Watahy się wyrzynają – Stanisław Michalkiewicz

Dzisiaj już można to ujawnić – że mianowicie Radosława Sikorskiego w momencie zmiany watahy musiały wspierać proroctwa. Czy to w samotnej celi święci Pańscy mu podszepnęli, czy przeciwnie – jacyś szatani byli tu czynni – mniejsza z tym, ale przecież postulując dorzynanie watahy, wszystko przewidział! Oczywiście niedokładnie, ale tak już bywa z proroctwami – o czym mógł się przekonać każdy czytelnik „Potopu”, zapoznając się z przytoczonym tam fragmentem proroctwa św. Brygidy: „Owóż nieprzewidziany wypadek!”. Skoro tedy nawet św. Brygida prorokowała enigmatycznie, to nie wymagajmy zbyt wiele od ministra Sikorskiego, który – jaki jest – każdy widzi. Co on tam sobie myślał, to myślał – ale przecież watahy właśnie się wyrzynają, i to jeszcze jak!

Więc sekwencja wydarzeń zapoczątkowana zuchwałym zatrzymaniem generała Gromosława Czempińskiego na razie nie tylko nie zakończyła się wesołym oberkiem, a przeciwnie – przerodziła  się właśnie w wymiany potężnych ciosów, jakie zadają sobie nawzajem bezpieczniackie watahy. Widzę w tym nie tylko obrazę urażonego majestatu generała Czempińskiego – chociaż wiadomo było, że takiej zniewagi i zelżywości płazem nie puści, co to, to nie – ale urażony majestat, to jedno, a tak zwane przyczyny obiektywne – to rzecz druga. A przyczyny obiektywne są co najmniej dwie, to znaczy – jedna, ale w dwóch postaciach. Po pierwsze – kryzys finansów publicznych, który – tylko patrzeć – jak przerodzi się w kryzys ekonomiczny o charakterze trwałym. W tej sytuacji żerowisko bezpieczniackich watah w postaci Rzeczypospolitej, może się znacznie skurczyć – a któż takie rzeczy może wiedzieć lepiej od nich? Toteż w obliczu nieuchronnego, każda z nich próbuje kosztem drugiej uzyskać lepsza pozycję wyjściową i dlatego rozbijają sobie łby, nie patrząc, iż chwieją się od tego same fundamenty III Rzeczypospolitej. Inna rzecz, że jest w tym pewna racja – bo któż może lepiej od bezpieczniaków, poprzewerbowywanych to tu, to tam, lepiej znać stopień zaawansowania scenariusza rozbiorowego? Akurat zbliża się kolejny Dzień Judaizmu, który w tym roku będzie połączony z przypadającym 27 stycznia Dniem Pamięci o Shoah. Nieomylny to znak, że i propagatorzy judaizmu w Episkopacie też coś tam muszą wiedzieć, a konkretnie – na jakim etapie znalazły się prace zespołu HEART, utworzonego w początkach ubiegłego roku przez Izrael do spółki z Agencją Żydowską. Prace tego zespołu otacza szalona dyskrecja, więc od razu widać, że uszczelnianiem wiadomości zajmują się pierwszorzędni fachowcy. Ale na tym świecie pełnym złości tak już jest, że co jeden człowiek chce zakryć, to drugi odkryje. Toteż mimo wysiłków pierwszorzędnych fachowców, tu i tam wychodzą na świat śmierdzące dmuchy, że realizacja tych „roszczeń” ma nastąpić właśnie w roku bieżącym. Skoro zatem, niczym widmo Banka, mogą pojawić się w naszym nieszczęśliwym kraju wysłannicy premiera Netanjahu, którzy powiedzą: koniec zabawy, forsa na stół – to uszczuplenie całej puli o 60, a może nawet 65 miliardów dolarów zredukuje żerowisko bezpieczniackich watah jeszcze bardziej. Nic więc dziwnego, że wymierzając sobie potężne ciosy, nie chcą nawet zachowywać pozorów i puszczają mimo uszu mediacje głupich cywilów w rodzaju pana prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zresztą – dlaczegóż to generałowie, którzy tych wszystkich głupich cywilów wystrugali w swoim czasie z banana, mieliby ich słuchać, albo choćby udawać?   

