Alchemia Unii Europejskiej – Stanisław Michalkiewicz

Któż nie chciałby być młody, zdrowy, piękny i na dodatek – bogaty? Każdy by chciał – zwłaszcza dzisiaj, kiedy w miarę słabnięcia w ludziach wiary w życie wieczne, rośnie pragnienie życia przynajmniej długiego. Ale cóż komu po długim życiu, jeśli miałoby ono być pasmem udręki z powodu jakiejś bolesnej, czy powodującej zniedołężnienie choroby, albo utraty rozumu z powodu zgłupienia starczego? To z punktu widzenia jednostki, a przecież można, a nawet należy spojrzeć na rzecz całą z punktu widzenia społecznego. Wyobraźmy sobie, że jakimści cudem udałoby się medykom przedłużyć ludzkie życie, dajmy na to – do 100 lat, zamiast dzisiejszych średnich 72. Już teraz system emerytalny się wali, a cóż dopiero wtedy? Minister Rostowski nie nadążyłby z kreatywną księgowością, a premier Tusk w ramach „polityki miłości” pewnie zalegalizowałby eutanazję.

Warto przypomnieć opinię francuskiego profesora chorób płucnych Lucjana Israela, zdaniem którego przyczyną legalizacji eutanazji jest nieutulone cierpienie ubezpieczalni społecznej, która nie jest już w stanie wytrzymać boleści spowodowanych koniecznością finansowania kosztów utrzymania starych ludzi w ostatnich 6 miesiącach ich życia. Profesor obliczył, że te koszty są większe od kosztów, jakie ubezpieczalnia poniosła przez cały wcześniejszy okres życia takiego człowieka. A tu jeszcze ten nieszczęsny kryzys w strefie euro… Co tu ukrywać; socjalizm bez eutanazji długo nie wytrzyma, zatem tylko patrzeć, jak w państwie socjalistycznym nawet rojenia o długim życiu zostaną zakazane na równi z antysemityzmem i homofobią. Jedynym wyjściem z tej beznadziejnej sytuacji jest gwarancja, że wszyscy będą bogaci i zdrowi. No dobrze, ale jak to zrobić?

Niech nikt nie myśli, że z podobnymi pragnieniami spotykamy się dopiero teraz. Towarzyszyły one ludziom od niepamiętnych czasów, aż starożytni wpadli na pomysł, że gwarancję długiego, wesołego i dostatniego życia można uzyskać przy pomocy kamienia filozoficznego, dzięki któremu można by nie tylko przekształcać pospolite metale w złoto, ale w dodatku – uzyskać panaceum, czyli uniwersalny lek na wszelkie choroby. Czegóż chcieć więcej? Zatem już w starożytności rozwinęła się khemeia, której nazwa pochodzi od Egiptu (Kham). Arabowie dodali z przodu „al” – i tak powstała al khemeia, zwana później alchemią. Wielkim protektorem alchemii był XVI-wieczny niemiecki cesarz Rudolf II, który obok swego zamku na Hradczanach w Pradze kazał wybudować mnóstwo małych domków z piecami, w których 200 alchemików pracowało nad transmutacją ołowiu i rtęci w złoto, no i oczywiście – nad panaceum, dokonując przy okazji różnych innych odkryć.

Oto na przykład Teofrastus Bombastus von Hohenheim, znany jako Paracelsus uzyskał wybitne rezultaty w dziedzinie palingenezy, czyli reinkarnacji, dzięki którym potrafił nawet sporządzić bazyliszka. Bazyliszek „rodzi się z największych nieczystości kobiet, mianowicie z menstruacji i krwi nasiennej; następnie zostaje on umieszczony w naczyniu szklanym, w brzuchu końskim gnije, w takim łonie zostaje bazyliszek urodzony. Któż jest taki śmiały i silny, aby go sporządzić i wydobyć, albo ponownie zabić, kto przedtem nie ubrałby się i nie ochronił zwierciadłami?” Dopiero na tym tle lepiej rozumiemy naciski, jakie stosuje pani filozofowa Środa i posłanka Nowicka w sprawie in vitro. Widocznie muszą mieć jakieś doświadczenia z bazyliszkami, w co – zwłaszcza zapoznając się z przemyśleniami syna pani Nowickiej – chętnie wierzę. Z zacytowanego fragmentu opisu bazyliszka widać, jaką straszliwą wiedzą stała się alchemia, chociaż praktyczne rezultaty były znacznie skromniejsze; uważana początkowo za panaceum sól glauberska okazała się skuteczna tylko jako środek na przeczyszczenie.

Natomiast niepodobna odmówić ówczesnym alchemikom jednej umiejętności. Wprawdzie nie potrafili zamieniać ołowiu, czy rtęci w złoto, ale wykorzystując żądzę złota swoich protektorów, potrafili mnóstwo złota od nich wyciągnąć. Taki na przykład alchemik Grzegorz Honauer naciągnął księcia Fryderyka Wirtemberskiego aż na 200 tysięcy talarów, czyli 5600 kg srebra pod pretekstem przerobienia 25 cetnarów, czyli 1150 kg żelaza w złoto. We współczesnej Europie sztuka ta nie tylko się rozwinęła, ale stała się podstawową regułą funkcjonowania Unii Europejskiej. Unia Europejska, na podobieństwo alchemików łudziła miliony naiwniaków rzekomą umiejętnością wypłukiwania złota z powietrza. W zamian za obietnicę obsypania tym złotem naiwniacy poddali się władzy szarlatanów. Kiedy zaś szarlatani wyciągnęli z nich, co się tylko dało, okazało się, że do interesu trzeba dopłacać. I tak jak przedtem mnóstwo stręczycieli wmawiało naiwniakom, że trzeba wszystko poświęcić dla obiecanych bogactw, tak teraz wmawiają, że trzeba wszystko poświęcić, bo w przeciwnym razie obiecane bogactwa się rozwieją. Przy tych wszystkich podobieństwach jest oczywiście i różnica. Grzegorz Honauer próbował uciec za granicę, ale został schwytany i po obcięciu mu prawej ręki powieszony na szubienicy wykonanej z tego samego żelaza, które miał przerobić na złoto. Naszych stręczycieli nikt nie planuje powiesić, bo przezornie zadbali o zniesienie kary śmierci, a poza tym wygląda na to, że naiwniacy nadal im wierzą mając nadzieję, że złoty deszcz jednak spadnie, wszyscy będą bogaci i zdrowi i znowu będzie, jak za Gierka.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    20 grudnia 2011

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Za: michalkiewicz.pl | http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2324

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content