Senat ocenzurował czeską wystawę

Marszałek Bogdan Borusewicz zaryzykował skandal dyplomatyczny, żeby tylko w Senacie nie wyeksponować zdjęć ze Smoleńska.

Kancelaria Senatu cichaczem usunęła tablicę przedstawiającą ofiary tragedii smoleńskiej z wystawy dotyczącej katyńczyków z Zaolzia. Po zdecydowanych protestach Ambasady Republiki Czeskiej w Warszawie, która jest autorem ekspozycji, i senatorów PiS tablicę ze zdjęciami m.in. pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich dołączono do całości. Pytany, jak doszło do tego skandalu, marszałek Bogdan Borusewicz ograniczył się tylko do stwierdzenia, że żadnej cenzury nie było.

Jedynym dziennikarzem, który obserwował przebieg wydarzeń, był reporter „Naszego Dziennika”. Nikt więcej nie pofatygował się, by sprawdzić przygotowania do ekspozycji. To, że wystawa o ofiarach zbrodni katyńskiej pochodzących z Zaolzia jest niekompletna, okazało się kilka godzin przed jej otwarciem, po posiedzeniu senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. – Pan ambasador Czech powiedział mi, że były dwie plansze więcej – referuje nam senator Andrzej Person (PO), przewodniczący tej komisji. – Poszliśmy do marszałka – dodaje. Interwencję podjęła też senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS). – Przez przypadek usłyszałam, że przedstawiciele ambasady czeskiej nie rozumieją, dlaczego wystawa została okrojona – mówi. – Poszłam zorientować się i zasięgnąć informacji w biurze Kancelarii Senatu. Uważałam, że ten panel powinien się znaleźć na tej wystawie – podkreśla.

W tym czasie można było zaobserwować pewne zamieszanie, nerwowe przechodzenie senatorów i pracowników ambasady czeskiej z siedziby marszałka do Kancelarii Senatu. Na bezpośrednie działania zdecydowała się senator Arciszewska-Mielewczyk zbulwersowana całą sytuacją. – Wzięłam ten panel pod pachę i przyniosłam tutaj – mówiła – cały czas go pilnowałam. – Co pan z tym panelem zrobi? – zwróciła się do strażnika senackiego, który sięgał po planszę. – Bardzo pięknie – skonstatowała, gdy usłyszała, że będzie on ustawiony na stojaku.

Gdy plansza znalazła się na swoim miejscu, można było się przekonać, co tak przeszkadzało senackim urzędnikom. Okazało się, że na pierwszej znajdują się zdjęcia z gazet przedstawiające wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej, zdjęcie pary prezydenckiej i pracowników Kancelarii Prezydenta. Wszystkie opatrzone krótkim komentarzem, że 10 kwietnia 2010 r. uroczystości katyńskie odbyły się w „cieniu innej olbrzymiej dla Narodu Polskiego tragedii”, ponieważ w drodze do Katynia zginęli wszyscy członkowie delegacji na czele z prezydentem. Dlatego na pustych krzesłach położono polskie flagi.

Druga ocenzurowana plansza zawiera projekt pomnika katyńskiego czeskiego architekta Augustina Milala z jego refleksjami dotyczącymi genezy pomysłu upamiętnienia mordu na Polakach. Podkreśla on, że przytłoczony był skalą tragedii, która dotknęła Polaków podczas wojny, przypomina w tym kontekście słowa Lecha Kaczyńskiego wypowiedziane na forum Parlamentu Europejskiego do Angeli Merkel, kanclerz Niemiec: „Gdybyście w czasie II wojny światowej nie wymordowali nas tylu, byłoby nas dzisiaj dwukrotnie więcej”. Milal kwituje to stwierdzeniem, że są to słowa „niesłychanie prawdziwe i nadal ostrzegawcze”.
Co tak zniechęciło Kancelarię Senatu, że nie wystawiono tych dwóch tablic? Odpowiedzi zdaje się udzielać sam marszałek Bogdan Borusewicz.

– Nie chcę wchodzić w kwestie merytoryczne, czy można łączyć katastrofę w Smoleńsku z mordem w Katyniu – mówił Borusewicz, dopytywany o sprawę tablic przez senatorów Prawa i Sprawiedliwości. – Jak najbardziej – padło z sali. – I tu się różnimy, panie senatorze – skonstatował marszałek.

