Już po Grecji – Janusz Szewczak

Aktualizacja: 2011-09-12 8:44 am

To już pewnik: Grecja nie udźwignie swych zobowiązań wobec strefy euro, recepta ze strony „trójki” EBC, MFW i KE okazała się równie zabójcza, co sama choroba. Ratunek Grecji byłby możliwy jedynie w wypadku, gdy Grekom darowano ok. 150 mld euro, czyli połowę ich długu, tyle że nikt się do tego nie spieszy.

Kontrolowany upadek Hellady nie pozostanie bez konsekwencji nie tylko dla greckich banków, ale również dla europejskich banków, głównie francuskich, niemieckich, włoskich, brytyjskich, a nawet cypryjskich. Te mogą na inwestycjach greckich stracić nawet 60-70 proc. swego zaangażowania. Strefa euro „wisi na włosku po greckiej agonii”, czarna zaraza może uderzyć w kolejnych europejskich grzeszników Hiszpanię, Portugalię, a zwłaszcza Włochy. Kryzys decyzyjny dopadł ostatnią europejską deskę ratunku – Europejski Bank Centralny. W proteście przeciwko prawnym i statutowym wygibasom czynionych przez francuskiego prezesa Europejskiego Banku Centralnego J. C. Trichet, który sypnął kasą (ponad 100 mld euro) na skup obligacji krajów PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja, Hiszpania), do dymisji podał się niemiecki członek zarządu J. Stark. Widocznie chciał kolegom z EBC bardziej dobitnie powiedzieć – nie idźcie tą drogą, bo sam Europejski Bank Centralny doprowadzicie do bankructwa. Niemiecki protest może mieć gigantyczne znaczenie dla dalszych losów ratowania strefy euro, jak i przetrwania wspólnej waluty.

Rynków specjalnie nie ożywiły ani obietnice ekstra puli 447 mld dol. „zasiłków dla bezrobotnych” prezydenta B. Obamy, ani wystąpienie „mistrza drukarskiego” szefa FED B. Bernanke, ani nawet sztywne powiązania kursu franka szwajcarskiego z euro w relacji 1 do 20. Sztywny kurs franka do euro dzisiaj to tak, jakby przywiązać ekskluzywną i niedużą szwajcarską łódeczkę do rannego europejskiego wieloryba. Redaktorzy TVN-CNBC ze szczęścia urządzili redakcyjny happening z przekłuwaniem balonu z napisem Frank. Tyle tylko, że radość z przywiązanej sztywno szwajcarskiej łódeczki może gwałtownie prysnąć, gdy ranny i obolały europejski wieloryb zanurkuje. A to właśnie dzieje się na naszych oczach.

W walce z kryzysem nic się nie klei, kostki domina właśnie się przechylają, kryzys wyrwał się spod kontroli. Weksle in blanco wielką rzeką płyną do kanclerz A. Merkel. Niemcy mają dosyć płacenia rachunków, albo więc kanclerz zmieni swój pogląd na ratowanie za wszelką cenę strefy euro i wspólnej waluty, albo Niemcy zmienią panią kanclerz. Z prawdziwą satysfakcją można dziś patrzeć na nasze pseudoautorytety ekonomiczne, na dumnego niczym paw naszego sztukmistrza z Londynu, którzy jeszcze nie tak dawno zapewniali Polaków, że gdzie jak gdzie, ale do zielonej wyspy kryzys nie dotrze, jak i że grecki kryzys właśnie został rozwiązany dzięki polskiej prezydencji. Tego globalnego, finansowego tornada nie da się zatrzymać kupowaniem czasu ani opowieściami o Stanach Zjednoczonych Europy.

Politycy przegrali z czasem, bo zaprzedali duszę spekulantom i bankierom. Bankierzy nie są w stanie już dalej naciągać państwowych budżetów i doić dalej coraz bardziej wystraszonych podatników. Inwestorzy w popłochu opuszczają giełdy. Ciekawe, co nasi geniusze od reformy emerytalnej powiedzą polskim emerytom, gdy okaże się, że OFE straciły w III kw. 30 mld zł., a w IV kw. kolejne np. 50 mld zł? Już za chwilę sternicy światowych finansów rzucą w eter hasła “ratujmy, co się da”, bo skala kryzysu nas zaskoczyła. Kolejne luzowanie polityki pieniężnej, czyli po prostu dodruk pieniądza, niewiele już dają. Interwencje walutowe dają efekt zaledwie na kilka godzin, a kolejne apele o wyrzeczenia i zaciskanie pasa spotykają się wyłącznie z wrogą reakcją tłumów.

Protesty z ulic Aten nie będą ostatnie. Kogo teraz pożre smok chciwości, toksycznych instrumentów finansowych, spekulacyjnych przekrętów, szaleńczej pogoni za zyskiem za każdą cenę i zwykłego kłamstwa o zielonych wyspach i niewidzialnej ręce wolnego rynku? Niewykluczone, że prawda o polskiej gospodarce i podobieństwa do greckiej choroby wyjdą z całą jaskrawością na jaw, ale dopiero po wyborach 9 października.

Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=43405 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]