Międzynarodowa narodówka – Stanisław Michalkiewicz

Ograbieni za pośrednictwem własnych rządów obywatele mogą co najwyżej wybrać sobie swoich nadzorców

Kiedy po uchwaleniu w roku 1990 przez Sejm ordynacji wyborczej znalazły się w niej przywileje dla mniejszości niemieckiej, napisałem do Trybunału Konstytucyjnego list wskazujący, że przywileje te sprzeczne są z art. 81 obowiązującej podówczas Konstytucji, zakazującej – i to pod groźbą kary – wszelkiej dyskryminacji, również pozytywnej, ze względu na przynależność narodową. W odpowiedzi otrzymałem „przesiąknięty fałszem i krętactwami” list, z którego wynikało, że równość obywateli wobec prawa ma miejsce wtedy, gdy prawo obywateli traktuje nierówno. Ponieważ podróżując po Ameryce, czerpię wiadomości o naszym nieszczęśliwym kraju i o świecie z internetowych wydań mediów polskich, jakoś nie zauważyłem w nich informacji o protestach na Wall Street w Nowym Jorku, gdzie demonstranci planowali zainstalować miasteczko namiotowe, na wzór tego na Majdanie Niepodległości w Kijowie, albo warszawskiego – naprzeciwko kancelarii premiera. O tym, żeby na Wall Street wywołać jaśminową rewolucję, w której siły Sojuszu Atlantyckiego stanęłyby w obronie demonstrantów, jak to miało miejsce w Libii – oczywiście nie było mowy. Od razu widać, że demonstracje na Wall Street były jakieś takie niesłuszne, a jeśli nawet tu i ówdzie zaplątał się jakiś słuszny postulat, to obiektywnie – jak mawiali towarzysze marksiści-leniniści – demonstracje te odbywały się z niewłaściwych ideowo pozycji – co nieomylnym instynktem wyczuli panowie redaktorzy mediów głównego nurtu. Niech no by tylko który nie wyczuł, to „dałaby świekra ruletkę mu!”.

No bo jakże inaczej, skoro demonstracje na Wall Street, niezależnie od tego, co tam demonstranci wykrzykiwali i wypisywali na transparentach, wymierzone były w grandziarzy, tworzących lichwiarską międzynarodówkę, a właściwie – narodówkę międzynarodową? Immunizowana jest ona podwójnie na wszelką krytykę, toteż nawet płomienni bojownicy o wolność, demokrację i szczęście ludu pracującego miast i wsi starannie omijają wzrokiem tego słonia w menażerii, wiedząc, że gdyby tylko pisnęli jedno słówko za dużo, to: „żegnajcie mi na zawsze chłopcy i dziewczęta, żegnajcie druhowie i ty, miłości ma”, a już na pewno: żegnajcie kochane subwencje, dzięki którym płomienni obrońcy ludu pracującego mogą spokojnie sobie wypić i zakąsić. Tymczasem z chwilą odejścia od standardu złota upadła ostatnia bariera ograniczająca chciwość grandziarzy. Mając od rządów, będących albo właścicielami banków emisyjnych, albo – jak w USA – obdarzających banki prywatne przywilejem emisji pieniądza – wolną rękę w zasypywaniu rynku papierowym dziadostwem, międzynarodowa narodówka lichwiarska za pośrednictwem rządów, które – próbując podtrzymywać iluzję płynności finansowej swoich nieszczęśliwych krajów, powiększają dług publiczny – bierze w zastaw, jako zabezpieczenie swoich roszczeń przyszłe podatki, a zatem – przyszłe dochody obywateli. W ten oto prosty sposób staje się ona globalnym właścicielem niewolników, którzy ukołysani demokratyczną retoryką myślą naiwnie, że są suwerenami. Tymczasem nic z tych rzeczy; suwerenny niewolnik to mniej więcej to samo, co żonaty kawaler. Nie ma w przyrodzie takiego zwierzęcia, więc to, co ograbieni za pośrednictwem własnych rządów z przyszłych swoich dochodów obywatele mogą zrobić naprawdę, to co najwyżej wybrać sobie swoich nadzorców. O tym jednak nie można głośno mówić, zwłaszcza przed wyborami, kiedy cała propaganda obliczona jest na podtrzymanie w ludziach wrażenia, że to wszystko naprawdę – i pewnie stąd w mediach głównego nurtu taki pokaz świadomej dyscypliny i powściągliwości w informowaniu.

Stanisław Michalkiewicz


Za: Nasz Dziennik, Piątek, 23 września 2011, Nr 222 (4153) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20110923&id=main

Skip to content