Senatorzy PiS podkreślali, że niewystawienie tych dwóch tablic jest niemal „dyplomatycznym skandalem”, z uwagi na to, że autorem wystawy była Ambasada Republiki Czeskiej.

– To skandaliczna sytuacja, skandalu dyplomatycznego. Doszło do usunięcia jednej z tablic przed otwarciem wystawy, na której były przedstawione zdjęcia wszystkich poległych w katastrofie smoleńskiej, zdjęcia pary prezydenckiej – mówił na początku posiedzenia Senatu senator Stanisław Karczewski (PiS). – Proszę, panie marszałku, o wyjaśnienie tego, kto dopuścił się ocenzurowania tej wystawy, która została zorganizowana przez ambasadę czeską, nie przez polityków Prawa i Sprawiedliwości – podkreślił.

– Panie senatorze, do żadnej cenzury nie doszło, wystawa jest integralną całością – powiedział Borusewicz. – Teraz dopiero – ripostowała z sali Arciszewska-Mielewczyk.

Pytaliśmy biuro prasowe Kancelarii Senatu o komentarz do zdarzenia z tablicami. – Nic o tym nie wiem – usłyszeliśmy. Dalej padły zachęty do obejrzenia tej „świetnej wystawy”.

Sprawy nie chce, ze zrozumiałych względów, komentować ambasador Czech Jan Sechter. – Wszystko jest w porządku – zapewnił wczoraj w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Jednak, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, z ambasadorem dzień przed otwarciem wystawy próbowała się skontaktować Kancelaria Senatu w sprawie wyrażenia zgody na niewystawianie tych tablic. Rano wśród senatorów krążyły różne wyjaśnienia dotyczące braku tablic prezentowane przez pracowników Senatu, a to że panel jest „niestosowny”, a to że jest „nadprogramowy”, albo że „zabrakło stojaka”.

– Słyszałam kilka usprawiedliwień, najpierw, że jest to niestosowny panel, potem pan dyrektor próbował mi powiedzieć, że nie było go w wykazie paneli – relacjonuje senator Arciszewska-Mielewczyk.

– To mało sensowna decyzja któregoś z pracowników – mówi „Naszemu Dziennikowi” Andrzej Person z PO. – Przejaw nadgorliwości. Ubolewam, że tak się stało – dodaje.

Zenon Baranowski

Kancelaria Senatu cichaczem usunęła tablicę przedstawiającą ofiary tragedii smoleńskiej z wystawy dotyczącej katyńczyków z Zaolzia. Po zdecydowanych protestach Ambasady Republiki Czeskiej w Warszawie, która jest autorem ekspozycji, i senatorów PiS tablicę ze zdjęciami m.in. pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich dołączono do całości. Pytany, jak doszło do tego skandalu, marszałek Bogdan Borusewicz ograniczył się tylko do stwierdzenia, że żadnej cenzury nie było.

