Wybrane aspekty obronności III RP

Aktualizacja: 2011-11-27 9:30 pm

Największe znaczenie dla zdolności obronnych państwa ma stan sił zbrojnych. W okresie od 1989 do 2010r. Siły Zbrojne RP przeszły duże zmiany, z wojska przygotowanego do marszu wraz z sojuszniczymi armiami Układu Warszawskiego na zachód przeistoczyła się w silę nastawioną na obronę terytorium i współdziałanie w ramach Paktu Północnoatlantyckiego. Polska angażuje się też militarnie poza granicami kraju, korzyści z tego wynikające są dyskusyjne.

W okresie PRL  wojsko polskie (LWP) miało charakter ofensywny, jego głównym zadaniem była inwazja na Zachód razem z innymi armiami Układu Warszawskiego. W tamtym okresie Polska nie miała własnej polityki obronnej, za to najwyżej postanowienia wykonawcze do decyzji przyjętych przez Układ Warszawski. Okazja na uwzględnienie interesów narodowych w polityce obronnej PRL pojawiła się wraz z przemianami w ZSRR i przyjęciem nowej doktryny obronnej Układu Warszawskiego z 1987, która miała już charakter defensywny.[1]

Następne zmiany przyszły po 1989 roku w wyniku przemian politycznych. Utworzenie w wyniku wyborów czerwcowych częściowo niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego oznaczało pewną zmianę w polityce zagranicznej  i obronnej. Jednak otwarciu na zachód towarzyszyło jeszcze uwzględnianie zobowiązań wynikających z przynależności RP do Układu Warszawskiego, w tym sojuszu z ZSRR. Wynikało to m.in. z obaw związanych z procesem zjednoczenia Niemiec oraz obecności przedstawicieli PZPR na ważnych stanowiskach w państwie.

Przyjęta w lutym 1990 przez Komitet Obrony Kraju Doktryna Obronna RP nie uwzględniała realnych procesów zachodzących w europie. Jej podstawowym założeniem była przynależność Polski do Układu Warszawskiego, za główne zagrożenie postrzegano nadal konflikt między NATO a UW który toczyć się miał m.in. na terytorium Polski. Można to tłumaczyć potencjalnym zagrożeniem ze strony Niemiec, ale w doktrynie widoczny był brak alternatywnych rozwiązań istniejących dla dwu i wielostronnych sojuszy, czy w razie rozpadu Układu Warszawskiego, co wynikało z braku odwagi politycznej ówczesnej elity rządzącej.[2]

Już wiosną 1990 roku w wystąpieniu ministra Skubiszewskiego znaczenie UW zostało zredukowane, zanegowano jego wpływ na sprawy wewnętrzne kraju. Wkrótce Pakt Warszawski przestał istnieć. 1 lipca 1991 roku w Pradze odbyło się ostatnie posiedzenie Doradczego Komitetu Politycznego Układu Warszawskiego, na którym podjęto decyzję o całkowitej likwidacji sojuszu.[3] Mimo rozwiązania Układu do 1994 roku w Polsce stacjonowały jeszcze wojska rosyjskie. Było to ponad 40 tysięcy żołnierzy, te siły nie mogły Stanowić dużego zagrożenia dla Polski (ich zadaniem była głównie ochrona linii komunikacyjnych między ZSRR a NRD) jednak fakt ich pobytu w Polsce stanowił symbol dominacji Rosji.

W 1992 Komitet Obrony Kraju przyjął nowe dokumenty dotyczące strategii obrony Polski. Powstały one w nowych warunkach, po rozpadzie Związku radzieckiego i rozwiązaniu Układu Warszawskiego. Nie akcentowano już zagrożenia wojną globalną, dwublokowego podziału świata, za to pojawiły się zagrożenia związane z konfliktami lokalnymi. Polska była wtedy w szczególnym położeniu, między jednocząca się Europą Zachodnią a krajami byłego ZSRR. Ważnym punktem strategii obronności z 1992 był zapis o chęci wstąpienia Polski do NATO.

Wraz z upadkiem Układu Warszawskiego w polityce obronnej Polski zaczęto uwzględniać nowe koncepcje nastawione na samodzielną obronę. Uważano że potencjał obronny Polski był niewystarczający do odparcia ewentualnej agresji, dlatego w razie konfliktu dążono by do zadania przeciwnikowi maksymalnych strat, które powodowałyby że agresja przestała być opłacalna dla strony silniejszej.[4] W tamtym okresie armie zjednoczonych Niemiec oraz ZSRR/Rosji posiadały zdecydowaną przewagę techniczną i liczebną nad Wojskiem Polskim. Wynikało to m.in. z niekorzystnego dla polski traktatu o redukcji zbrojeń konwencjonalnych w Europie (CFE I), w wyniku którego np. nasza armia mogła posiadać najwyżej 1730 czołgów i 460 samolotów, za to Bundeswehra mogła mieć ponad 4 tysiące czołgów i 900 samolotów.[5] Jednak Polski i tak nie byłoby stać na utrzymanie armii dorównującej siłom zbrojnym Niemiec.

Na początku lat 90-tych zakładano obronę terytorium RP na wszystkich kierunkach, oraz oparcie się na własnych możliwościach obronnych i sojuszach dwustronnych. Postawiono sobie za cel pozostawienie 200-tysięcznej armii w czasie pokoju, zdolnej do działania w ograniczonych konfliktach, w wyniku mobilizacji miała być rozwinięta do 500-600 tysięcy żołnierzy.

W 1992 pojawił się plan pozyskania niewielkiej liczby głowic jądrowych z byłego ZSRR. Miano w nie uzbroić posiadane przez naszą armię rakiety taktyczne. Ostatecznie popierana przez prezydenta Lecha Wałęsę akcja pozyskania głowic nie doszła do skutku, do czego przyczynił się brak zgody MON i… naciski ze strony Watykanu.[6] Pozyskanie nawet kilku głowic jądrowych wzmocniłoby niewątpliwie potencjał obronny Polski. Z drugiej jednak strony Rzeczpospolita była sygnatariuszem traktatu o nierozprzestrzenianiu broni atomowej, jego złamanie mogłoby spowodować izolację Polski na arenie międzynarodowej i zamknięcie drogi do NATO.

Prace nad strategią bezpieczeństwa z 2000 uwidoczniły że polskie elity polityczne w kwestii bezpieczeństwa nie pozbawiły się myślenia charakterystycznego dla czasów Układu Warszawskiego. Zamiast odpowiednio wcześnie sprecyzować cele i  interesy narodowe Polski tak aby zostały uwzględnione przez NATO, postanowiono poczekać na przyjęcie strategii Sojuszu i dopiero na jej podstawie opracować swoją.[7]

W latach 90-tych rozpoczęto prace nad stworzeniem Obrony Terytorialnej, powstały pierwsze jednostki tego typu. Znaczenie Obrony Terytorialnej zostało zmarginalizowane w założeniach planu „Wojsko Polskie 2012”z 1996, potem jednak rozwój tego rodzaju wojsk był popierany przez wiceministra Obrony Narodowej Romualda Szeremietiewa.[8] Po przyjściu ekipy Leszka Millera znaczenie OT znowu zostało zmniejszone.

