Nietolerancja Kościoła – Ks. Adolf Szelążek

Pozwólcie, że wam przedstawię wszystkie reguły
katolickiej nietolerancji, beż żadnych ograniczeń,
niech nie będzie tu żadnych tajemnic.

Döllinger nie był obrońcą mitycznej nietolerancji [Kościoła], więc niespodziewanie spotykamy w jego dziełach wyznanie: „Sądzą po­wszechnie, że reformacja stwo­rzyła nową ideę, swobodę su­mień; inaczej wszakże rzecz ta się przedstawia w istocie. Lute­ranie i kalwiniści, jak zresztą wszyscy ludzie na świecie, lu­bią zachowywać swobodę su­mienia tylko dla siebie, ale nie zdarzyło się, aby innym ją oka­zywali. Stanowcze zniszczenie Kościoła katolickiego poczyty­wano za oczywisty obowiązek”. Döllinger nic nam nowego nie powiedział. Podobnych świa­dectw znajdziemy całe strony, ale bynajmniej nie stawiam ich w celu usprawiedliwienia nie­tolerancji Kościoła katolickie­go, jeśli takowej używa, bo równą nosiłby on na sobie pla­mę, gdyby w użyciu środków szerzenia nauki Chrystusa Pa­na stał na równi z sektami he­retyckimi. Czym więc się różni od nich Kościół katolicki?

Nie wiem, czy pamiętacie, aby kiedykolwiek wykładano wam z ambon zasady toleran­cji. Zdawać by się mogło, że nie lubią mówić o tym przedmio­cie, jakby dla pominięcia przy­krej, drażliwej materii; pozwól­cie więc, że wam przedstawię wszystkie reguły katolickiej nietolerancji, bez żadnych ograniczeń, niech nie będzie tu żadnych tajemnic.

„Czyż bowiem do mnie nale­ży sądzić tych, co są zewnątrz? (…) Tych, co są zewnątrz, bę­dzie Bóg sądził. «Wyrzućcie złego spośród siebie»” (1 Kor 5, 12-13) ”” tak mówi w imieniu Kościoła św. Paweł. Nie przypi­suje sobie Kościół prawa mie­szania się do tych, którzy przez chrzest święty nie są mu podle­gli; to pierwsza zasada naszej nietolerancji.

Chcemy, aby wszyscy pozna­li prawdę, bo tak Bóg chce, gdy to objawia w Piśmie św.: „aby wszyscy ludzie byli zbawieni i przyszli do uznania prawdy”, ale nie z przymusu, bo przymus stoi w sprzeczności z poję­ciem samej wiary. „Wiem z wła­snego doświadczenia ”” mówił św. Augustyn ”” jak trudno jest człowiekowi pogrążonemu w błędach przyjść do poznania prawdy, ale wiem, że nigdy przymus na nic się nie przyda w rzeczach wiary, tam, gdzie przekonanie wewnętrzne zdo­bywać mamy”. Chcemy więc, aby wszyscy mogli ustami i sercem powtarzać słowa psal­misty: „Ochotnie wysławiać Go będę” (Ps 27, 7); „Dobrowolnie będę ofiarował Tobie i będę wy­sławiał imię Twoje, albowiem dobre jest” (Ps 53, 8). To druga zasada nietolerancji katolic­kiej.

Ależ, powiecie, dotychczas słyszymy tylko zasady miłości chrześcijańskiej. O, tak! Dla tej miłości powinniśmy być goto­wi wszystko oddać; wyrzec się świata całego, oddać majątek, życie nawet, jednego tylko uczynić nie możemy, i tu znaj­dujemy granicę, której nam przekroczyć nie wolno.

Nigdy ”” przenigdy! ”” nie wolno nam zabijać praw­dy.

Dlaczego nie widzicie w mu­rach tej świątyni katolickiej posągów bóstw pogańskich? Nas to pytanie przeraża; ale nie obawiajmy się, powiedzmy szczerze, co byśmy sądzić mo­gli, gdybyśmy z wysokości am­bony słyszeli prawdy katolic­kie, a za chwilę błędy heretyc­kie i pochwały dla wszystkich sekt na równi z obroną Kościo­ła; ależ w naszej myśli nigdy nie zrodził się ten obraz po­tworny i dziwi nas użycie tego rodzaju przypuszczeń!