Jedynym dziennikarzem, który obserwował przebieg wydarzeń, był reporter „Naszego Dziennika”. Nikt więcej nie pofatygował się, by sprawdzić przygotowania do ekspozycji. To, że wystawa o ofiarach zbrodni katyńskiej pochodzących z Zaolzia jest niekompletna, okazało się kilka godzin przed jej otwarciem, po posiedzeniu senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. – Pan ambasador Czech powiedział mi, że były dwie plansze więcej – referuje nam senator Andrzej Person (PO), przewodniczący tej komisji. – Poszliśmy do marszałka – dodaje. Interwencję podjęła też senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS). – Przez przypadek usłyszałam, że przedstawiciele ambasady czeskiej nie rozumieją, dlaczego wystawa została okrojona – mówi. – Poszłam zorientować się i zasięgnąć informacji w biurze Kancelarii Senatu. Uważałam, że ten panel powinien się znaleźć na tej wystawie – podkreśla.
W tym czasie można było zaobserwować pewne zamieszanie, nerwowe przechodzenie senatorów i pracowników ambasady czeskiej z siedziby marszałka do Kancelarii Senatu. Na bezpośrednie działania zdecydowała się senator Arciszewska-Mielewczyk zbulwersowana całą sytuacją. – Wzięłam ten panel pod pachę i przyniosłam tutaj – mówiła – cały czas go pilnowałam. – Co pan z tym panelem zrobi? – zwróciła się do strażnika senackiego, który sięgał po planszę. – Bardzo pięknie – skonstatowała, gdy usłyszała, że będzie on ustawiony na stojaku.
Gdy plansza znalazła się na swoim miejscu, można było się przekonać, co tak przeszkadzało senackim urzędnikom. Okazało się, że na pierwszej znajdują się zdjęcia z gazet przedstawiające wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej, zdjęcie pary prezydenckiej i pracowników Kancelarii Prezydenta. Wszystkie opatrzone krótkim komentarzem, że 10 kwietnia 2010 r. uroczystości katyńskie odbyły się w „cieniu innej olbrzymiej dla Narodu Polskiego tragedii”, ponieważ w drodze do Katynia zginęli wszyscy członkowie delegacji na czele z prezydentem. Dlatego na pustych krzesłach położono polskie flagi.
Druga ocenzurowana plansza zawiera projekt pomnika katyńskiego czeskiego architekta Augustina Milala z jego refleksjami dotyczącymi genezy pomysłu upamiętnienia mordu na Polakach. Podkreśla on, że przytłoczony był skalą tragedii, która dotknęła Polaków podczas wojny, przypomina w tym kontekście słowa Lecha Kaczyńskiego wypowiedziane na forum Parlamentu Europejskiego do Angeli Merkel, kanclerz Niemiec: „Gdybyście w czasie II wojny światowej nie wymordowali nas tylu, byłoby nas dzisiaj dwukrotnie więcej”. Milal kwituje to stwierdzeniem, że są to słowa „niesłychanie prawdziwe i nadal ostrzegawcze”.
Co tak zniechęciło Kancelarię Senatu, że nie wystawiono tych dwóch tablic? Odpowiedzi zdaje się udzielać sam marszałek Bogdan Borusewicz.
– Nie chcę wchodzić w kwestie merytoryczne, czy można łączyć katastrofę w Smoleńsku z mordem w Katyniu – mówił Borusewicz, dopytywany o sprawę tablic przez senatorów Prawa i Sprawiedliwości. – Jak najbardziej – padło z sali. – I tu się różnimy, panie senatorze – skonstatował marszałek.
Senatorzy PiS podkreślali, że niewystawienie tych dwóch tablic jest niemal „dyplomatycznym skandalem”, z uwagi na to, że autorem wystawy była Ambasada Republiki Czeskiej.
– To skandaliczna sytuacja, skandalu dyplomatycznego. Doszło do usunięcia jednej z tablic przed otwarciem wystawy, na której były przedstawione zdjęcia wszystkich poległych w katastrofie smoleńskiej, zdjęcia pary prezydenckiej – mówił na początku posiedzenia Senatu senator Stanisław Karczewski (PiS). – Proszę, panie marszałku, o wyjaśnienie tego, kto dopuścił się ocenzurowania tej wystawy, która została zorganizowana przez ambasadę czeską, nie przez polityków Prawa i Sprawiedliwości – podkreślił.
– Panie senatorze, do żadnej cenzury nie doszło, wystawa jest integralną całością – powiedział Borusewicz. – Teraz dopiero – ripostowała z sali Arciszewska-Mielewczyk.
Pytaliśmy biuro prasowe Kancelarii Senatu o komentarz do zdarzenia z tablicami. – Nic o tym nie wiem – usłyszeliśmy. Dalej padły zachęty do obejrzenia tej „świetnej wystawy”.
Sprawy nie chce, ze zrozumiałych względów, komentować ambasador Czech Jan Sechter. – Wszystko jest w porządku – zapewnił wczoraj w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Jednak, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, z ambasadorem dzień przed otwarciem wystawy próbowała się skontaktować Kancelaria Senatu w sprawie wyrażenia zgody na niewystawianie tych tablic. Rano wśród senatorów krążyły różne wyjaśnienia dotyczące braku tablic prezentowane przez pracowników Senatu, a to że panel jest „niestosowny”, a to że jest „nadprogramowy”, albo że „zabrakło stojaka”.
– Słyszałam kilka usprawiedliwień, najpierw, że jest to niestosowny panel, potem pan dyrektor próbował mi powiedzieć, że nie było go w wykazie paneli – relacjonuje senator Arciszewska-Mielewczyk.
– To mało sensowna decyzja któregoś z pracowników – mówi „Naszemu Dziennikowi” Andrzej Person z PO. – Przejaw nadgorliwości. Ubolewam, że tak się stało – dodaje.

Zenon Baranowski

Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 26 maja 2011, Nr 121 (4052) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110526&typ=po&id=po03.txt | Jak Czesi odbili wystawę

Skip to content