W 2008 roku na fali wywołanej wojną w Gruzji polski rząd podpisał umowę o stacjonowaniu elementów tarczy antyrakietowej (wyrzutnie rakiet antybalistycznych). Jednak niespełna rok po odejściu administracji Georga W. Busha USA zrezygnowały z tego pomysłu. Z drugiej strony w Polsce maja stacjonować amerykańskie rakiety Patriot, co może wzmocnić naszą obronę przeciwlotniczą -jeśli zostanie ona podporządkowana polskiemu dowództwu. Duże znaczenie polityczne ma sam fakt stacjonowania na polskim terytorium amerykańskiego wojska.

W wyniku przeprowadzanej nadzwyczaj  pośpiesznie profesjonalizacji  nasze Siły Zbrojne mają liczyć 120 tysięcy żołnierzy, wspieranych przez 30-to tysięczne Narodowe Siły rezerwy.

 

Polska w NATO

Chęć współpracy z NATO była zapowiedziana już przez premiera Tadeusza Mazowieckiego, ale był to tylko jeden ze sposobów na zapewnienie Polsce zewnętrznego bezpieczeństwa, obok współdziałania w ramach KBWE i utrzymania pewnych form współpracy z ZSRR. Chęć członkostwa Polski w Sojuszu została wyrażona dopiero w 1992 przez premier Hannę Suchocką.[9]

W okresie rządu Mazowieckiego natychmiastowego wejścia do NATO domagało się m.in. Porozumienie Centrum, partie chadeckie popierały koncepcję bezpieczeństwa europejskiego, PSL i PSL Odrodzenie popierały aktywną neutralność, ZChN i KPN były za koncepcją suwerenności narodowej a SdRP chciała utrzymania dobrych stosunków z ZSRR i pozostania w strukturach Układu Warszawskiego. [10] Z czasem stanowisko partii ewoluowało w kierunku popierania wstąpienia Polski do NATO.

Podobnie do wczesnego stanowiska SdRP wyglądała koncepcja głównego ugrupowania neoendeckiego w latach 90-tych, czyli Stronnictwoa Narodowego (tzw. „Senioralnego”). Jego przedstawiciele odkreślali głównie zagrożenie ze strony Niemiec. Maciej Giertych uważał że sojusznikiem Polski w obronie granicy na Odrze i Nysie może być Rosja, według niego w interesie ZSRR miałaby leżeć obrona tej linii.[11] Z drugiej strony narodowcy zwracali uwagę że zagrożenie militarne jest jednak mało prawdopodobne. Negatywnie odnosili się do wejścia do NATO, ze względu na podporządkowanie polskiego wojska niemieckiemu dowództwu.[12] Pojawiła się też koncepcja rozszerzenia CEFT-y i pogłębienie jej o kwestie m.in. polityki obronnej, skutkiem tego byłby spadek znaczenia Rosji do roli „potencjalnego” sojusznika militarnego i politycznego.[13]

Integracja z NATO spotkała się z niemal całkowitą aprobatą Sejmu III kadencji. Ratyfikację Traktatu Północnoatlantyckiego w 1999 roku w całości poparły kluby AWS, Unii Wolności oraz koła poselskie KPN-Ojczyzna i Ruchu Odbudowy Polski, przeciw głosowali tylko posłowie „Naszego Koła” -łącznie 7głosów.[14] Kluby SLD i PSL w prawie w całości poparły wejście do NATO, wstrzymało się łącznie tylko czterech posłów tych dwóch ugrupowań.[15] Jan Łopuszański w imieniu przeciwników ratyfikacji twierdził, że NATO nie będzie zainteresowane obroną granicy na Bugu, zwracał uwagę na fakt iż Niemcy w ramach NATO posiadają duże wpływy, a Polska w ich planach zajmuje miejsce przedpola strategicznego.[16] Wskazywał też na niekorzystną dla Polski ewolucję Paktu od sojuszu obronnego w kierunku organizacji mającej brać udział w misjach ekspedycyjnych.[17] Zdaniem Łopuszańskiego Sojusz nie miał dla Rzeczypospolitej specjalnie dużego znaczenia, gdyż: Dla gwarancji niepodległości Polski większe znaczenie od przynależności czy nieprzynależności do NATO będzie może miał przebieg ropociągów i gazociągów.[18]

Przystąpienie do paktu w 1999r. oprócz wzmocnienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej miało bardzo duży wpływ na unowocześnienie wojska. Przynależność do ekskluzywnego klubu państw NATO wiązała się ze spełnieniem określonych wymagań dotyczących głównie Sił Zbrojnych. To wymusiło na naszych decydentach przeznaczenie znacznych środków na dostosowania armii do wysokich standardów. Oprócz reform strukturalnych konieczne była wymiana części przestarzałego i niekompatybilnego sprzętu. Nie ulega wątpliwości że gdyby nie potrzeba osiągnięcia tych standardów nasze elity polityczne nie byłyby skłonne przeznaczyć  dużych środków na modernizację armii.

Jednak samo uczestnictwo w sojuszu nie gwarantuje w stu procentach bezpieczeństwa Polski. Istotną kwestią jest zmiana charakteru NATO, jaka zaszła od wejścia do niego naszego kraju w 1999r. Od tamtego NATO przeistoczyło się z sojuszu typowo obronnego w organizację biorącą udział w misjach daleko poza jego granicami (np. Afganistan). To osłabia funkcję defensywną Paktu.

Obawy powinno budzić również praktyczne zastosowanie w momencie kryzysu Traktatu Waszyngtońskiego, czyli NATOwskiej „konstytucji”. Najważniejszy w traktacie jest artykuł 5, który mówi o konieczności pomocy dla państwa-sygnatariusza w razie jego zagrożenia. Pierwszy i jedyny raz jak dotąd ów artykuł został zastosowany po atakach terrorystycznych na USA z 11 września 2001r. Jednak jego zastosowanie nie pociągnęło za sobą żadnych praktycznych działań.[19]

Drugi przypadek dotyczy artykułu 4 Traktatu Waszyngtońskiego, który dotyczy wyprzedzającego reagowania na zagrożenia kryzysowe. W 2003 roku, w obliczu zbliżającej się inwazji na Irak Turcja poprosiła Sojusz o wzmocnienie jej obrony w obawie przed możliwymi działaniami Saddama Husajna skierowanymi w jej bezpieczeństwo. Jednak rozbieżności polityczne wewnątrz Paktu na tle interwencji uniemożliwiły podjęcie szybkiej decyzji politycznej.[20]

 

Zaangażowanie militarne Polski poza granicami kraju

Jednym z celów polityki zagranicznej RP na początku lat 90-tych było zbliżenie z zachodnimi strukturami obronnymi. Minister Spraw Zagranicznych Krzysztof Skubiszewski uznał że ten cel można przybliżyć przez aktywne uczestnictwo polskiego wojska w misjach zagranicznych.

W latach 90-tych Polska brała udział łącznie w 31 misjach i operacjach pokojowych.