Zatem – chociaż jeszcze nie zakończyła się w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych rzeź schetyniątek, której ofiarą padł m.in. generał policji Rapacki, a już w Ministerstwie Środowiska rozpoczęła się rzeź ryszardziątek krauziątek, oskarżanych o łapówki przy koncesjonowaniu prawa eksploatacji gazu łupkowego. A przestrzegałem, że generał Czempiński nie jest dziecko – że wie nie tylko, ile, kto, za co i od kogo wziął, ale w dodatku – gdzie schował szmalec. Jednak mówi się trudno; a la guerre comme a la guerre; straty muszą być. I chociaż wymiana już tych ciosów robi wrażenie, to reżyserowie naszej politycznej sceny najwyraźniej postanowili dodać dramatyzmu i w rezultacie doszło do tego, do czego w tych okolicznościach dojść musiało. Oto prokurator wojskowy z Poznania, pan pułkownik Mikołaj Przybył, zwołał konferencję prasową, w trakcie której poinformował m.in., że nasza niezwyciężona armia tak naprawdę jest żerowiskiem dla „zorganizowanej przestępczości” – po czym poprosił o chwilę przerwy, podczas której strzelił sobie z pistoletu w głowę – ale tak precyzyjnie, że tylko się zadrasnął i już następnego dnia ze szpitalnego łoża boleści na prawo i lewo udzielał wywiadów współczującym mu szalenie dziennikarzom. Jego samobójcza próba doprowadziła do konfrontacji przed telewizyjnymi kamerami prokuratora generalnego, pana Seremeta, i naczelnego prokuratora wojskowego, generała Parulskiego, którzy na oczach całej Polski próbowali ściągać sobie nawzajem kalesony. A przecież to może być dopiero początek następnego etapu, bo jeśli generał Czempiński nie otrzyma odpowiedniego zadośćuczynienia, to ani chyba ktoś zainteresuje się rewelacjami prokuratora Przybyła – kto mianowicie zorganizował przestępczość akurat w wojsku, które jest przecież objęte ochroną kontrwywiadowczą – i czy przypadkiem właśnie ta ochrona nie stanowi trzonu owej zorganizowanej przestępczości – i tak dalej, i tak dalej. Zatem – bez poddania kuracji przeczyszczającej również Ministerstwa Obrony Narodowej chyba się nie obejdzie – a to już ciepło, ciepło, gorąco, gorąco!  

Wojna na górze przeniosła się nawet w rejony zewnętrznych znamion władzy – bo oto minister Rostowski postanowił bezwzględnie ściągnąć z koalicyjnego Polskiego Stronnictwa Ludowego 20 mln złotych, jakie Skarbowi Państwa należały się od PSL jeszcze z dawnej, nierozliczonej prawidłowo kampanii wyborczej. Dotychczas w imię stabilności koalicji PSL jakoś tego unikało, ale teraz – najwyraźniej przyszła kryska na Matyska. Gołym okiem widać, że chodzi o rozmiękczenie wicepremiera Pawlaka, żeby już nie sypał piasku w szprychy rozpędzonego koła reform. Jak wiadomo, polegają one na generalnym skubaniu i szlamowaniu obywateli pod różnymi pretekstami – między innymi pod pretekstem zmiany zasad refundacji leków – co jest tylko inną, enigmatyczną nazwą Narodowego Programu Eutanazji. Rzecz w tym, że owa zmiana oznacza ni mniej, ni więcej, tylko wzrost cen leków o 30, a może nawet o  38 procent, co w naszym nieszczęśliwym kraju oznacza eutanazję najstarszej i najbardziej schorowanej, a więc najbardziej obciążającej pulę części naszego mniej wartościowego narodu tubylczego. W kalkulacjach bezpieczniackich watah posunięcie to powinno poprawić produktywność tubylczego społeczeństwa, a w razie potrzeby – również zrobienie miejsca dla starszych i mądrzejszych – zwłaszcza gdyby na Bliskim Wschodzie coś poszło nie tak. Wicepremier Pawlak nie byłby od tego – ale pod warunkiem pozostawienia w spokoju „wsi i rolnictwa”, tradycyjnie stanowiących żerowisko PSL. Ale teraz nie czas na takie enklawy, bo bezpieka szukająca nowych terenów łowieckich nie zamierza ich tolerować – no  więc minister Rostowski musiał dostać rozkaz rozmiękczenia. Tedy z jednej strony – Narodowy Program Eutanazji, a z drugiej – Dzień Judaizmu. 

Jakby tego było mało, to zamieszanie wywołane wojną na górze udzieliło się nawet niezawisłym sądom, które na razie nie wiedzą, czego się trzymać. Temu właśnie przypisuję wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, skazujący generała Kiszczaka za „zbrodnię komunistyczną” na 4 lata więzienia przy skróceniu mu wyroku o połowę na mocy amnestii i zawieszeniu mu go na lat 5. Stanisław Kania został uniewinniony, zaś Eugenia Kempara – z powodu przedawnienia uwolniona od kary – chociaż nie od winy. Wyrok nie jest oczywiście prawomocny, więc jestem pewien, że gdy już wojna na górze zakończy się wesołym oberkiem – bo w przeciwnym razie wszyscy się nawzajem wyaresztują i nastąpi finis Poloniae! – sprawiedliwość zatriumfuje, a niewinność generała Kiszczaka wypłynie na wierzch niczym oliwa sprawiedliwa. Na razie jednak mamy wojnę, pani Mullerowo – jakby powiedział dobry wojak Szwejk – więc nie czas żałować ani róż, ani człowieków honoru.

Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl

Za: GONIEC, NR 2/2012 - Toronto - Canada - Sobota - 14 stycznia 2012 | http://www.goniec.net/teksty.html#1

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content