Dlaczegóż to? Dlaczego?

Jeżeli nie mamy gotowej od­powiedzi, odpowiadam bez wa­hania, że takiego zespolenia światła i cieniów, fałszu i prawdy, nasz rozum nie poj­muje, serca nasze nie dopusz­czają. Tak! Tu umysł nasz nie zna tolerancji; i nie zna też Ko­ściół katolicki: „Cóż bowiem za uczestnictwo sprawiedliwości z nieprawością? Albo co za to­warzystwo światłości z ciem­nością? A co za umowa Chry­stusa z Belialem?” (2 Kor 13-16). „Bo nie możemy nic przeciwko prawdzie, ale za prawdą” (2 Kor 18, 8).

„Nas to pytanie przeraża; ale nie obawiajmy się, powiedzmy szczerze, co byśmy sądzić mogli, gdybyśmy z wysokości ambony słyszeli prawdy katolickie, a za chwilę błędy heretyckie i pochwały dla wszystkich sekt na równi z obroną Kościoła; ależ w naszej myśli nigdy nie zrodził się ten obraz potworny i dziwi nas użycie tego rodzaju przypuszczeń!”.
Na ilustracji: Rabin Arie Sztokman zapala świecę podczas międzyreligijnego spotkania modlitewnego w intencji pokoju na Bliskim Wschodzie, które miało miejsce 12 stycznia 2009 r. w katolickim kościele pw. Świętego Mikołaja z Bani w Buenos Aires. W modlitwę włączyli się przedstawiciele katolików, żydów i muzułmanów.

Oczywiście prawda lub fałsz nie zjawia się nam w abstrak­cji, ale zawsze reprezentowane są przez ludzi. Cóż więc czyni Kościół? Czy może w celu unik­nięcia najmniejszej obrazy ka­że nam milczeć wówczas, gdy ktoś odmiennych trzyma się przekonań, choćby szło o naj­istotniejsze prawdy? Ależ takie postępowanie każdy z nas uznałby za prostą małodusz­ność.

Lecz nie o nas tu idzie. Ginie prawda, gdy zważać zaczyna na to, co się podoba lub nie podo­ba; biada nam, gdy przez nasze milczenie prawda wśród nas gi­nie. Wszakże i w jawnej obronie prawdy trzyma się Kościół nie­zachwianie słów św. Augusty­na: „interfice errorem, dilige errantem ”” zabijaj błąd, miłuj błądzącego człowieka”; i tam nawet, gdzie człowiek błądzący grozi zgorszeniem ogółowi chrześcijan, Kościół czyni to tylko, co czyni rodzina chrze­ścijańska względem swych dzieci.

Dla dobra własnych dzieci nie dopuszczasz ich łączności z ludźmi niemoralnymi, czyli, używając wyrazów łacińskich, wykluczasz ex communione, od towarzystwa swych dzieci; nie masz do tych ludzi niemo­ralnych żadnej nienawiści, a nawet, o ile możesz, poma­gasz; i to tylko czyni Kościół. Ostateczny to środek i musi być używany przez społeczeń­stwo, które dba o swoje istnie­nie. Jednak nie wolno zapomi­nać, że nawet wykluczony z Kościoła jest bliźnim naszym, którego mamy otaczać mocą całej chrześcijańskiej miłości. A to już ostatnia reguła naszej nietolerancji.

Pięknie brzmią te zasady, ale czym one są w ujęciu histo­rycznym!

Zdaje się, że wobec groma­dzących się pod tym względem trudności trzeba by używać wielkiego wysiłku, aby obronić przeszłość Kościoła.

Spotykam tu istotnie trud­ność, ale nie w wyszukaniu obrony; trudność polega na usunięciu przykrości, którą musi w sobie zawierać odpo­wiedź. Darujcie mi to, ale mu­szę otwarcie powiedzieć, że tyl­ko powierzchowna znajomość historii jest jedynym powodem potępiania Kościoła. Zresztą sami osądźcie.

