Sprzedać polskie uzdrowiska? Dla PO-PSL żaden problem

Polskie uzdrowiska bardzo przypominają polską kolej. Przez lata były zaniedbywane, niszczały, a grupy różnej maści cwaniaków zarabiały na ich majątku krocie. Część sanatoriów została doprowadzona do takiego stanu, że jedynym sposobem, aby uchronić je przed dalszą degradacją, jest ich sprzedaż. To skutek wieloletniej polityki kolejnych ministrów i urzędników niższych szczebli. Choć z drugiej strony nie zawsze trzeba wielkich pieniędzy, żeby przywrócić świetność sanatoriom. Jednak rząd PO – PSL takich pieniędzy nie próbuje nawet szukać, nie chce też oddać tego majątku samorządom. Woli sprzedawać.

Ale sprzedawać też trzeba z głową, a nie w taki sposób, jak robi się to z uzdrowiskiem w Konstancinie-Jeziornie. To jedna z najbogatszych gmin w Polsce, gdzie ciągle rośnie wartość działek budowlanych i inwestycyjnych, gdzie chętnie osiedlają się majętni ludzie, bo to już nie Warszawa, ale jednak krok od stolicy, przy tym otoczenie jest malownicze i zdrowe. I dlatego prywatyzacja tamtejszego uzdrowiska na pewno zakończy się sukcesem, jeśli tylko nikt nie powstrzyma urzędniczej machiny. Chętnych nie zabraknie, zwłaszcza że można ten majątek przejąć za ledwie kilka procent jego rzeczywistej wartości. Przejąć, a potem go z zyskiem sprzedać. Albo jeszcze trochę zainwestować i zarabiać na kuracjach zdrowotnych i odmładzających dla bogatej klienteli. Kto by nie chciał przeprowadzić takiej zyskownej transakcji?

Może nawet niektórzy urzędnicy już wiedzą, kto ma kupić Konstancin, i to pod niego jest przygotowywana prywatyzacja. Skąd czerpią taką wiedzę? Odpowiedzi na to pytanie powinna poszukać policja wraz z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Wyniki poszukiwań mogłyby być bardzo ciekawe.

Jak znam życie, zaraz pojawią się obrońcy tej prywatyzacji twierdzący, że wszystko jest w porządku, że wycena majątku została przeprowadzona zgodnie ze sztuką, że nie ma tu żadnego przekrętu, że wszystko jest prowadzone uczciwie. Ciekawe tylko, czy ci sami urzędnicy, którzy teraz i w przeszłości bez mrugnięcia okiem godzili się i godzą na rażące zaniżanie wartości państwowego czy samorządowego mienia, które jest prywatyzowane, tak samo nisko wyceniliby ten sam majątek, gdyby był on ich własnością i chcieli go komuś sprzedać. Na pewno nie. No, może daliby w ogłoszeniu o sprzedaży mały rabacik, taki najwyżej na 5 proc., żeby zachęcić kupujących. Ale na pewno nie upadliby na głowę i nie obniżali ceny do 5 proc. wartości majątku.

Ciekawe, co o tym wszystkim myślą premier Donald Tusk i minister Jacek Rostowski, którzy podobno po nocach spać nie mogą, bo tyle ich energii pochłania troska o budżet państwa i jego dochody.

Krzysztof Losz

Za: Nasz Dziennik, Piątek, 2 września 2011, Nr 204 (4135) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110902&typ=po&id=po03.txt | Sprzedać? Å»aden problem

Skip to content