Wolę protestancką królową…

Jej Królewska Mość Elżbieta II, jak co roku w okresie bożonarodzeniowym, wygłosiła orędzie do swych poddanych. Jest to bodaj jedyna publiczna mowa brytyjskiego monarchy, której treść nie musi być konsultowana z premierem. I tym bardziej zasługuje na uwagę.

Nie śledziłem wcześniejszych bożonarodzeniowych wystąpień królowej z taką atencją jak to czyni wielu obywateli Commonwealthu, ale odnoszę ogólne wrażenie, że z wiekiem brytyjska monarchini pobożnieje. A może zawsze taka była, tylko pielęgnowana przez nią cnota religii staje się bardziej widoczna na tle coraz mocniej zlaicyzowanego świata?

Elżbieta II jest dość gorliwą protestantką. Choć jest najwyższym rządcą całego Kościoła Anglii wraz z jego wszystkimi skrzydłami, frakcjami, ruchami i odłamami, to królowej najbliżej do konserwatywnego protestanckiego Low Church. Widać to po stylu nabożeństw sprawowanych w kaplicach królewskich, nad którymi monarchini posiada bezpośrednią jurysdykcję, gdzie nie widać ani anglokatolickiego rytualistycznego przepychu, ani żadnych przejawów ewangelikalnej szajby. Nie ma tam też kobiet-pastorów, co musi oznaczać, że Elżbieta II wierzy, iż w jej Kościele zachowana została Sukcesja Apostolska i chce korzystać z jej owoców.

Ujęło mnie to, że Jej Królewska Mość zakończyła orędzie – które co roku przyjmuje formę przeglądu najważniejszych wydarzeń z życia Wspólnoty Brytyjskiej i rodziny królewskiej – bardzo mocnym chrześcijańskim akcentem, zupełnie zaskakującym w chwili, gdy robi się wszystko, by odciąć Zjednoczone Królestwo od jego korzeni i zbudować tam „multikulturowe” piekło.

Odnajdywanie nadziei pośród przeciwności – mówiła Elżbieta II – jest jednym z motywów Bożego Narodzenia. Jezus narodził się w świecie pełnym strachu. Aniołowie przybyli do przestraszonych pasterzy niosąc słowa nadziei: «Nie bójcie się – wzywali. – Zwiastujemy wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkich ludzi. Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan».

Mimo, że jesteśmy zdolni do wielkich aktów dobroci, historia uczy nas, że czasami potrzebujemy wybawienia od nas samych – od naszej lekkomyślności czy zachłanności. Bóg posłał na świat wyjątkową osobą – nie filozofa, ani nie generała (choć oni także są ważni) – lecz Zbawcę mającego moc przebaczania.
Przebaczenie stanowi centrum wiary chrześcijańskiej. Może uzdrowić rozbite rodziny, może odnowić przyjaźń i może pojednać podzielone społeczności. To w przebaczeniu odczuwamy moc miłości Boga.

W ostatniej zwrotce owej pięknej kolędy zatytułowanej «O Little Town of Bethlehem» (O małe miasto Betlejem), znajduje się modlitwa:

O święte Dziecię z Betlejem
Z wysokości przyjdź do nas, prosimy Cię
Odpuść nam grzechy
I narodź się w nas dzisiaj.

Modlę się o to, byśmy w tegoroczne Boże Narodzenie wszyscy umieli odnaleźć miejsce w naszym życiu na przyjęcie przesłania aniołów i miłości Boga w osobie Chrystusa, Naszego Pana.

Wracam do tytułu posta. Od kogo „wolę protestancką królową”? Od Jana Karola I Hiszpańskiego, El Rey Católico, który do całego ciągu swych zdrad dołączył w tych dniach kolejną: w „bożonarodzeniowym” orędziu nie wspomniał ani słowem o Chrystusie, Kościele, chrześcijaństwie, religii… Niewiele to wobec złożenia przez posiadającego realną władzę Burbona, podpisu na dzieciobójczych ustawach – ale jednak.

Jacques Blutoir

Za: Jacques Blutoir blog (29.12.2011) | http://jacquesblutoir.blogspot.com/2011/12/wole-protestancka-krolowa.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content