Znany ze swej erudycji histo­ryk, Konstanty Höfler, czło­wiek świecki, w dziełku Histo­ria wieków średnich pisze: „Wobec potęgi świata muzuł­mańskiego dla wspólnej obro­ny wszystkie ludy Europy ze­spoliły się w jedną rodzinę, zwaną respublica christiana. Naturalnym ich węzłem była jedna wiara ”” Kościół katolic­ki. Każde więc wykroczenie przeciwko jedności Kościoła uważano za najwyższą zbrod­nię państwową; stąd straszne kary przeciwko heretykom, za­pisane oczywiście nie w prawie kościelnym, ale w prawie cy­wilnym każdego narodu. Stąd krucjaty przeciwko albigen­som, katarom, przeciwko Ezze­linow [1], stąd wyroki śmierci.

Może zdaje się nam, że cały ogół niesłychanie błądził, po­czytując heretyckie jakieś twierdzenia za wykroczenie przeciwko jedności chrześci­jańskiej; ale te twierdzenia he­retyckie bynajmniej nie doty­czyły abstrakcji. O nie, nie była to abstrakcja, gdy zmierzały do zniszczenia rodziny chrześci­jańskiej; to nie był jakiś błąd z dziedziny spraw bezcelowych, gdy znosił podstawy własności, gdy obalał zasady autorytetu, wszelkiej władzy, prawa; były to błędy, które dzisiaj nie no­szą już osłony nauk religij­nych, ale bez maski otwarcie wyznają swój rzeczywisty cha­rakter; są wrogami istniejące­go porządku społecznego. Nie potępiajcie więc społeczeństw chrześcijańskich, które zbrod­nią nazywały, co zawsze jest zbrodnią, w jakiejkolwiek ona ukryje się formie.

Lecz Kościół nigdy tych kar surowych nie używał. Inną Pan Bóg broń nam powierzył. Zna­cie ten obraz, skreślony dla wszystkich pokoleń ludzkich: wobec trybunału Antypatra stoi niewiasta, otoczona gro­nem siedmiu swoich synów; w oczach matki zadają im śmierć za mniemane przesądy. Zostaje już tylko jeden, prze­śliczny młodzian. Władca pod przysięgą obiecywał, że go bo­gatym uczyni, jeżeliby odstąpił od praw swej religii. 0, co się działo w duszy nieszczęśliwej matki! Ona już po sześciokroć umarła, niech tylko napomni młodzieńca, a wrócą jej wol­ność, wrócą to ostatnie już dziecię! I cóż; schyliwszy się, mówiła do syna? „Synu mój, zmiłuj się nade mną (…). Pro­szę, abyś spojrzał w niebo i na ziemię, i na wszystko, co na nich jest, i zrozumiał, iż to Bóg z niczego uczynił i rodzaj ludz­ki. Tak się stanie, że się nie bę­dziesz bał tego kata; ale staw­szy się godnym braci twych to­warzyszem, przyjmij śmierć, abym cię z braćmi twymi w owym zmiłowaniu otrzyma­ła” (2 Mach 7, 27-29) ­i umarł. Umarła też ”” można rzec po raz ósmy ”” matka Ma­chabejczyków. To jest najpo­tężniejsza broń wobec najnie­bezpieczniejszych żywiołów. Niezrozumiała dla nas, ale wy­próbowana w ciągu dziewięt­nastu wieków.

Kochajmy Kościół katolicki, który wpierw nim zrodził się wyraz „tolerancja”, stosował w całej pełni miłość chrześci­jańską. 

ks. Adolf Szelążek

Za: ks. Adolf Szelążek, Nauki apolo­getyczne, Warszawa 1901. Tekst nie­znacznie uwspółcześniono.

1 Ezzelino III da Romano (1194-1259), przywódca gibelinów; od 1239 r. rządził okrutnie w marchii trewizańskiej, gdy chciał podbić Me­diolan, utworzono przeciw niemu li­gę; w 1259 r. pobity pod Soncino, zmarł w niewoli.

Za: Zawsze wierni nr 3/2009 (118) | http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/numer/118

Skip to content