Obiecujące początki – Stanisław Michalkiewicz




Rok 2008 zamknął się tak zwanym wszechświatowym „kryzysem finansowym”, nad którym ubolewają dzisiaj ci sami mądrale, którzy przedtem nie mogli się nacmokać nad Alanem Grynszpanem, aj, jaki to on genialny, że on w gospodarce jest Rubinsztajn, znaczy – taki Wunderkind, jak Michnik w propagandzie. Jest to zresztą zgodne z tak zwaną „mądrością etapu”, która mądralom została jeszcze z czasów, kiedy w TPD-owskich chederach uczono marksistowskiej politgramoty. I tak, na przykład, jeszcze z sierpniu sam Adam Michnik chwalił prezydenta Kaczyńskiego, że w Gruzji walczy „za wolność naszą i waszą” (co tam rozumiał przesz „naszą” – Bóg raczy wiedzieć, jako że jest dziś publiczną tajemnicą, iż prezydenta Saakaszwiliego wydatnie wspomagał Izrael), ale kiedy zmienił się etap, na łamach „GW” prezydenta Kaczyńskiego zaatakował Aleksander Smolar za „postajegiellońskie mrzonki”. To właśnie „mądrość etapu”. W sierpniu jeszcze „za naszą i waszą” ale w grudniu – już „postjagiellońskie mrzonki”. Co stało się w międzyczasie? W międzyczasie Kondoliza oświadczyła, że Usrael już nie będzie forsował udziału Gruzji i Ukrainy w NATO, tylko będzie „wzmacniał” tam „demokrację”. Zmienił się „etap” i prezydentu Kaczyńskiemu nie pomoże nie tylko skwapliwe odpalanie chanuki, ale nawet drobna operacja chirurgiczna.

Więc wprawdzie wszechświatowy kryzys finansowy sprawia, że świat się męczy, ale tak, jak nic nie jest doskonałe, tak też nic nie jest absolutnie złe. No – może za wyjątkiem „nazistów”, co to najsampierw okupowali Niemcy, a potem – przy wydatnej pomocy Polaków – przeprowadzili holokaust. Wyglądałoby na to, że „naziści” są źli absolutnie, ale czy aby na pewno? Przecież gdyby nie oni, to jakże Izrael wyciągnąłby od Niemiec co najmniej 100 mld marek, nie licząc broni i łodzi podwodnych? O ile zatem kwestię nazistowską można uznać za „kontrowersyjną”, to już co do komunizmu nie ma wątpliwości. Może i miał tam jakieś złe strony, ale na pewno miał strony dobre. Nie chodzi nawet o dobry fart, jakim, dzięki Chorążemu Pokoju, cieszyła się „diaspora”, promując wiele „starych rodzin”. Nie chodzi też o generała Jaruzelskiego – bo ten starowina, podobnie jak obsypany doktoratami cretino, jest tylko elementem „mądrości etapu”. Chodzi przede wszystkim o to, że komunizm skutecznie tłumił straszliwe demony ksenofobii i antysemityzmu, które dzięki temu nie mogły z mrocznych zakamarków duszy tubylczego narodu polskiego wydostać się na świeże powietrze. Umowa okrągłego stołu zmierzała do tego, by te demony nadal trzymać na uwięzi. Na skutek różnych zaniedbań i niedopatrzeń zaczęły się one jednak wydobywać na zewnątrz, więc na tym etapie, przy pomocy autorytetów i pożytecznych idiotów, zaganiane są ponownie do podziemia. Po zakończeniu tej operacji można będzie znowu swobodnie, m.in. przy pomocy różnych „dni judaizmu”, ćwiczyć naród tubylczy w nowej poligramocie, dostosowanej do mądrości aktualnego etapu.

Wracając tedy do wszechświatowego kryzysu finansowego, to on ma, można powiedzieć, same dobre strony. Czyż w innych okolicznościach można by wyciągnąć ludziom z kieszeni w biały dzień miliardy dolarów i euro pod pretekstem „ratowania gospodarki”? Czyż w innej sytuacji można by, za zrabowane w ten sposób pieniądze, przejmować na rzecz „państwa” udziały w firmach, przybliżając w ten sposób upragnione „socjalistyczne przemiany”? Oj, chyba nie byłoby można, więc jakże tu narzekać? Gdyby nawet żadnego kryzysu nie było, trzeba by go wymyślić, podobnie, jak „globalne ocieplenie”, a wcześniej – „dziurę ozonową”. Ale nie ma rzeczy doskonałych, więc i kryzys ma też swoje wady. Oto szefowie firm, które przedtem bez mrugnięcia okiem finansowały „Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy” Jurka Owsiaka („bo mówiła żony ciotka: tych co płacą – nic nie spotka”), teraz próbują się wymigiwać, pod pretekstem „kryzysu”. Niektóre goje zaczynają błogosławić kryzys w nadziei, że nie będą musiały nawet przyglądać się temu widowisku. Ale niedoczekanie! Jeszcze by sobie pomyślały, że jak kryzys, to już mogą sobie robić, co im się podoba! Tymczasem dlaczego Jurku Owsiaku nie miałby odpalić ten Bernard Madoff, co to nie tylko ukradł głupim gojom 50 miliardów dolarów, ale jeszcze zdążył je schować w Izraelu? Dlaczego on nie miałby dać chociaż miliona, dajmy na to, za pośrednictwem Fundacji Batorego? Pan Smolar, chociaż wielki puryc, przecież się nie obrazi, a jak Jurku Owsiaku dostarczy się pieniądze na rozruch interesu, to już żaden sponsor nie będzie miał wymówki, żeby nie sypnąć mu groszem. Przecież jak idzie kryzys, to tym bardziej trzeba płacić na biedne dzieci, bo i biednych dzieci, tylko patrzeć, jak będzie coraz więcej. A przecież biedne dzieci to jest najlepszy interes! U Hilarego, znaczy – Henocha Minca, za pierwszej komuny, pracowały za pół darmo, to i teraz będą – w dodatku – z pocałowaniem ręki. Więc jakże tu narzekać na wszechświatowy kryzys?


Stanisław Michalkiewicz
Felieton  ·  specjalnie dla www.michalkiewicz.pl  ·  2008-12-30  |  www.michalkiewicz.pl

Za: michalkiewicz.pl


Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content