W celu zbliżenia z NATO i pokazania państwom zachodnim, że Polska przeorientowała swoja politykę zagraniczną zdecydowano się zaangażować w operację „Pustynna Burza”. Polski kontyngent o składający się z jednostek i okrętów pomocniczych został włączony w skład Sił Operacyjnych Królestwa Arabii Saudyjskiej.[21]

Od 1992 roku w misji jugosłowiańskiej brał udział Polski Kontyngent Wojskowy w liczbie około 1000 żołnierzy, było to pierwsze tak poważne wyzwanie dla naszej armii. Zaangażowanie Rzeczypospolitej w b. Jugosławii miało na celu zacieśnienie współpracy z NATO. Z czasem udział Polski został powiększony o misję IFOR (potem SFOR), to zaangażowanie było odpowiedzią na zaproszenie Sekretarza Generalnego NATO. Polska przygotowała do misji początkowo 660-cio osobowy kontyngent, później zredukowano go do 420 osób. Uczestnictwo w tych misjach przybliżyło naszą armie do standardów panujących w Pakcie Północnoatlantyckim. Jednak nie obeszło się bez problemów i kompromitacji wynikających z małej mobilności i ogólnego nieprzystosowania naszej armii do uczestnictwa w misjach zagranicznych. Dowództwo Sił Zbrojnych NATO w Europie było zszokowane decyzją o wysłaniu polskich wojsk transportem kolejowym, kolejne kontyngenty były wysyłane z opóźnieniem.[22] Ponadto kontyngent mocno odczuł brak kołowych transporterów opancerzonych.

Od 1999 roku Polska bierze też udział w misji KFOR w Kosowie.

W marcu 2003 roku Polska wzięła udział w inwazji na Irak wystawiając jednak tylko symboliczne siły, złożone z  56 komandosów GROMu, plutonu wojsk chemicznych oraz okrętu wsparcia logistycznego ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki” z grupą specjalną „Formoza” na pokładzie. Najgłośniejszym zadaniem wykonanym przez polskie wojsko było zakończone sukcesem zajęcie terminalu naftowego w porcie Um Kasr.

Polska nie miała wcześniej żadnych interesów związanych z obaleniem Saddama Husajna, a nasz udział miał charakter działań „ad hoc”. Głównym celem zaangażowania Polski w ten konflikt miało być przede wszystkim udowodnienie Ameryce lojalności, co miało umożliwić nam wejście do wąskiego kręgu państw mających uprzywilejowane stosunki z Waszyngtonem. Po zakończonej sukcesem inwazji Polska otrzymała propozycję objęcia kierownictwa nad jednym z czterech sektorów w Iraku. Rzeczpospolita zdecydowała się wysłać dwu i pół tysięczny kontyngent obejmując zarazem kierownictwo Wielonarodowej Dywizji Północ-Wschód. PKW był niewątpliwie najbardziej niezawodną częścią Dywizji ale i tak Polacy musieli być wyręczani przez Amerykanów np. przy okazji powstań sadrystów. Jesienią 2008 roku do Polski wróciła ostatnia zmiana PKW, od tamtego czasu w Iraku polskie wojsko uczestniczy tylko w misji szkoleniowej NATO.

Praktycznie przez cały okres misji Irackiej polskie oddziały nie miały na wyposażeniu sprzętu adekwatnego do wykonywanych zadań. Planowano że ta misja będzie misja stabilizacyjną, ale na miejscu okazało się że w Iraku trwa wojna partyzancka. Dlatego żołnierze byli zmuszeni np. do osłonienia samochodów Honker blachami pancernymi z wraków irackich pojazdów wojskowych znalezionych na pustyni.

Zaangażowanie w Iraku nie przyniosło spodziewanych korzyści politycznych, czy ekonomicznych. Pomoc w realizacji interesów amerykańskich w Iraku nie spotkała się z proporcjonalną do naszego wysiłku wdzięcznością ze strony Waszyngtonu. Nie otrzymaliśmy od USA specjalnych przywilejów politycznych i ekonomicznych, w tym znacznego zwiększenia bezzwrotnej pomocy finansowej  na rzecz obronności.[23] Korzyści z zaangażowania w Iraku odniosło przede wszystkim wojsko, które miało okazje sprawdzić się w warunkach zbliżonych do wojennych. Duże znaczenie dla prestiżu naszej armii ma zdobycie doświadczenia w dowodzeniu wielonarodowymi zgrupowaniami. Doświadczenia wyniesione z operacji Irackiej pomogły podjąć odpowiednie decyzje w kwestii profesjonalizacji armii.

Pewnym plusem jest fakt że Polska pokazała iż w trudnych sytuacjach potrafi podjąć kontrowersyjną decyzję (abstrahując od słuszności tego posunięcia), i nie „siedzi cicho” mimo sprzeciwu ważnych państw europejskich. Generał Stanisław Koziej twierdzi, że decyzją o wsparciu USA w 2003 Polska wykazała samodzielność strategiczną, ponieważ:   Podjęła ryzyko chwilowego pogorszenia relacji z ważnymi partnerami europejskimi, uzyskała jednak większa podmiotowość polityczną w Europie.[24]

Niekorzystnie wygląda kwestia współpracy gospodarczej z odbudowującym się państwem Irackim. Główna wina leży po stronie Polski, m.in. dlatego że nasze państwo nie zapewniło ochrony polskim firmom które przez to nie mogły konkurować z przedsiębiorstwami amerykańskimi. Zawarto pewne kontrakty, na czym skorzystał głównie przemysł zbrojeniowy, ale bardziej lukratywne kontrakty zawarły państwa które nie brały udziału w operacji, lub szybko się wycofały jak np. Ukraina.[25] Polska dodatkowo pozbawiła się możliwości na wykorzystanie szans współpracy w odbudowie Iraku wycofując się z Iraku w chwili, kiedy sytuacja zaczęła się stabilizować. Wycofanie z Iraku było związane ze zwiększeniem zaangażowania w Afganistanie. Według generała Stanisława Kozieja priorytety należało postawić odwrotnie, lepszym rozwiązaniem byłoby: Kontynuowanie stosownie korygowanej obecności w Iraku i minimalizowanie zaangażowania w Afganistanie. Jak twierdzi generał Koziej, takie działanie było by bardziej korzystne, gdyż: W Iraku mielibyśmy jakieś szanse na robienie interesów pozamilitarnych, w Afganistanie, będącym „czarną dziurą bezpieczeństwa światowego” nie mamy i nigdy nie będziemy mieli żadnych możliwości tego typu.[26] Kwestia wycofania wojsk z Iraku była eksponowana w kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej w wyborach 2007 roku, chęć spełnienie obietnicy mogła wpłynąć na decyzję o szybkim wycofaniu z Iraku w 2008.

Po atakach z 11 września 2001 Rzeczpospolita zdecydowała się na wzięcie udziału w operacji „Trwała Wolność” w Afganistanie. Polska wysłała jednak tylko symboliczny, ponad stuosobowy kontyngent, złożony głównie z saperów i logistyków a początkowo także okrętu pomocniczego. Udział Polski w tej operacji trwał od 2002 do 2007. W 2006 pod naciskiem Paktu Północnoatlantyckiego i USA nasze władze zdecydowały się do Afganistanu zdecydowanie większy, bo 1200-osobowy kontyngent do udziału w NATOwskiej misji ISAF. Celem zaangażowanie Polski w tą misje miało być wsparcie Sojuszu, aby był zdolny do sprawnego funkcjonowania i ewentualnej pomocy w chwili zagrożenia dla naszego kraju. Polacy zostali rozmieszczeni we wschodniej części Afganistanu, głównie w prowincjach Paktika i Ghazni, a później niemal cały kontyngent został skupiony w drugiej nich. Z punktu widzenia polskich interesów narodowych bardziej korzystne mogło by być rozmieszczenie kontyngentu czy choćby zespołu odbudowy w północnej części kraju, która posiada związki z Turkmenistanem, Kirgistanem i Uzbekistanem. Państwa te mają duże znaczenie w polskiej polityce zagranicznej w związku z kwestią bezpieczeństwa energetycznego.[27] Jednak północ kraju została zagospodarowana przez inne kontyngenty, głównie Niemiecki.

