Lisy dopilnują kurnika? – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2011-01-25 10:12 pm

Po opublikowaniu „niepełnego”, a właściwie pełnego Raportu MAK o przyczynach katastrofy smoleńskiej, który tylko nie zawiera „całej prawdy”, wszyscy skupiają się na oczekiwaniu na „całą prawdę” – ale oczywiście – każdy na swój sposób. Premier Tusk, wspierany przez prezydenta Komorowskiego czeka na „całą prawdę”, którą na polecenie prezydenta Miedwiediewa ustali rosyjska prokuratura, a jak Pan Bóg dopuści – bo cuda przecież zdarzają się i w Świętej Rusi – być może i MAK. Jak pamiętamy, prezydent Miedwiediew podczas swojego pobytu w Warszawie powiedział m.in., że nie dopuszcza możliwości, by rezultaty polskiego śledztwa mogły różnić się od rezultatów śledztwa rosyjskiego. Ponieważ według wszelkiego prawdopodobieństwa rosyjskie śledztwo zakończy się wcześniej niż polskie, już choćby z tego względu, że przed zakończeniem śledztwa rosyjska prokuratura nie przekaże polskiej prokuraturze dowodów rzeczowych, wobec czego ci, którzy czekają na „całą prawdę” ustaloną przez śledztwo prowadzone pod nadzorem pana Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, będą mieli w pewnym sensie sytuację ułatwioną. Inni wreszcie czekają aż „cała prawda” będzie zasadniczo odmienna od dotychczasowych ustaleń – co oczywiście może potrwać bardzo długo. Nie jest to jednak jakaś zasadnicza wada. Przeciwnie – im dłużej, tym lepiej, zwłaszcza gdy czekanie na „cała prawdę” właśnie przekształca się w najtwardsze jadro programu politycznego. Jak widzimy, w oczekiwaniu na „całą prawdę” każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie, dzięki czemu uczestnictwo w tym oczekiwaniu jest takie masowe.

Oczekiwanie – swoją drogą, ale zanim „cała prawda” zostanie nam tak czy owak objawiona, trzeba jakby nigdy nic, jeść, pić, spać, a nawet markować tak zwane życie społeczne i polityczne. A właśnie za sprawą znowelizowanej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, przeforsowanej obok ustawy hazardowej w ramach ekspiacji Platformy Obywatelskiej za próbę poluzowania sobie obróżki, Zgromadzenie Elektorów IPN będzie wyłaniało 14 kandydatów do Rady Instytutu. Spośród tego grona Sejm za zgodą Senatu wybierze 7 członków Rady IPN, a pozostałych 2 wyznaczy prezydent Komorowski spośród kandydatów, jakich jeszcze w lipcu ubiegłego roku przedstawiła mu krajowa Rada Sądownictwa. To Zgromadzenie Elektorów IPN, któremu przewodniczy pan prof. Jan Kofman, wyłaniane jest przez środowiska akademickie. Teoretycznie ma to sprzyjać nie tylko wysokiemu poziomowi fachowemu elektorów, ale przede wszystkim – wysokim standardom moralnym. Skoro takie ratio legis towarzyszyło nowelizacji ustawy, to ma się rozumieć, nie wypada temu zaprzeczać, chociaż z drugiej strony niepodobna nie zauważyć, że sposób rozumienia standardów moralnych nie jest u nas jednolity, zwłaszcza w środowisku akademickim. Pamiętamy przecież, jak masowy charakter przybrał właśnie w tych środowiskach „ruch w obronie godności” pracownika nauki, zainicjowany desperacką decyzją „drogiego Bronisława”, czyli nieboszczyka Bronisława Geremka, by za żadne skarby nie podpisywać oświadczenia lustracyjnego.

Jakie przyczyny sprawiły, że pan prof. Geremek gotów był w tej sprawie na wszystko – mniejsza z tym, bo znacznie ważniejszy był masowy charakter ruchu, jaki na skutek tego zdominował środowiska akademickie. Pewnej pikanterii całej sytuacji dodawała okoliczność, że – jak się potem okazało – na czele owego ruchu „w obronie godności” stanęli dwaj naukowcy, którym – naturalnie „bez wiedzy i zgody” – przytrafił się casus pascudeus w postaci zarejestrowania przez SB w charakterze tajnych współpracowników. Dodawała pikanterii – ale oczywiście nie stanowiła jakiejś zasadniczej przeszkody w obronie godności, bo gdzie jest powiedziane, że konfidenci takiej godności są a priori pozbawieni, zwłaszcza, gdy konfidentami zostali „bez swojej wiedzy i zgody”? Jeśli dobrze pamiętam, to zdecydowana większość pracowników naukowych włączyła się do „ruchu obrony godności” niekiedy nawet z żarliwym zaangażowaniem, podczas gdy po stronie przeciwnej profesorowi Wojciechowi Fałkowskiemu udało się zgromadzić zaledwie kilkudziesięciu sygnatariuszy. Takie proporcje jeśli nawet nie gwarantują właściwego składu Zgromadzenia Elektorów, to z całą pewnością mu sprzyjają – na dowód czego w czcigodnym gronie natrafiłem aż na dwóch uczniów prof. Antoniego Czubińskiego, członka Zjednoczenia Partiotycznego „Grunwald” i działacza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, zaś niektórzy pozostali z jakichś powodów nie podają publikacji wcześniejszych, niż z początków lat 90-tych.

Pewne światło na te zagadkowe sprawy rzuca wypowiedź pana doktora Sławomira Nowinowskiego na niedawnej konferencji poświęconej Instytutowi Pamięci Narodowej. Odnosząc się polemicznie do wypowiedzi prof. Andrzeja Nowaka, który za jeden z istotnych elementów misji IPN uznał „oddanie sprawiedliwości ofiarom systemu komunistycznego”, pan dr Nowinowski zauważył m.in., że z powodu „politycznego uwikłania” IPN, w kręgach akademickich od początku panowała opinia, że „przyzwoity człowiek nie powinien mieć z nim nic wspólnego”. Wypowiedź pana dra Sławomira Nowinowskiego pozwala lepiej zrozumieć, po czym jeden przyzwoity rozpoznaje drugiego przyzwoitego – zwłaszcza w środowisku akademickim. Okazuje się, że dotychczas nie tylko po charakterystycznym zapachu cnoty („a cnota dziewic niewinnych – o spraw to Panie nad Pany – niech ma – zamiast wszystkich innych – zapach esencji różanej!”), ale również – po stosunku do IPN. Oczywiście teraz to się zmieni, bo władze wyłonione w efekcie zastosowania procedur ustanowionych przez znowelizowaną ustawę sprawią, że Instytut Pamięci Narodowej chwalebnie uniknie jakiegokolwiek zaangażowania politycznego, a jeśli będzie się angażował, to tylko w podtrzymywanie „legendy” w myśl której człowieki honoru z razwiedki wespół z człowiekami honoru z tak zwanej lewicy laickiej obmyśliły, przeprowadziły i ponownie nadzorują właściwy przebieg sławnej transformacji ustrojowej, której mottem można uczynić słynny już rozkaz klasyka: „odpieprzcie się od generała!” Bo „trzeba z żywymi naprzód iść”, zwłaszcza, że z niebytu wyłaniają się coraz to nowe i nowe pokolenia człowieków honoru, podczas gdy ofiary systemu komunistycznego już przecież dawno nie żyją, zatem sprawiedliwość jest im potrzebna jak psu piąta noga.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   tygodnik „Nasza Polska”   25 stycznia 2011

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=31266 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]