PiS na Opolszczyźnie pomógł utrzymać się Niemcom u władzy – Romuald Kałwa

Opinia publiczna nic nie wie o tej sprawie, warto jednak, by przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi w szeregach Prawa i Sprawiedliwości doszło do pewnej autorefleksji.

Sprawa dotyczy ostatnich wyborów samorządowych. Pojawiła się wówczas inicjatywa, z której chętnie skorzystałem, dokooptowania do lokalnego Komitetu Wyborczego Wyborców Nasz Samorząd. Zdobyłem wówczas wiele ciekawych doświadczeń, poznałem różnych ludzi, a co najważniejsze, zobaczyłem jak od środka wygląda tzw. „polityka”.

Nasz Samorząd jest w głównej mierze tworzony przez Tomasza Strzałkowskiego, który już trzecią kadencję pełni funkcję Radnego Powiatu Opolskiego. Strzałkowski znany jest głównie z ostrej walki przeciwko dwujęzycznych tablicom nazw miejscowości, często umieszczanym bez zgody mieszkańców w zamieszkałych nawet przez „większość polską” miejscowoścach. Choć komitet ten miał swoich kandydatów w 11 gminach Powiatu Opolskiego, to największy wysiłek był skierowany na odsunięcie mniejszości niemieckiej od władzy w Radzie Powiatu Opolskiego.

Wynik wyborów w 25 osobowej Radzie Powiatu przedstawiał się następująco:

  • Mniejszość Niemiecka – 12 mandatów
  • Platforma Obywatelska – 8 mandatów
  • Nasz Samorząd – 4 mandaty
  • Prawo i Sprawiedliwość – 1 mandat

Jeszcze nigdy mniejszość niemiecka nie uzyskała tak słabego wyniku! Natychmiast pojawiła się możliwość budowania ponad podziałami wspólnej koalicji, nad którą zaraz po wyborach toczyły się rozmowy Platformy Obywatelskiej, Naszego Samorządu oraz Prawa i Sprawiedliwości.

Pojawiła się więc szansa na odsunięcie od władzy nieudolnie rządzącej regionem mniejszości niemieckiej! Co prawda tylko częściowe (pozostał przecież Sejmik Województwa, lokalne Rady Gmin i Rady w innych powiatach) ale byłby to poważny, niemalże symboliczny sukces „opcji polskiej” w największym opolskim powiecie, która udowodniłaby, że potrafi dla wspólnego dobra pracować ponad podziałami.

Wiem, koalicja z PO dla wielu brzmi potwornie, ale to co obecne w polityce na najwyższym szczeblu, nie zawsze ma odzwierciedlenie „na dole”. Lokalna PO zawierała także kilku porządnych ludzi, m.in. v-ce Prezydenta Opola Arkadiusza Karbowiaka (obecnie byłego), który otwarcie sprzyjał opcji niepodległościowej.

Tymczasem budowa koalicji napotkała poważne przeszkody. Tą przeszkodą w skrócie był lokalny PiS, który swoim przyszłym koalicjantom zaczął stawiać wygórowane żądania. Mając jeden mandat, zażądał wielu stanowisk, w tym swojego v-ce starosty.

Głównym negocjatorem (a raczej żądającym) z PiS, wg moich bezpośrednich źródeł, był poseł Sławomir Kłosowski. Wg wielu działaczy niepodległościowych to słaby poseł, niewidoczny (niestety) w Opolu, ale za to widoczny w lokalnych mediach i w poselskiej ławie. Negatywnie oceniany przez wielu działaczy niepodległościowych, równocześnie jest bardzo źle oceniany przez osoby w samy PiS. Wg mojej rozmówczyni, wysoko postawionej osobie w tej partii, poseł ten praktycznie nic nie robi. Nie szczędziła mu przy tym gorzkich słów „jako adoratora” Jarosława Kaczyńskiego, dla którego ważne jest przede wszystkim pierwsze miejsce na liście wyborczej.

Budowa koalicji była trudna, PiS miał tak wygórowane żądania, że sama Platforma Obywatelska przestraszyła się takiego koalicjanta, i w dużej mierze właśnie dlatego zbudowała koalicję z mniejszością niemiecką. Inna sprawa, że wg niektórych bała się samodzielnie rządzić powiatem. Zresztą, mając takiego nieobliczalnego koalicjanta, który mógłby swoim jednym mandatem przed ważnymi głosowaniami szantażować PO i Nasz Samorząd, lokalni działacze Platformy, ze swojego punktu widzenia wybrali mniejsze zło i nie można mieć oto do nich pretensji.

Mandat do Rady Powiatu z Prawa i Sprawiedliwości zdobyła młoda i uczciwa dziewczyna, która jak się później okazało, nie miała „zbyt wielu” możliwości decyzyjnych. Nie była więc samodzielna politycznie, wszystko za nią ustalała „góra”.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym parlamentarzyście z Opola, posłance z PiS, Lenie Dąbkowskiej-Cichockiej, typowym spadochroniarzu z Warszawy. Posłanka ta jest totalnie nieobecna na Opolszczyźnie, wielu nie wie kto to właściwie jest. Nie widziałem jej na żadnej uroczystości, wykładzie, czy akcji społecznej. Usłyszałem o niej ponownie, gdy związała się z PJN.

No, z takimi działaczami PiS w województwie opolskim (i nie tylko) daleko nie zajdzie. Nigdy nie uzyska odpowiedniej popularności i wpływu wystarczającego do zdobycia władzy, a więc dokonania niezbędnych zmian, o jakich sam zapewnia. Województwo Opolskie, a można się o tym przekonać wchodząc na stronę Państwowej Komisji Wyborczej, jest najbardziej antyniepodległościowym regionem. To bardzo trudny i niechętny wszelkim niepodległościowcom region.

Działacze PiS powinni zastanowić nad własnym środowiskiem. Gdy mówiłem o tym ludziom niedowierzali, teraz postanowiłem podzielić się tą historią z Czytelnikiem, który jak mam nadzieję, sam wyciągnie z niej wnioski.

Romuald Kałwa

Za: prawica.net (17-05-2011) | http://prawica.net/opinie/25831

Skip to content