W misji ISAF, w przeciwieństwie do poprzedniej „Enduring Freedom” polscy żołnierze wykonywali poważniejsze zadania które narażały ich na działania zbrojne ze strony talibów. Początek misji obnażył braki w wyposażeniu polskiego wojska. MON nauczony doświadczeniem z Iraku wzmocnił afgański kontyngent nowo zakupionymi transporterami opancerzonymi Rosomak, ale głównym pojazdem polskich żołnierzy miały być Humvee, które mieli otrzymać na miejscu od amerykanów. Jednak Polski MON kierowany przez Aleksandra Szczygłę nie był w stanie wynegocjować pozyskania samochodów o wystarczająco silnym opancerzeniu, co spowodowało prośby kilkunastu żołnierzy o wcześniejszy powrót do kraju. Polska przejmując odpowiedzialność za prowincję Ghazni w 2008 była zdana tylko na siebie, dlatego musiała stale zwiększać kontyngent aby utrzymać bezpieczeństwo w swojej strefie. W końcu i tak wyręczą nas amerykanie, niedługo do naszych 2600 żołnierzy ma dołączyć około 1000 żołnierzy z USA. W dalszej perspektywie polski rząd planuje zmniejszać obecność elementów bojowych na rzecz m.in. Zespołu Odbudowy Prowincji. Jednak inwestycje w afgańską infrastrukturę w rejonie Ghazni nie przyniosą żadnych korzyści dla naszego kraju.

Jaskrawym przykładem zaangażowania w misję która nie przynosi bezpośrednich korzyści, nawet w ramach struktury międzynarodowej czy stosunków bilateralnych jest decyzja o udziale polskiego wojska w operacji Unii Europejskiej (później ONZ) w Czadzie. W tym afrykańskim państwie przebywał od 2008 do 2009 roku  kilkuset osobowy Polski Kontyngent Wojskowy.

Czad to była francuska kolonia, pozostająca nadal w strefie wpływów Paryża. W tym państwie, niezależnie od misji UE stacjonują wojska francuskie które są elementem wsparcia dla armii i prezydenta Idrysa Debyego który zmaga się z rebeliantami. Operacja EUFOR (potem MINURCAT) w Czadzie miała na celu zapewnienie bezpieczeństwa działaniom humanitarnym Organizacji Narodów Zjednoczonych.[28]

Polska wystawiła w 2008 drugi co do wielkości kontyngent po Francji, która wysłała na misję 2100 żołnierzy. Początkowo Rzeczpospolita miała wysłać symboliczne siły ale na prośbę Francji zwiększono wielkość PKW do ponad 400 żołnierzy. Kontyngent podobny wielkością do polskiego wystawiła Irlandia. Z ważniejszych państw UE do Afryki swoich wojsk nie wysłały np. Niemcy oraz Wielka Brytania. Polska planowała początkowo udział w operacji UE przez rok, od marca 2008 do marca 2009, jednak zmieniono te plany i Polski Kontyngent Wojskowy, pomniejszony do 330 ludzi pozostał w czadzie do listopada 2009 podporządkowany tym razem ONZtowskiej misji MINUCART, dowodzonej przez Senegalczyka.

Polska nie ma żadnych interesów w Czadzie, misja służy głównie interesom Francji. Niech świadczy o tym choćby oficjalna wypowiedź wiceministra Obrony Narodowej Stanisława Komorowskiego, który stwierdził, że zaangażowanie Polski ma być: Dowodem solidarności z innymi państwami członkowskimi, które mają poważne interesy w Afryce.[29] Według ministra daje nam to „moralne prawo” do domagania się od Unii jej zaangażowania za naszą wschodnią granicą.[30]

Za przykład zgodnego z polskim interesem narodowym zaangażowania militarnego poza granicami należy uznać udział NATOwskiej misji Air Policing w państwach bałtyckich. Państwa te nie posiadają lotnictwa myśliwskiego i dlatego zwróciły się do Sojuszu o pomoc w zapewnieniu integralności ich przestrzeni powietrznej. Do tej pory Polska wystawiła dwie półroczne zmiany, podczas których nasze MiGi-29 startujące z terytorium Litwy wykonywały zadania w ramach tej misji.

 

Modernizacja techniczna

Wojsko Polskie na początku lat 90 było mało mobilne, nie przystosowane do działań w nowych warunkach jakie nastąpiły po upadku Układu Warszawskiego. Siły Zbrojne RP musiały się przystosować do działania w ramach operacji połączonych, polegających już nie tylko na zdecydowanym uderzeniu,  ale na połączeniu oddziaływania różnych rodzajów sił zbrojnych i wojsk pod jednym dowództwem.[31] Trzon naszych Sił Zbrojnych, czyli Wojska Lądowe musiał się stać bardziej mobilne aby sprostać zmieniającym się wymaganiom pola walki. Dostosowania do nowych realiów wymagały też wojska lotnicze i marynarka wojenna.

Na początku lat 90-tych poszczególne rodzaje Sił Zbrojnych były wyposażone duże ilości sprzętu standardowego dla Paktu Warszawskiego, jednak z reguły był mniej nowoczesny niż uzbrojenie Armii Radzieckiej. Wojska Lądowe były wyposażone w przestarzałe czołgi I powojennej generacji typu T-55, stare transportery SKOT i  względnie nowe ale nieprzystające do ówczesnego pola walki bojowe wozy piechoty BWP-1. W jednostkach pancernych służyło ponad 600 czołgów T-72, które wówczas były najnowocześniejszym czołgiem w wojsku polskim ale i tak odstawały znacznie od niemieckich i radzieckich konstrukcji trzeciej generacji.[32]

Głównym typem samolotu bojowego Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej Kraju[33], były już wtedy przestarzałe samoloty myśliwskie typu MiG-21 różnych wersji. Polska posiadała w 1990 tylko 12 nowoczesnych jak na tamten okres myśliwców MiG-29, oraz 37 starszych MiGów-23. Nienajgorzej było z lotnictwem uderzeniowym, na początku lat 90-tych nasze lotnictwo dysponowało ponad setką nowych samolotów myśliwsko-bombowych Su-22.

Marynarka Wojenna przez całe lata 90-te była nie doinwestowanym rodzajem Sił Zbrojnych, co nie zmieniło się zresztą do tej pory. Używanych było wiele już wtedy przestarzałych okrętów, jak kutry rakietowe projektu 205, czy okręty podwodne proj. 641. Jedyną  nowoczesną jednostka naszej floty był wtedy okręt podwodny proj. 877 EKM ORP „Orzeł”. Lotnictwo morskie zostało wyposażone w samoloty MiG-21, co jednak znacząco nie wzmocniło potencjału uderzeniowego MW RP, bo samoloty te nie mogły np. przenosić kierowanych rakiet przeciw okrętowych. Błędem była likwidacja jednostek piechoty morskiej, ich odtworzenie jest bardzo kosztowne.

W 1996 roku przygotowano program modernizacji armii Pt. „Wojsko Polskie2012”, jednak już od początku był on nierealny i wkrótce został zarzucony. Najważniejsze znaczenie dla modernizacji technicznej wojska w ostatnich latach miała ustawa z 25 maja 2001 roku „O przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP”, w której zapisano że na finansowanie potrzeb obronnych przeznacza się co najmniej 1,95% PKB z roku poprzedniego.  Tym samym wojsko uzyskało podstawy stabilnego finansowania, umożliwiające przeprowadzenie modernizacji technicznej.

