podstaw naukowych mogących wesprzeć oficjalnie promowaną Haggadę o sposobie uśmiercania więźniów w niemieckich obozach koncentracyjnych (a chodzi głównie o więźniów żydowskich, bowiem o innych tzw. świat już dawno by zapomniał).

Otóż, oficjalnie głoszona i nakazana do wierzenia (sic!) – pod karą wieloletniego więzienia – wersja tzw. zagłady Żydów, mówi o uśmierceniu „milionów” Żydów w obozach położonych na terenie wschodniej Polski, w tym takich obozów jak Majdanek, Sobibor, Belzec, Treblinka. Okazuje się jednak, że wersja holokaustycznej narracji posiada swoją „piętę achillesową”, a jest nią właśnie sposób ludobójczego wykorzystania komór gazowych w tych niemieckich obozach koncentracyjnych.

Mało kto zdaje sobie sprawę – nawet utytułowni historycy najczęściej nie mają o tym zielonego pojęcia, bo po prostu nie chcą sięgnąć po książki i opracowania spoza głównego nurtu, nie tylko te zatwierdzone przez tzw. autorytety  – że według oficjalnej historiografii większość ofiar obozów nie zginęła w wyniku zastosowania słynnego środka owadobójczego, znanego jako Cyklon-B, lecz w zupełnie inny sposób. Oficjalna wersja głosi bowiem, że aż 2/3 ofiar żydowskich zamordowanych w komorach gazowych podczas II Wojny Światowej, miałoby zginąć w wyniku uśmiercenia przy pomocy tlenku węgla pochodzącego ze spalin silników… dieslowskich. Nie, to nie pomyłka. Tlenku węgla jako produktu spalania silników wysokoprężnych. Jak jednak zdaje sobie sprawę każdy student politechniki, a tym bardziej powinien brać pod uwagę każdy historyk, poziom CO w spalinach silników wysokoprężnych jest niezdolny do masowego uśmiercania. (Rozwinięcie tematu – zob. opracowanie: Holokaust czy „99-procentowy” mit?, szczególnie przypisy do tekstu) Niestety, problemem tym nie zajmują się ani naukowcy ani historycy, przyczyniając się tym samym do rozpowszechniania niezweryfikowanej wersji tych kluczowych wydarzeń II Wojny Światowej.

Co ciekawe, na naszych oczach następuje pewien zwrot w oficjalnie promowanej wersji, której propagatorzy zdają sobie doskonale sprawę z braku jakichkolwiek podstaw – historycznych i naukowych – oferowanej wersji.  Wiedząc, że dalsze brnięcie w ten ślepy zaułek zmierza wprost do kompromitacji i podważenia religijnie podtrzymywanego dogmatu holokaustycznej liczby ofiar, próbuje się zmieniać, rozmazywać niektóre kwestie, w tym i fałszować nawet tę już dostatecznie zideologizowaną historię.

Weźmy wpis w polskojęzycznej Wikipedii, mówiący o uśmiercaniu w obozie Sobibor. Oto urywek dotyczący tego zagadnienia:

Sobibor

[…]Lager III: miejsce zagłady, na które składały się komory gazowe, ruszty paleniskowe i masowe groby. Budynek z komorami był murowany i zawierał trzy komory po każdej stronie korytarza, w których zaczadzano ofiary spalinami z silników dieslowskich. […]

Całość: http://pl.wikipedia.org/wiki/Sobibor

A teraz przyjrzyjmy się wpisowi angielskojęzycznemu:

Sobibor extermination camp

Sobibor was a Nazi Germanextermination camp [where] Jews […] were […] suffocated in gas chambers that were fed with the exhaust of a petrol engine.

Całość: http://en.wikipedia.org/wiki/Sobibor_extermination_camp

Jak widać, wpis polskojęzyczny jeszcze przywołuje „spaliny z silników dieslowskich”, jako element sprawczy ludobójstwa, podczas gdy świat powoli jest manipulowany zastosowaniem szerszej formuły – „petrol engine”, a definicja ta obejmuje zarówno silniki benzynowe jak i silniki wysokoprężne. Następuje więc rozmydlanie tego kluczowego pojęcia, pomimo tego, że zeznania tzw. świadków – a niemal wszystko opiera się na zaledwie kilku, często nielogicznych i sprzecznych ze sobą zeznaniach, w tym na Raporcie Gersteina – mówią wyraźnie o silnikach dieslowskich.

Widzimy więc, że powoli następuje przesunięcie akcentu, z funkcjonującego absurdalnego pomówienia o zabójstwo „milionów ofiar” za pomocą spalin silników dieslowskich, do bardziej oczywistego – lecz już zupełnie nie popartego niczym, nawet nielogicznymi zeznaniami tzw. świadków – wykorzystaniu spalin silników benzynowych.

