Smoleńskie zagadki: Kogo widział S.Wiśniewski?

Postanowiłam kontynuować cykl „Smoleńskie zagadki”, gdyż tych zagadek, nawet już po opublikowaniu raportu Komisji Millera, jest co niemiara. W przypadku katastrof lotniczych, czy jakichkolwiek innych, raport powołanej na tą okoliczność komisji,kończy pewien etap domysłów, hipotez oraz pytań.

W przypadku raportu Millera sprawa ma się zupełnie odwrotnie: w miarę publikowania nowych materiałów pytań przybywa. Jak bowiem wytłumaczyć choćby taki fakt, że według opublikowanych stenogramów o godzinie 8.13 na pytanie stewardessy „za ile wylądujemy” kapitan statku odpowiada za 18 minut, po czym samolot gubi się w czasoprzestrzeni i pojawia się nad Siewiernym 28 minut później?? 

Takich pytań jednak nie zadała sobie komisja Millera, bo i po co. Kierując się zasadą „jak walnęło to urwało”, którą to wprowadził do słownika pojęć z zakresu badania katastrof lotniczych Edmund Klich, komisja uznała, że skoro samolot się rozbił, to była katastrofa , causa finita.

Jednym z ciekawszych znaków zapytania, które nasuwają się po lekturze załączników, a które już krąży w przestrzeni publicznej przynajmniej od czasu przesłuchania S. Wiśniewskiego przez Zespół Parlamentarny, jest pytanie: kogo widział Sławomir Wiśniewski  na miejscu katastrofy w czasie kręcenia swojego filmu ?

W Załączniku nr 5 „ZABEZPIECZENIE WYSOKOŚCIOWO-RATOWNICZE I RATOWNICTWO LOTNICZE”, na stronie trzeciej można przeczytać:

Z informacji uzyskanych przez Komisję wynika, że pierwszy zespołu strażacki przybył dopiero po 14 min po zaistnieniu”. (pisownia oryginalna -przyp.Martynka)

Każdy, kto umie liczyć szybko się zorientuje, że skoro pierwszy zespół strażacki przybył na miejsce 14 minut po rozbiciu samolotu, to przyjmując godzinę 8.41 za czas katastrofy, strażacy powinni być na miejscu dopiero o  godzinie 8.55.

A co widzimy na filmie S. Wiśniewskiego, który był kręcony od 8.49?

Widzimy wozy strażackie, kilku wyglądających na strażaków jegomościów, pałętających się po pobojowisku , którzy polewali na oślep, choć paliło się niewiele, grupkę wyluzowanych gości palących papierosy (wiedzieli najwyraźniej, ze teren podmokły i paliwo zostało wchłonięte w 5 minut), tudzież, dla sprawniejszego oka widoczne, grupki dyskusyjne rozsiane po łące siewierneńskiej.

Z raportu komisji Millera wiemy, że to nie mogli być strażacy, bo oni mieli dopiero dojechać tam o 8.55. U Wiśniewskiego o 8.49  mamy już strażaków z rozłożonym sprzętem, polewających, a niektórzy nawet odpoczywali z papierosem w ręku. Mamy też, według słów montażysty, kilka formacji, między innymi OMON, FSO, FSB.

Czy komisja zadała sobie trud, by ustalić, co pośród szczątków rozbitego samolotu robiła ta grupa ludzi przebranych za strażaków??

Czy komisja starała się ustalić, dlaczego  ci ludzie nie mieli odruchów będących naturalną cechą homo sapiens niesienia pomocy poszkodowanym,  a ich czynności ograniczały się do leniwych ruchów wężem z wodą . Czy komisję zainteresowało, dlaczego ci panowie stali niewzruszeni  między szczątkami ludzi, którzy dopiero co zmarli, a niektórzy może właśnie konali??

Czy komisja zdołała ustalić przynależność gatunkową tych osobników: czy należeli do homo sapiens sapientis czy raczej homo sovieticus specnazis czekistus?

 P.S Czy w komisji nie było naprawdę ludzi potrafiących pisać poprawną polszczyzną?

Martynka

Za: Katastrofa smoleńska (06.09.2011) | http://lubczasopismo.salon24.pl/katastrofa/post/340158,smolenskie-zagadki-2-kogo-widzial-s-wisniewski | SMOLEŃSKIE ZAGADKI 2: KOGO WIDZIAŁ S. WIŚNIEWSKI?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content