Największy skok technologiczny w Wojsku Polskim dotyczył Sił Powietrznych, które otrzymały 48 samolotów wielozadaniowych F-16.[34] Polska nie poszła drogą Czech i Węgier, które przyjęły do uzbrojenia szwedzkie Gripeny, łatwiejsze w eksploatacji ale znacznie ustępujące „szesnastkom” w zakresie zwalczania celów naziemnych. Ponadto Siły Powietrzne wzbogaciły się o 12 nowych samolotów transportowych Casa C-295[35], co pozwoliło na wycofanie przestarzałych An-26.

Ale mimo to  nasze lotnictwo wymaga dalszych inwestycji, Polska potrzebuje minimum 120 samolotów bojowych. Tymczasem działania naszych władz powodują, że po 2015 r. będziemy dysponowali jedynie około 80 samolotami. Su-22 mogłyby być zastąpione kolejnymi F-16, natomiast MiGi-29 powinny być zastąpione samolotami V generacji, np. F-35 lub Dassault Rafale. Polska, mimo aktywnego zaangażowania za granicą nie posiada wystarczająco silnego lotnictwa transportowego, od USA mamy dostać łącznie 5 starych Herculesów, ale to jest zbyt mało na nasze potrzeby. Obecnie Polska ma dostęp transportu strategicznego na mocy odpowiedniej umowy. Ale mimo to konieczny jest zakup średnich samolotów transportowych klasy Airbus A-400 lub C-130J Super Hercules.  Poważnym wzmocnieniem systemu obrony przeciwlotniczej byłby zakup samolotów  wczesnego ostrzegania. Całkowita modernizacja czeka Wojska Obrony Przeciwlotniczej, oraz obrona przeciwlotnicza Wojsk Lądowych. W tym kontekście dziwi decyzja ministra Bogdana Klicha o anulowaniu programu budowy samobieżnego zestawu przeciwlotniczego Loara, podczas gdy równocześnie kupowane są niespełniające współczesnych wymagań pola walki armaty przeciwlotnicze kal.23 mm. Używane przez nasze wojsko rakietowe zestawy przeciwlotnicze w większości przeszły modernizacje, ale i tak musza być niedługo wycofane. Konieczny jest zakup zestawów przeciwlotniczych zdolnych również do zwalczania rakiet balistycznych.

W latach 90-tych inwestowano w pewnym stopniu w Wojska Lądowe, wprowadzono m.in. czołgi PT-91 Twardy[36],  śmigłowce Sokół dla kawalerii powietrznej, nowoczesne środki łączności, zestawy rakiet przeciwlotniczych bliskiego zasięgu Grom. Jednak była ty tylko kropla w morzu potrzeb. Broń przeciwpancerna odziedziczona po Ludowym Wojsku Polskim była przestarzała, w większości niezdolna do zwalczania czołgów III generacji. Dlatego pozytywnie należy ocenić zakup zestawów przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike. W wojskach lądowych nadal wykorzystywane są przestarzałe granatniki przeciwpancerne RPG-7, konieczna jest ich wymiana lub zakup nowoczesnej amunicji. Konieczna jest wymiana przestarzałych bojowych wozów piechoty BWP-1, problemu nie rozwiązuje zakup transporterów Rosomak, potrzebne są dobrze opancerzone, gąsienicowe BWP. Rozwiązaniem problemu może być uniwersalny gąsienicowy wóz bojowy nad którym trwają prace w OBRUM Gliwice, ale potrzebne jest wsparcie finansowe państwa dla tego projektu. Nasza armia nie jest wystarczająco mobilna, śmigłowce używane obecnie przez Lotnictwo Wojsk Lądowych są  już wysłużone, ponadto LWL nie posiada w ogóle ciężkich śmigłowców klasy Chinook[37]. Konieczne są zakupy nowoczesnych średnich śmigłowców transportowych, modernizacja obecnie używanych Sokołów i zakup nowych śmigłowców szturmowych. Używane przez naszą armię uderzeniowe Mi-24 nie spełniają wymagań współczesnego pola walki, co prawda sprawdziły się w Iraku i Afganistanie, ale tam miały do czynienia jedynie z lekko uzbrojonymi rebeliantami.

Jednak modernizacja techniczna w latach ’90 i tak była zaniedbana. Spowodowało konieczność pozyskania używanego sprzętu, co oddaliło w czasie konieczność zakupów kosztownego ale nowoczesnego uzbrojenia. Sprowadzono 2 fregaty rakietowe z USA, 5 okrętów podwodnych z Norwegii[38], Leopardy-2 i MiGi-29 z Niemiec. Ale utrzymanie starego zachodniego sprzętu, niekompatybilnego z dotychczas używanym w Polsce spowodowała dodatkowe koszty. Te decyzje miały jednak swoje zalety, np. fregaty nie są  szczytem techniki, obecnie nie są w pełni sprawne, ale i tak górują nad swoim poprzednikiem, niszczycielem rakietowym ORP „Warszawa”, podobnie jest z okrętami podwodnymi które zastąpiły kompletnie przestarzałe okręty podwodne proj. 641. Alternatywą dla po-niemieckich MiGów-29 były wcale nie lepsze, używane F-16 starszej wersji.[39] Często krytykowana była decyzja o zakupie za symboliczną kwotę czołgów od Niemiec. Leopardy-2 są lepsze od polskich czołgów, ale alternatywą mogła być modernizacja Twardych i T-72, na czym skorzystałby polski przemysł.

Obecna sytuacja w marynarce wojennej jest opłakana. Rząd w 2008 odrzucił dezyderat Komisji Obrony Narodowej apelujący o utworzenie Narodowego Programu Okrętowego. Niedawno została przerwana budowa korwety wielozadaniowej typu „Gawron”, nie wiadomo obecnie czy w ogóle zostanie wprowadzona do MW RP. Jeśli nawet udałoby się to zrobić to pojedyncza jednostka nie wzmocni w dużym stopniu potencjału naszej floty. W porównaniu z marynarkami Niemiec czy Rosji nasz siły uderzeniowe są bardzo skromne, mała liczba okrętów rakietowych obecnie jest rekompensowana dość imponującą (liczebnie) flotą okrętów podwodnych, ale w niedługim czasie większość z nich zostanie wycofana. W kontekście skąpienia środków finansowych na budowę i modernizacje okrętów wojennych pewne kontrowersje budziła determinacja z jaką dążono do zakupu norweskich pocisków rakietowych NSM dla Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego. Okazuje się że ich głównym przeznaczeniem ma być rażenie celów w Obwodzie Królewieckim.[40]

Nowy rodzaj Sił Zbrojnych utworzony w 2007, czyli Wojska Specjalne wymaga wyposażenia w odpowiednie pojazdy i śmigłowce. Upokarzający dla naszego państwa jest fakt że działająca w Iraku i Afganistanie jednostka GROM musiała posiłkować się sprzętem wypożyczanym przez amerykanów.

