Daltonizm jako konieczność? – Stanisław Michalkiewicz




Niech żyje czerwony Madryt i Biała Podlaska! Jeszcze do niedawna nie mogliśmy opędzić się od koloru czerwonego, zwłaszcza w okolicach 7 listopada, kiedy to przypadała rocznica bolszewickiej rewolucji w Rosji, no i 1 maja, kiedy to mamy święto naszych okupantów, uznane i utrzymane przez władze III Rzeczypospolitej, która najwyraźniej do własnej niepodległości ma stosunek ambiwalentny. Trudno się temu dziwić, bo na każdym kroku gołym okiem widzimy, ileż zgryzot naszym, pożal się Boże, elitom politycznym, przysparza niepodległość. Toteż nie mogą się już doczekać, kiedy Polska, ratyfikując Traktat Reformujący, zwany lizbońskim, niepodległości się wreszcie wyrzeknie. Wtedy można będzie spokojnie łasować konfitury związane z tak zwanymi zewnętrznymi znamionami władzy, bez zaprzątania sobie głowy koniecznością bronienia niepodległości, którą zagospodarują sobie starsi i mądrzejsi. Oczywiście rocznica 11 listopada będzie obchodzona, a jakże. Tego sobie nikt nie odmówi, zwłaszcza, że stwarza ona okazję, by na rachunek Rzeczypospolitej i wypić sobie i smacznie zakąsić. Ale mniejsza już o to, bo zacząłem przecież o kolorach. Więc czerwony Madryt i Biała Podlaska to już dwa kolory, a przecież Francuzi wymowni na swojej fladze mają aż trzy, podobnie jak Niemcy, Włosi, Węgrzy, czy Rosjanie. Niemcy w dodatku mają na swojej fladze kolor czarny, który ostatnio zaczyna budzić coraz większe kontrowersje.

Objawiło się to w związku z wypowiedzią posła Artura Górskiego z PiS-u, który zauważył, że amerykański prezydent-elekt Barack Hussein Obama jest „czarnym mesjaszem nowej lewicy”. Ta wypowiedź ogromnie wzburzyła naszych mężyków stanu, którzy skwapliwie skorzystali z okazji zademonstrowania swego zaawansowania w tak zwanej politycznej poprawności, a przede wszystkim – w gotowości podlizywania się Wielkiemu Bratu. Objawiło się to w postaci fali pryncypialnej krytyki, jaka uderzyła w posła Górskiego. Mężykowie, jeden przez drugiego, licytowali się w pomysłach, jaką by tu posłowi Górskiemu zaaplikować karę i w ogóle – co mu za to zrobić. Zupełnie jak ci Murzyni na pustyni, którzy złapali grubasa („raz Murzyni na pustyni złapali grubasa; nie wiedzieli co mu zrobić, ucięli…” no, mniejsza z tym). Reakcja mężyków stanu na wypowiedź posła Górskiego jest całkowicie zrozumiała; uważają, że który pierwszy się wykaże, to może dostanie w nagrodę trafikę, a kto wie, czy Wielki Brat nie zaprosi którego na wykłady, jak Aleksandra Kwaśniewskiego. Inna sprawa, że nie bardzo wiadomo, co właściwie w wypowiedzi posła Górskiego jest takie oburzające – czy to, że nazwał on prezydenta-elekta „mesjaszem nowej lewicy”, czy to, że nazwał go mesjaszem „czarnym”?

Mesjasz, jak wiadomo, oczekiwany jest nadal przez Żydów, więc nie bardzo wiadomo, czy, dajmy na to, posłowi Górskiemu, wolno na ten temat się wypowiadać. Wyraźnego zakazu, ma się rozumieć, nie ma, przeciwnie – konstytucja podkreśla zasadę wolności słowa, ale konstytucja – swoją drogą, a przezorność – swoją. Wszak na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności, zwłaszcza ze strony mężyków stanu, którzy przecież jeszcze nie wiedzą, co starsi i mądrzejsi zdecydują w ich sprawie i komu trzeba będzie nadskakiwać na zadnich nogach. Wydaje się jednak, że tym razem nie o to chodzi, tylko o kolor mesjasza. Źe „czarny”. Rzeczywiście, kiedy w ubiegłym roku byłem jesienią w Nowym Jorku, akurat ogłoszono rozkaz, że używanie „słowa na N” zostało zakazane. Społeczeństwo amerykańskie jest w ten sposób tresowane przez swoich pogromców, przy czym warto zauważyć, że tresurą tą przejmują się przede wszystkim ludzie rasy białej, bo Murzyni kładą na to tak zwaną lachę i w rozmowach między sobą bez ceregieli nazywają siebie nawzajem „czarnuchami”, używając zakazanego „słowa na N”. Społeczeństwo polskie bardzo się od pewnego czasu amerykanizuje, w związku z czym najbardziej postępowe kręgi bardzo się przejmują tym co w Ameryce wolno, a czego nie wolno i nie tylko sami nie używają słów uznanych tam za zakazane, ale gotowi są też zabronić tego wszystkim innym. Z podobną neoficką gorliwością zetknęliśmy się w czasach stalinowskich, kiedy to najbardziej postępowe kręgi namiętnie imitowały wszystko co sowieckie. Ileż donosów popłynęło wtedy do UB na tych, którzy sowieckich obyczajów nie imitowali dostatecznie gorliwie, ileż samokrytyk musieli złożyć oskarżeni, by uchronić się przed jeszcze gorszym losem, ileż błyskotliwych karier zostało na tej delatorskiej gorliwości ufundowanych, ileż autorytetów moralnych ubecy wystrugali nam wtedy z banana! Czyżby historia zatoczyła koło i przypadek posła Górskiego zwiastował nam triumfalny powrót Nowego?

Bardzo to możliwe, bo przecież prezydent-elekt Barack Hussein Obama naprawdę jest czarny! Poseł Górski skonstatował zatem fakt dla każdego oczywisty. Dla każdego – za wyjątkiem bandy służalców, którym służalczość zeszła już do poziomu instynktów. Jak tak dalej pójdzie, to ani chyba przestaną rozróżniać kolory. To zdarzało się i dotychczas, ale uznawane było za przypadłość chorobową, zwaną daltonizmem. Wygląda na to, że tylko patrzeć, jak za sprawą służalców daltonizm zostanie u nas uznany za normę, a może nawet – za historyczną konieczność. Już nie będzie mowy, ani o czerwonym Madrycie, ani o Białej Podlaskiej. Wszyscy zostaniemy zrobieni na szaro.


Stanisław Michalkiewicz
Felieton  ·  tygodnik „Nasza Polska”  ·  2008-11-17  |  www.michalkiewicz.pl

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Za: www.michalkiewicz.pl


Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content