Policzek dla prezydencji – Janusz Szewczak

Europa dwóch prędkości staje się faktem, powstaje nowa Unia w Unii. Bez znieczulenia zadrwiono z polskiej prezydencji.

Ludziki bez głów przecierają oczy ze zdziwienia. Wielcy postanowili – ratujmy, co się da, ograniczmy Unię do klubu najbogatszych.

Arka Noego strefy euro właściwie odpływa z 17-osobową załogą na pokładzie. Reszta zostaje za burtą. I o ile Wielkiej Brytanii jest to nawet na rękę, to nowe kraje UE zostały pozostawione same sobie na wypadek, gdyby kryzys dotknął je równie mocno, co kraje grupy PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja, Hiszpania).

Strefa euro będzie miała własny rząd, wspólną politykę monetarną, własne szczyty, własne zarządzanie, a być może że i własny Europejski Fundusz Walutowy utworzony na bazie EFSF. Najprawdopodobniej też będzie miała wcześniej czy później własne euroobligacje, które będą niesłychanie niekorzystne i niebezpieczne dla takich dużych krajów jak Polska, które muszą nadal bardzo dużo pożyczać na rynku (w 2012 r. potrzeby pożyczkowe mają wynieść 186 mld zł).

Euroobligacje jako ostatnia deska ratunku dla euro będą olbrzymią konkurencją dla polskich obligacji i skarbowych papierów wartościowych. Ponieważ potrzeby pożyczkowe takich krajów jak Grecja, Portugalia, Irlandia, a zwłaszcza Hiszpania i Włochy, są gigantyczne, rzędu 2 bln euro, nasze stabilne, sprzedające się jak ciepłe bułeczki 10-letnie obligacje mogą się błyskawicznie zamienić w stary zakalec.

Wygląda na to, że A.Merkel i N. Sarkozy nawet nie poinformowali zawczasu polskiej prezydencji o randze i efektach szczytu. Nie tylko nie wpuszczono nas na salony strefy euro, ale nie ogłoszono nam tej fundamentalnej dla przyszłości Unii nowiny, bo mamy przecież de facto nową Unię w Unii.

Niewątpliwie sytuacja krajów strefy euro, jak i samej wspólnej waluty, jest niesłychanie poważna. Tym groźniej rysuje się przyszłość, że właśnie rozpoczyna się II faza kryzysu z kilkuletnią recesją w tle. Społeczeństwa, nawet te zamożne, czekają gigantyczne cięcia, co może doprowadzić do sytuacji, że ludzie wyjdą na ulice. Postanowiono więc zadbać o pasażerów I klasy unijnego Titanica, reszta musi sobie radzić sama, robiąc dobrą minę do złej gry.

Nasze rezerwy dewizowe to zaledwie 70 mld euro plus elastyczna linia kredytowa, na którą tak liczy minister finansów J.V. Rostowski. Paryski szczyt będzie miał bardzo duże znaczenie dla kształtu budżetu UE na lata 2014-2020. Oj, będzie zaskoczony pokorny komisarz ds. budżetu J. Lewandowski, gdy budżet podyktują mu Niemcy i Francja. Ten szczyt to zapowiedź naruszania zasad i samych podstaw funkcjonowania Unii – Traktatu Lizbońskiego.

Narada na szczycie Merkel-Sarkozy powinna być sygnałem ostrzegawczym głównie dla Polski i polskich euroentuzjastów. Nie po raz pierwszy zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i niewiele możemy zrobić. Polskie media ledwo dostrzegły problem. To, co się stało w Paryżu, to coś więcej niż zwykły policzek dla polskiej prezydencji; może ono oznaczać początek końca Unii, długotrwały podział UE na lepszą i gorszą, na tę z gwarancjami dla bankrutów i tę ryzykowną dla kapitału.

Zagadkowym i trudnym do realizacji wydaje się postulat wpisania do konstytucji krajów eurolandu limitu zadłużenia. Ciekawe, czy będzie on na poziomie włoskim (120 proc. do PKB) czy raczej luksemburskim lub estońskim (7 proc.). To Niemcy stają się dziś gwarantem Europy i kołem ratunkowym strefy euro: albo Unia będzie niemiecka, albo jej nie będzie. Tylko czy wystarczy Niemcom pieniędzy, a niemieckim podatnikom cierpliwości, by ratować strefę euro, która przez wiele najbliższych lat będzie mocno „krwawić”? Wygląda na to, że zarówno kanclerz A. Merkel, jak i prezydent N. Sarkozy, właśnie z tego powodu mogą przegrać najbliższe wybory. Ich następcy mogą być już znacznie mniej hojni i wyrozumiali. Wiele unijnych krajów nie zgodzi się na ten dyktat. Utrata suwerenności w zamian za utrzymanie wspólnej waluty – euro – to wysoka cena. Dyktat francusko-niemiecki może nie przejść bez sprzeciwu. Austria pierwsza podniosła alarm; to właśnie z powodu niezależności fiskalnej wybuchały rewolucje, upadały systemy gospodarcze, tracono kolonie, a nawet ścinano koronowane głowy. Tylko nasza prezydencja nabrała wody w usta, nie reaguje, stosuje doskonale sprawdzoną przez ostatnie 4 lata metodę – nic nie róbmy, czekajmy, aż sprawa sama się rozwiąże. Tylko jak ten paryski szczyt ma się do haseł premiera D. Tuska – więcej solidarności, więcej integracji, więcej Unii w Unii?

Nie pierwszy raz wystrychnięto nas na dudka.

Janusz Szewczak

Autor jest głównym ekonomistą SKOK

Za: niezalezna | http://niezalezna.pl/14782-szewczak-policzek-dla-prezydencji | Szewczak: policzek dla prezydencji

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content