 

Współczesne zagrożenia militarne

Polska jest położona w szczególnym miejscu Europie, na linii Wschód-Zachód. Historia pokazuje że jej terytorium nie omija żaden większy konflikt w Europie. Obecnie Rzeczpospolita jest państwem średnim, czyli zdolnym do rozciągnięcia wpływów na bezpośrednie otoczenie ale nie posiadającym siły zdolnej do rozciągnięcia wpływów na region.[41] Największe niebezpieczeństwo dla nienaruszalności terytorium Polski może stanowić zagrożenie militarne.  W obecnych realiach nie ma zagrożenia konfliktem globalnym, za to zawsze istnieje prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu lokalnego. Polska nie jest wrogo nastawiona do żadnego z jej sąsiadów, ale istnieją potencjalne, niezależne od woli politycznej państw źródła konfliktów, i będących ich następstwem zagrożeń wojennych. Zagrożenie agresją na dużą skalę może być obecnie wykryte ze znacznym wyprzedzeniem, dlatego agresja zbrojna z zaskoczenia może mieć tylko wymiar lokalny.

Potencjalnie największe zagrożenie dla nienaruszalności granic RP może stanowić bezpośrednie użycie sił zbrojnych przez któreś z państw ościennych. Agresji zbrojnej charakteryzującej się wtargnięciem na nasze terytorium i jego zajęciem sprzyjałaby sytuacja kiedy Polska pozostawałaby osłabiona, w stanie międzynarodowej izolacji, a także w sytuacji przyzwolenia społeczności międzynarodowej dla działań agresora.[42] Obecnie takie zagrożenie jest bardzo mało prawdopodobne, ale nie można go wykluczyć w przyszłości.

Agresji z reguły dokonać może tylko państwo które ma silniejszy potencjał militarny od ofiary. Obecnie Polska ma silniejsze wojsko od armii Czech i Słowacji, Litwy oraz Białorusi. To ostatnie państwo jeszcze w latach 90-tych miało nowocześniejszy sprzęt od wykorzystywanego w Wojsku Polskim, jednak niskie nakłady na obronność Białorusi i modernizacja polskiej armii powodują że obecnie to my mamy silniejszy potencjał militarny. Z kolei Ukraina posiada liczną armie wyposażoną w duże ilości sprzętu odziedziczonego podobnie jak Białoruś po ZSRR, i również nie przeprowadziła poważnej modernizacji technicznej. Jednak można stwierdzić że w sytuacji agresji na nasz kraj ma duże szanse powodzenia ze względu na efekt przewagi liczebnej.

Nowocześniejszą i liczniejszą armię od Polski mają Niemcy, dotyczy to wszystkich rodzajów sił zbrojnych. RFN wydaje na obronność pięć razy więcej niż Polska.[43] Ale trzeba zwrócić uwagę na fakt iż Niemcy są formalnie naszym sojusznikiem w ramach NATO, to samo w sobie nie jest specjalnie istotne jeśli przywołać przykład Turcji i Grecji, ale np. RFN wsparły nasze wojsko nieodpłatnym przekazaniem czołgów Leopard-2 i myśliwców MiG-29.

Silniejszym potencjałem militarnym od Polski dysponuje niewątpliwie Federacja Rosyjska. Co prawda armia rosyjska dysponuje nadal sprzętem w zdecydowanej większości pamiętającym czasy ZSRR, ale tym co powoduje że FR ma nieporównywalnie silniejszą pozycję od Polski jest broń atomowa. Jeszcze do niedawna doktryna obronna FR dopuszczała możliwość „prewencyjnego” użycia potencjału atomowego.

Potencjalnie największe zagrożenie militarne dla naszego państwa może iść z kierunku państw niedemokratycznych, których ekipy rządzące dla utrzymania lub poszerzenia władzy mogą posiłkować się rozkręcaniem zagrożenia zewnętrznego. Chodzi oczywiście o Rosję i Białoruś. Dlatego nasza uwaga powinna być zwrócona na sposób w jaki Rosja pokonała Gruzję w 2008. O szybkim sukcesie Rosjan zadecydowała przede wszystkim zdobycie przewagi w powietrzu  oraz przewaga liczebna (techniczna niekoniecznie)  wojskach pancernych i zmechanizowanych. Po stronie gruzińskiej oprócz dowodzenia nie sprawdziła się zbyt słaba w stosunku do potrzeb obrona przeciwlotnicza i oddziały złożone z poborowych, które zmniejszyły morale dobrze spisujących się profesjonalistów.

Według polityki obronnej III RP po 2000 działania defensywne w ramach wojny na dużą skalę jak i konfliktu lokalnego mają być działaniami sojuszniczymi, uzależnionymi w znacznym stopniu od pomocy NATO.

Według strategii obronności  z 2000 roku[44] w razie wojny na dużą skalę Siły Zbrojne RP miały prowadzić obronę od początku w ramach wielonarodowych zgrupowań, rozwiniętych na naszym terytorium w okresie narastanie konfliktu. Podstawową rolę do spełnienia w takim konflikcie ze strony polskiej miałyby stanowić główne siły oraz siły obrony terytorialnej które miałyby być używane tylko na naszym terytorium.[45] Jednak w tym Polska praktycznie  nie posiadała obrony terytorialnej.

W razie konfliktu lokalnego samodzielne odparcie agresji zakładano tylko w  fazie początkowej. Siły Zbrojne RP miały wtedy jak najszybciej odeprzeć agresję i rozbić zgrupowania przeciwnika siłami posiadanymi już  w czasie pokoju. W razie przedłużania się działań wojennych mają być angażowane dodatkowe siły własne i sojusznicze, bez których rozstrzygnięcie konfliktu byłoby niemożliwe.[46]

Jednak najbardziej prawdopodobne w przypadku Polski wydaje się użycie przez wrogie państwo sił powietrznych i rakietowych w celu wymuszenia decyzji politycznej lub uzyskania konkretnego celu, np. zniszczenia infrastruktury energetycznej. Przykładem takich działań mogą być naloty lotnictwa NATO na Jugosławię w 1999 roku.

Militarnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski jest też pośrednie użycie sił zbrojnych. Polega ono na militarnym zastraszaniu dla osiągnięcia celów polityki.[47] Przykładem takiego zagrożenia może być rozbudowa sił zbrojnych sąsiada, skupienie sił zbrojnych blisko granic czy manewry wojskowe.[48] Takie środki mogą być użyte w celu oddziaływania na nasze państwo w sytuacji gdy sąsiad uzna iż nie jest w stanie zrealizować swoich celów za pomocą środków politycznych, czy gospodarczych. W takich sytuacjach o użyciu środków wojskowych bez posuwania się do wywołania konfliktu zbrojnego decydują osoby odpowiedzialne za kształtowanie polityki zagranicznej danego państwa.[49]

Krajem który najczęściej korzysta z argumentów siły w celu wywarcia nacisku na Polskę jest niewątpliwie Rosja. Takie działania jak skupienie nieproporcjonalnie dużych sił w Obwodzie Królewieckim, rozmieszczenie tam taktycznej broni jądrowej czy informacje o „wycelowaniu” w nasze terytorium rakiet balistycznych mają na celu wywieranie presji na nasz kraj. Niepokojące powinny być też np. niedawne rosyjsko-białoruskie ćwiczenia wojskowe pod kryptonimem „Zachód-2009”, które były demonstracją siły wobec ich zachodnich sąsiadów, w tym Polski. Ćwiczenia „Zachód-2009 i powiązane z nimi „Ładoga 2009”były największymi manewrami wojskowymi przy zachodniej granicy Białorusi i Rosji od zakończenia zimnej wojny.[50]

Za przykład nie konfrontacyjnego użycia sił zbrojnych, ale na o wiele mniejszą skalę, można uznać ćwiczenia niemieckiej marynarki wojennej z sierpnia 2006 przeprowadzone m.in. na obszarze toru podejściowego do portu w Świnoujściu. O manewrach okrętów Deutsche Marine nie zostały poinformowane odpowiednie polskie organy, co spowodowało problemy z dotarciem do Świnoujścia polskich promów płynących ze Szwecji.[51] Ten incydent mógł mieć związek z polsko-niemieckim sporem o przebieg granicy w Zatoce Pomorskiej.