W sumie, uwiarygodnienie sposobu, czy nawet samej możliwości technicznej, uśmiercenia tak wielkiej liczby ofiar jaką podaje się oficjalnie w ramach haggady określanej mianem „Holokaustu”, stanowi najczulszy punkt manipulatorów historii. Z tego właśnie względu mamy do czynienia z niemal zupełnym pomijaniem tego zagadnienia w największych opracowaniach historycznych mainstream‘owych historyków. Np. Raul Hilberg – uważany za największego historyka epoki tzw. zagłady Żydów –  w swoim największym 1300-stronicowym opracowaniu o Holokauście, wspomina o uśmiercaniu przy pomocy gazów silników wysokoprężnych, zaledwie w jedym paragrafie. Inni „badacze”, jak np. Lipstadt, Shermer czy Stern, w swoich książkach zupełnie nawet nie wspominają o tym sposobie zabijania. A przecież, oficjalnie, dotyczy to 2/3 ofiar żydowskich! Skąd taka cisza? Skąd takie unikanie rozwijania tematu? Odpowiedź jest prosta: ponieważ brnięcie w niego wskazałoby jasno, że mamy do czynienia z absurdem technicznym, który swoją siłą poddaje w wątpliwość oficjalną narrację tzw. Holokaustu!

Przy braku tego i innych dowodów, historycy posługują się tak wielkimi przybliżeniami, że nie można mówić w przypadku narracji holokaustycznej o żadnych badaniach naukowych, lecz o literackiej swobodnej fikcji. Oto bowiem np. Tregenza twierdził w roku 2000, że w Bełżcu zginęło milion Żydów, lecz w tym samym roku Jean-Claude Pressac pisał, że zginęło tam „poniżej 150 tysięcy”. W Sobiborze podobnie:  Zimmerman mówi o „350 tysiącach”, Pressac – „poniżej 35 tysięcy”, czyli dziesięciokrotnie mniej. W przypadku Treblinki, propaganda sowiecka i powojenna „oficjalna historiografia” mówią nawet o „7 milionach ofiar”, żydowski „świadek”  Rajzman wylicza „3 miliony ofiar”, van Pelt mówi o 750 tysiącach, a Pressac już o „poniżej 250 tysiącach”. Gdzie zatem leży prawda przy tak wielkich rozrzutach? A przy tym warto podkreślić, że są to badania historyków nurtu wspierającego oficjalną wersję Holokaustu, bez dopuszczenia do głosu ich kontestatorów, bez przeprowadzenia np. szerokich badań fizyko-chemicznych, niezbędnych nawet przy pojedynczym morderstwie, a cóż dopiero przy milionach ofiar.

Tak wypaczone informacje wypełniają szczelnie świadomość współczesnych społeczeństw, które albo boją się zastanawiać nad prawdziwymi faktami, albo zupełnie nie interesują się przeszłością. W epoce ideologicznej dominacji syjonizmu rozrasta się literatura holokaustyczna, której rozmiary wyglądają przerażająco. Oto gdy np. w latach 1960. wydawano około 30 angielskojęzycznych, znaczących pozycji o Holokauście, to w dekadę później – 140 pozycji, w latach 1980. – 346 pozycji, by w latach 2000-2007 (a jest to niecała dekada) dojść do liczby ponad 900 pozycji rocznie. Jeśli uwzględnić inne media – filmy, CDs, itp. – to liczba ta urasta do grubo ponad 5000 pozycji rocznie, czyli każdego dnia, każdego roku, tylko w świecie angielskojęzycznym, powstaje 15 kolejnych produktów propagandy Holokaustu. Razem z atmosferą „Dni Holokaustu”, oddziaływaniem setek muzeów i pomników Holokaustu, spotkań, sympozjów, studiów, programów szkolnych, monstrualną ilością artykułów prasowych, programów telewizyjnych, internetowych stron, a także zgubnego dla Kościoła i Jego wiernych „dialogu katolicko-żydowskiego” – otrzymujemy obraz zasięgu tego socjotechnicznego działania.

Wszystkim tym zjawiskom należy dawać opór, gdyż tylko swobodne badania naukowe i brak nacisków ideologicznych na twórców i dystrybutorów medialnych, może przyczynić się do wyjaśnienia najbardziej skrywanych zagadek II Wojny światowej i XX wieku. Wyjaśnienie to oczyściłoby medialny przekaz i świadomość społeczną, a w ślad za tym przyczyniłoby się do poprawy stosunków międzynarodowych, które w nowej atmosferze znalazłoby swe oparcie nie na medialnych kłamstwach, inżynierii społeczenej i szantażu, lecz na Prawdzie, w tym prawdzie historycznej.

 


 

Skip to content