Nad Sekwaną jak w Afryce Północnej. Islamska kultura szturmuje sklepy – Bogdan Dobosz

Jeśli ktoś nie odwiedzał Francji w ostatnich latach, a uczyni to teraz i wejdzie np. do sklepu spożywczego, może przeżyć kulturowy szok. Wystrój magazynu i specjalne stoiska sprawią, że poczuje się niczym w północnej Afryce

1 sierpnia rozpoczął się trzydziestodniowy muzułmański post, czyli ramadan. Według sondażu instytutu IFOP, przestrzega go 71 proc. z oficjalnej pięciomilionowej rzeszy wyznawców islamu mieszkających we Francji. To potężny rynek konsumpcji, więc nic dziwnego, że ramadan powoli staje się okazją do zwiększania handlowych obrotów – niczym przedświąteczne okresy Wielkanocy czy Bożego Narodzenia. Sam rynek produktów halal (muzułmańska koszerność) oblicza się na 5 miliardów euro i znacznie przekracza on np. wartość sprzedaży modnych dziś produktów „bio”. Do tego jest to rynek dynamicznie się rozwijający (11-procentowy wzrost w
stosunku do roku 1989).

Wyznawcy islamu poszczą od świtu za zachodu słońca. Za to w nocy rekompensują sobie post dodatkowymi daniami i smakołykami. Obroty handlowe rosną tym bardziej, że kryzys ekonomiczny spowodował, iż muzułmanie gotują teraz na ogół w domach. Wyjścia do „halalowych” restauracji są już znacznie rzadsze. Nic dziwnego, że w sklepach pojawiają się nagle kartonowe wielbłądy, palmy i specjalne stoiska z promocjami
produktów kupowanych przez wyznawców islamu.

Przykładowa wizyta w supermarkecie Leclerc przypomina o „świętowaniu ramadanu” – są tu „halalowe” wyroby garmażeryjne, zwiększona oferta cielęciny, wołowiny, baraniny, jagnięciny, drobiu. Akcentem francuskim są robione na tę okazję „halalowe” pasztety. Specjalne oferty mają takie marki spożywcze jak Fleury Michon, Yoplait, Maggi, Ethni Cook czy Bladi. Lelcerc proponuje dodatkowo 25-procentową zniżkę na produkty halal przy skorzystaniu ze sklepowej karty rabatowej.

Nie inaczej jest w tańszych dyskontach. Dodatkowe ilości i wybór fig, daktyli, osobne stoiska z półproduktami ozdobione informacją, że nie zawierają one… wieprzowiny. Jest „halalowa” pizza, lasagna, ravioli. Carrefour sprzedaje już niektóre tego typu produkty pod własną marką, a np. Casino wprowadziło w tym celu nową markę – „Wasilla”.

Praktycznie nie ma już we Francji sieci sklepów, która by ramadanu nie zauważała.

Poszczególne sieci różnią się jednak podejściem marketingowym. Jedne, jeszcze dość wstydliwie, w swoich katalogach i urządzaniu wystaw odwołują się w tym czasie do ogólnej „kultury Orientu”, inne zapraszają już wprost na zakupy związane z ramadanem. Katalogi niektórych sklepów zapraszają do „okrywania smaków orientalnych”, „do krainy tysiąca i jednego przysmaku”, „do delikatesowych pałaców wschodu”. Unika się tu pisania wprost o ramadanie, bo może to odstraszać innych klientów. Specjaliści od marketingu mają tu na uwadze polemikę wokół sieci fast-foodów Quick. Wyłącznie „halalowe” hamburgery wywołały krytykę dyrekcji i stały się powodem do dyskusji niemalże o kulturowej tożsamości Francji.

Reklamę „kulturową”, bez wspominania samego ramadanu, zastosowały więc m.in. sieci: Leclerc, Cora, Carrefour, Lidl. Inne sklepy idą jednak na całość. Sieci: Grand Frais, Casino (Géant) czy Leader Price zapraszają w kolorowych katalogach wprost na „zakupy ramadanowe”. Ciekawe, że dzieje się to w czasach, kiedy z tych samych sklepów znikają w grudniu produkty „świąteczne” które mogłyby się kojarzyć zbyt mocno z Bożym Narodzeniem czy jakimikolwiek akcentami religii chrześcijańskiej. Niegdyś „słodka Francja” staje coraz bardziej przyprawiona ostrą harissą…

Bogdan Dobosz

Za: Najwyższy Czas! (18/08/2011) | http://nczas.home.pl/wiadomosci/europa/nad-sekwana-jak-w-afryce-polnocnej-islamska-kultura-szturmuje-sklepy/

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content