Potencjalne niebezpieczeństwo w naszym bliskim otoczeniu wiąże się z państwami które mają bardzo słaby potencjał militarny, przez co stanowią łatwy cel agresji. Chodzi o państwa bałtyckie, których siły zbrojne nie byłyby w stanie odeprzeć ewentualnego ataku ze strony Rosji lub Białorusi. Warto zauważyć że Litwa w swojej strategii bezpieczeństwa wymienia Polskę jako partnera strategicznego, na drugim miejscu po USA.[52]

 

Podsumowanie

Potencjał militarny Polski na przełomie lat 80 i 90-tych nie dorównywał siłom którymi dysponowały Rosja i Niemcy, czyli państwa które historycznie stanowiły największe zagrożenie dla naszej suwerenności i integralności terytorialnej. Jednak po pokojowym rozpadzie ZSRR i podpisaniu traktatu granicznego ze zjednoczonymi Niemcami okazało się że militarne zagrożenia nie stanowią realnego niebezpieczeństwa. Na pierwszy plan wysunęła się kwestia zagrożenia energetycznego, oraz zagrożenia terrorystyczne. Jednak wojna gruzińsko-rosyjska pokazuje że klasyczny konflikt militarny  w naszym regionie wcale nie jest nierealny. Na kierunki rozwoju naszych Sił Zbrojnych powinny w pierwszej kolejności wpływać wnioski wyciągnięte np. z wojny gruzińsko-rosyjskiej, a nie wcielanie światowych (amerykańskich) trendów polegających na dostosowywaniu armii głównie do działań przeciw partyzanckich związanych z misjami w państwach trzeciego świata. Takie interwencje to głównie domena  USA i byłych imperiów kolonialnych. My posiadamy bezpośrednie interesy przede wszystkim w europie środkowo-wschodniej.

Dla elit politycznych III RP głównym sposobem na zapewnienie Polsce bezpieczeństwa zewnętrznego było przystąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Oprócz gwarancji związanych z członkowstwem w NATO Polska dążyła do posiadania specjalnych związków ze Stanami Zjednoczonymi w celu dodatkowego zapewnienia bezpieczeństwa.

Szczególnie po wejściu do NATO Polska aktywniej angażuje się militarnie w regionach położonych daleko od naszych granic, gdzie nie posiadamy żadnych interesów istotnych dla naszego bezpieczeństwa. Przez to nasze zaangażowanie rzadko było spowodowane realizowaniem naszych bezpośrednich celów ale „solidaryzowaniem” się z interesami obcych mocarstw. Choć aktywność w rejonach gdzie nie posiadamy bezpośrednich interesów jest konieczna aby RP pozostawała wiarygodnym sojusznikiem w ramach organizacji międzynarodowych czy stosunków bilateralnych ale musi ona być proporcjonalna do naszych interesów narodowych, bezpośrednich korzyści które można uzyskać z misji. Błędem jest utrzymywanie licznych kontyngentów w Czadzie i w Afganistanie, czyli w ubogich[53] państwach upadłych, z którymi współpraca w dalszej perspektywie nie da żadnych profitów dla naszego kraju. Z drugiej strony nie wykorzystano szans będących skutkiem zaangażowania w Iraku. Państwie to jest bogate w ropę naftową i samo finansuje swoją odbudowę. Nie otrzymaliśmy też proporcjonalnych do naszego wysiłku korzyści od USA. Jednak polityka proamerykańska w sferze obronności okazuje się jednak bardziej korzystna niż pro-europejska. Od Francji nie uzyskaliśmy żadnych korzyści wynikających z utrzymania polskiego kontyngentu w jej strefie wpływów. Mało tego, Warszawa była przynaglana przez Paryż do zatwierdzenia Traktatu Lizbońskiego  który zawiera wiele niekorzystnych dla nas postanowień.

Zaangażowanie w operacje które nie przynoszą nam żadnych korzyści godzi w wiarygodność Polski jako poważnego partnera dla innych państw.

Buforowe położenie Polski i wydarzenia ostatnich lat wskazują że rozwój Sił Zbrojnych RP powinien być ukierunkowany w pierwszej kolejności na sprostanie zagrożeniom klasycznym. Zaangażowanie militarne Polski w regionach nie związanych bezpośrednio z  naszym bezpieczeństwem ujemnie wpływa na zdolność do sprostania klasycznym konfliktom zbrojnym. W Afganistanie funkcjonuje ponad dwutysięczny Polski Kontyngent Wojskowy, co pochłania duże środki które mogły by być przeznaczone na modernizację armii. Potencjalnie silna pozycja Polski w NATO która może być skutkiem tego zaangażowania nie może być przeceniana, z uwagi na stopniowy spadek znaczenia funkcji obronnych Paktu.

W sytuacji dalszego spadku znaczenia Sojuszu Północnoatlantyckiego w jego tradycyjnej, obronnej formie Polska powinna zabiegać o szczególne związki z USA. Ale Rzeczpospolita powinna być gotowa przede wszystkim na sytuację w której nie tylko europejscy członkowie NATO, ale też Stany Zjednoczone nie byłyby chętne do udzielenia nam pomocy militarnej. W naszym położeniu posiadanie silnej armii konwencjonalnej nie wystarczy do zapewnienia bezpieczeństwa, gdyż jeden z naszych historycznych wrogów, Rosja posiada silny arsenał nuklearny. Nasza suwerenność sprawach obronnych mogła by być zapewnione dopiero w sytuacji posiadania środków odstraszania postaci broni atomowej oraz środków obronnych w postaci skutecznego systemu obrony przeciwrakietowej. Tylko wtedy Polska nie była by  uzależniona od parasola ochronnego NATO i USA, dzięki czemu mogłaby prowadzić niezależną politykę. Jednak pozyskanie broni atomowej jest mało realne, natomiast budowa systemu obrony przeciwrakietowej nie wiąże się z żadnymi sankcjami, dlatego to powinno być obecnie głównym priorytetem Polski.

Oprócz obrony integralności terytorium Rzeczpospolita powinna być też zdolna do interwencji w państwach gdzie posiadamy swoje interesy oraz gdzie istnieją skupiska Polaków.

Profesjonalizacja armii mimo że przeprowadzana niezwykle pośpiesznie z powinna zwiększyć potencjał obronny Polski. Liczne kontrowersje budziła redukcja liczby żołnierzy do 120 tysięcy, jednak Polski nie stać na utrzymywanie w czasie pokoju wielkiej armii zdolnej do odparcia każdej inwazji, masowy pobór można przeprowadzić w okresie narastania zagrożenia. Zresztą o wiele istotniejsze znaczenie dla obronności niż liczba etatów ma nowoczesna obrona przeciwlotnicza, czy lotnictwo. W dzisiejszych czasach żadna skuteczna inwazja lądowa na dane państwo nie jest możliwa bez zdobycia przewagi w powietrzu przez agresora. Wzmocnieniem potencjału obronnego mógł by być powrót do koncepcji Obrony Terytorialnej lub rozszerzenie i zmiana charakteru Narodowych Sił Rezerwy. Pewne wzmocnienie obronności Polski mogło by być też osiągnięte na skutek rozszerzenia prawa do posiadania broni palnej.

