Czy złotówka jest już słaba? – Ignacy Nowopolski

Przed dwoma tygodniami w artykule pt. „RPP do dzieła!”, wzywałem do osłabienia naszej narodowej waluty. Wtedy za dolara płacono dobrze poniżej 3 złotych. Dzisiejsze notowanie to 3,34. Czyżby więc „rada mędrców” z RPP poszła po rozum do głowy i obniżyła stopy procentowe? Nic mi na ten temat nie wiadomo. Zapewne zaczną oni „bronić” złotego i je podwyższać.

Obywatele III RP często zastanawiają się dlaczego w burzliwych gospodarczo okresach nasza „mocna” waluta oparta na „solidnej” krajowej gospodarce zawsze znacząco traci na wartości? Euro rozpada się na naszych oczach, dolarów w elektronicznym obiegu jest znacznie więcej niż całego majątku świata szacowanego na obecnym poziomie cen, a to właśnie te waluty zyskują na wartości a nasza traci!

Wbrew pozorom jest to bardzo logiczne zachowanie. W momentach zawirowań finansowych spekulanci (lichwiarze) uciekają od przewartościowanych (wysoko oprocentowanych) walut takich jak złotówka i wracają do swych „wyjściowych” walut. Proces międzynarodowej spekulacji walutami znany pod angielskim terminem carry trade polega na (cytuję za Wikipedią):

strategia spekulacyjna polegająca na zadłużaniu się w walucie kraju o niskiej stopie procentowej, oraz lokowaniu tak uzyskanych środków w walutę kraju o wysokiej stopie. Według innej definicji, jest to zadłużanie się w walutach nisko-oprocentowanych i jednoczesne kupowanie instrumentów finansowych o potencjalnie wysokiej stopie zwrotu[1].

Innymi słowy, jest to wykorzystywanie różnic w oprocentowaniu. Strategia taka ma duże szanse powodzenia w stabilnym otoczeniu makroekonomicznym, i to zarówno na rynku pieniądza, jak i walutowym. Wykorzystuje się tu prawidłowość, według której waluty krajów o wysokich stopach procentowych mają tendencję do umacniania się. Niemniej jednak operujący strategią carry trade liczyć się muszą m.in. zryzykiem walutowym[2].

W teorii, carry trade nie powinno przynosić spodziewanychzysków, ponieważ różnice pomiędzy stopami procentowymi obu krajów powinny zostać wyrównane odpowiednio wysokim kursem wymiany – waluta kraju, który ma niskie stopy powinna osłabiać się w relacji do waluty kraju o wysokich stopach procentowych. Jakkolwiek jednak, w praktyce carry trade osłabia walutę kraju, który jest jego celem, ponieważ uczestnicy rynku konwertują (sprzedają) walutę, którą pożyczyli na waluty innych państw.

W obawie krachu, spekulanci szybko „wracają” więc do tej waluty w której brali pożyczki (np. euro, dolar), bo w nich wyrażone są ich zobowiązania kredytowe. I to właśnie wyjaśnia „nielogiczne” zachowanie się rynku walutowego.

Wszystkie kraje dbające o swą realną gospodarkę starają się utrzymywać relatywnie niskie stopy procentowe, a więc osłabiać swe waluty. Słaba waluta napędza bowiem gospodarkę mitygując import a wspomagając eksport. Kraje utrzymujące, tak jak III RP, wysokie stopy procentowe stają się żerowiskiem lichwiarzy, niszcząc przy tym swe realne gospodarki i pogrążają je w długach.

Dyrektor Center for Economic and Policy Research, Mark Weisbrot, tłumaczy to na przykładzie Brazylii w następujący sposób:

Bank centralny może być „niezależny” od potrzeb elektoratu, ale nie jest rzeczywiście „niezależnym” bo ulega, tak jak w przypadku Brazylii, interesom sektora finansowego. Dlatego też Brazylia ma jedne z najwyższych w świecie stopy procentowe, powodujące wielkie przewartościowanie jej waluty, przez co szkodzi swemu przemysłowi. Demokratyczna odpowiedzialność banku centralnego przed elektoratem, zamiast teoretycznej „suwerenności”, pomogłaby temu krajowi osiągnąć odmawiany mu od dawna potencjał gospodarczy.

Weisbrot argumentuje powyższe stwierdzenie następująco. O ile w przypadku sądownictwa „niezależność” chroni je od ewentualnych nacisków dotyczących interpretacji przepisów prawa, które zostało w demokratycznym procesie ustanowione, o tyle „suwerenność” banku centralnego uniemożliwia wpływ demokratycznych instytucji państwa na istotne sprawy gospodarcze, które nie były w żaden sposób wstępnie uregulowane jakimkolwiek konsensusem demokratycznym.

Trudno odmówić temu rozumowaniu logiki. Niestety III RP jest od swego zarania skazana na „niezależność” banku centralnego. Nawet podczas rządów mecenasa Olszewskiego, jedynego okresu w którym III RP miała w pełni polski rząd, stanowisko wicepremiera i ministra finansów zastrzeżony był dla zausznika finansjery „profesora” Balcerowicza. 

Przy pomocy instrumentów finansowych najpierw zniszczono polską realną gospodarkę, a potem cały czas utrzymywano jej resztki w zapaści, tak by Polacy nigdy nie mogli podnieść swych głów z łajna, w które ich wdeptano.

Wracając do tytułowego pytania, można stwierdzić autorytatywnie, że złotówka nie jest obecnie „słaba”. Zbliża się jedynie do poziomu, który miałaby w normalnych warunkach bez lichwiarskich machinacji. Mała jest w tym pociecha, gdyż w momencie ustąpienia „kryzysu” , lichwiarze wrócą na polski rynek i dalej będą eksploatować społeczeństwo III RP. 

Jedynym panaceum byłaby długofalowa polityka finansowa skierowana na osłabienie złotówki. Ale by tego dokonać należałoby najpierw rozpędzić „niezależną” bandę z RPP.

Ignacy Nowopolski

Ignacy Nowopolski  – Doktor nauk technicznych zajmujący się zawodowo ochroną środowiska w przemyśle.

Za: Ignacy Nowopolski Blog (22.09.2011) | http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/345387,czy-zlotowka-jest-juz-slaba

Skip to content