W okresie III RP rodzajem Sił Zbrojnych traktowanym  „po macoszemu” była Marynarka Wojenna. Ze względu na m.in. na zaangażowanie poza granicami i konieczność dywersyfikacji źródeł surowców naturalnych znaczenie floty wojennej będzie rosło, konieczna jest budowa jednostek bojowych i transportowo-logistycznych zdolnych do wykonywania zadań na odległych akwenach.

Andrzej Bieda

Artykuł ukazał się w numerze 7. „Polityki Narodowej”


[1] O Doktrynie Wojennej Państw – stron Układu Warszawskiego, http://www.koziej.pl/files/Doktryna_UW_z_87_r.doc , dostęp: 07.03.2010.

[2] Stanisław Koziej, Transformacja strategiczna bezpieczeństwa III Rzeczypospolitej, „Kwartalnik Bellona”, nr 4/2009.

[3] Marek Tabor, Wojskowe aspekty środowiska międzynarodowego Polski [w:] Krajobraz po transformacji: Środowisko międzynarodowe Polski lat dziewięćdziesiątych, red. Roman Kuźniar, Warszawa 1992, s.151.

[4] Jerzy Pawęska, Koncepcja obrony okrężnej Rzeczypospolitej Polskiej [w:] Obronność Rzeczypospolitej Polskiej w nowych uwarunkowaniach wewnętrznych i zewnętrznych, red. Paweł Tyrała, Kraków – Warszawa – Moskwa, 1991r., s.27.

[5] Marek Tabor, op. cit. , s.161.

[6] Łukasz Warzecha, Strefa zdekomunizowana: wywiad rzeka z Radkiem Sikorskim, Warszawa 2007, s.120-121.

[7] Stanisław Koziej, Polska w sojuszniczych systemach bezpieczeństwa, „Kwartalnik Bellona”, nr 3/2009.

[8] Romuald Szeremietiew, Rola i znaczenie obrony terytorialnej, http://www.szeremietiew.pl/publikacje.php?c=rola.

[9] Antoni Dudek, Historia polityczna Polski 1989-2005, Kraków 2005, s. 245-246.

[10] Piotr Mickiewicz, Polska droga do NATO: implikacje polityczne i wojskowe, Toruń 2005, s. 67-68.

[11] Jarosław Tomasiewicz, Ugrupowania neoendeckie w III RP, Toruń 2003, s. 295.

[12] Ibidem, s. 297.

[13] Ibidem, s. 306.

[14] Wyniki glosowania w sprawie ratyfikacji Traktatu Północnoatlantyckiego, http://orka.sejm.gov.pl/SQL.nsf/glosowania?OpenAgent&3&44&3, dostęp: 12.03.2010.

[15] Ibidem.

[16] Wystąpienie posła Jana Łopuszańskiego podczas I czytania projektu ustawy o ratyfikacji Traktatu Północnoatlantyckiego, http://orka2.sejm.gov.pl/Debata3.nsf, dostęp: 18.03.2010.

[17] Ibidem.

[18] Ibidem.

[19] Stanisław Koziej, Polska w sojuszniczych systemach bezpieczeństwa, op. cit.

[20] Ibidem.

[21] Piotr Mickiewicz, op. cit. , s. 130.

[22]Ibidem, s. 137-138.

[23]Katarzyna Hołdak, Anna Korzanewska, Raport: Afganistan, Irak, Czad – co mamy z misji? Bilans zysków i strat. Perspektywy, „Bezpieczeństwo Narodowe”, nr I-II 2008.

[24] Stanisław Koziej, Polska w sojuszniczych systemach bezpieczeństwa, op. cit.

[25] Patrz: Ukraińska broń za 2,4 mld USD dla Iraku, http://www.altair.com.pl/start-3816.

[26] Stanisław Koziej, Polska w sojuszniczych systemach bezpieczeństwa, op. cit.

[27] Ibidem.

[28] Operacja Narodów Zjednoczonych, http://www.pkwczad.wp.mil.pl/pl/28.html.

[29] Biuletyn z posiedzenia Komisji Obrony Narodowej

(nr 5), http://orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf/0/0EA43B6BFD2ED02AC12573DB003A783C?OpenDocument.

[30] Ibidem.

[31] Andrzej Polak, Współczesna operacja i jej przyszły wymiar [w:] System pojęć sztuki operacyjnej i taktyki wojsk lądowych, red. Jan Posobiec, Warszawa 2007.

[32] Czołgi III generacji to np. Leopard-2, Leclerc, T-80, M1 Abrams, Challenger II.

[33] Od 2004 ten rodzaj Sił Zbrojnych nosi nazwę „Siły Powietrzne”.

[34] Zakup F-16 był finansowany nie z budżetu MON ale na podstawie specjalnej ustawy.

[35] Jeden samolot rozbił się w 2008.

[36] Część z nich to fabrycznie nowe pojazdy, a część to zmodernizowane do tego standardu starsze T-72.

[37] CH-47 Chinook – wielozadaniowy, dwusilnikowy, dwuwirnikowy śmigłowiec o dużym udźwigu, produkowany w USA przez firmę Boeing.

[38] 4 z nich pływają a jeden służy tylko do szkolenia.

[39] Pozyskanie myśliwców „z drugiej ręki” było konieczne dla załatania dziury sprzętowej powstałej po wycofaniu starych MiGów-21, a przed wprowadzeniem nowych F-16.

[40] Janusz Walczak, Modernizacja (?) Marynarki Wojennej, czyli co nas czeka w 2018 roku, „Nowa Technika Wojskowa”, nr 12/2009.

[41] Bolesław Balcerowicz, Obronność państwa średniego, Warszawa 1997, s. 9.

[42] Paweł Soroka, Zewnętrzne zagrożenia bezpieczeństwa Polski (część II), „Myśl Wojskowa”, nr 5/2005.

[43] Andrzej Lis, Wydatki obronne państw członkowskich EDA, „Nowa Technika Wojskowa”, nr 2/2010.

[44] Obecnie obowiązuje strategia obronności z 2009 ale nie zawiera ona szczegółowych planów obrony, które są niejawne.  Radosław Sikorski twierdzi ze w czasie gdy był szefem MON polecił zaktualizować plany obrony z uwzględnieniem braku pomocy ze strony NATO, patrz: Łukasz Warzecha, Strefa zdekomunizowana: wywiad rzeka z Radkiem Sikorskim, Warszawa 2007

[45] Strategia obronności Rzeczypospolitej, http://acn.waw.pl/zgroszek/sorp.htm, dostęp: 21.II.2010.

[46] Ibidem.

[47] Bolesław Balcerowicz, op. cit. , s. 75.

[48] Paweł Soroka, op. cit.

[49] Ibidem.

[50] Andrzej Wilk, Rosja ćwiczy wojnę na zachodzie, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/tydzien-na-wschodzie/2009-09-30/rosja-cwiczy-wojne-na-zachodzie, dostęp: 28.02.2010.

[51] Rafał Wiechecki, Konflikt w Zatoce Pomorskiej, „Myśl.pl”, wiosna 2009.

[52] Robert Czulda, Siły zbrojne Litwy, „Armia”, nr 12/2009.

[53] W Czadzie są bogate złoża ropy naftowej jednak m.in. ze względu na wojnę domową nie są eksploatowane.

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=47555 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]