Politycznie poprawna cenzura ‘Przygód Hucka Finna’ – Paweł Lepkowski

Aktualizacja: 2011-01-18 5:36 pm

„Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości” – mawiał ojciec literatury amerykańskiej Mark Twain. Te słowa można zadedykować doktorowi Alanowi Gribbenowi z Uniwersytetu Auburn w stanie Alabama, który postanowił wydać „Przygody Hucka Finna” ocenzurowane pod kątem poprawności politycznej. Właściciel wydawnictwa NewSouth Books uznał, że w jego wydaniu najsłynniejszej książki Marka Twaina wszystkie 219 słów nigger („czarnuch”) zostanie zastąpione przez mniej „kontrowersyjne” określenie slave – „niewolnik”.

Nie po raz pierwszy książki i felietony Marka Twaina są obiektem złośliwych ataków różnej maści cenzorów. Pisarz był klasycznym przedstawicielem społeczeństwa południa USA, które zawsze z rezerwą odnosiło się do koncepcji jedności Unii narzuconej im siłą przez rząd federalny z Waszyngtonu. Twain nie ukrywał także swojej niechęci wobec amerykańskiej polityki imperialnej w stosunku do Kuby, Puerto Rico, Panamy czy Filipin. Był zaciekłym przeciwnikiem Theodore’a Roosevelta, którego rządy bezpardonowo wyśmiewał i atakował w swoich znakomitych felietonach. Być może dlatego zawsze generował sobie wrogów wśród jankeskich elit.

Twain zdawał sobie sprawę, że niektóre jego poglądy mogą być niezrozumiałe dla ludzi mu współczesnych. Dlatego pod koniec życia ogłosił, że zostawia po sobie autobiografię, którą zaczął pisać w wieku 35 lat. Liczący pięć tysięcy stron rękopis trafił po śmierci pisarza do jego archiwum utworzonego na Uniwersytecie Kalifornijskim. Mark Twain zastrzegł w swoim testamencie, że biografia będzie mogła zostać opublikowana dopiero 100 lat po jego śmierci czyli najwcześniej 21 kwietnia 2010 roku. Pisarz rozumiał, że społeczeństwo stale się zmienia, chociaż nie zawsze na lepsze. Z tego powodu słusznie obawiał się, że jego autobiografia zostanie na początku XX wieku brutalnie ocenzurowana lub całkowicie zakazana przez „postępowców” z Waszyngtonu. Nieco naiwnie wierzył, że następne pokolenia pozbędą się ze swoich szeregów politycznie umotywowanych recenzentów. „Książka, o której wiadomo, że nie zostanie opublikowana przez cały wiek, daje pisarzowi swobodę, jakiej nie uzyskałby w inny sposób. W takich warunkach można opisać każdego człowieka bez uszczerbku dla faktów. Bez obawy o zranienie uczuć zainteresowanego” – oświadczył Mark Twain w 1899 roku. Mylił się – i to bardzo! Choć żył w czasach, kiedy prawdziwa wolność amerykańska została już zdławiona przez zawieruchę wojny secesyjnej, to nawet częściowo nie mógł się domyślać, czym stanie się Ameryka pod rządami poprawnych politycznie idiotów z końca XX wieku.

Co by powiedział wielki pisarz, gdyby dowiedział się, że równo sto lat po jego śmierci jakiś oszołom ze stanu Alabama ośmieli się cenzurować jedną z jego najlepszych powieści?

„Przygody Hucka Finna” to barwny i jedyny w swoim rodzaju opis społeczeństwa południowych stanów Ameryki na tle przygód osieroconego chłopaka z nizin społecznych, który uciekając od pewnej wdowy, chcącej na siłę go „ucywilizować”, postanawia także pomóc w ucieczce zbiegłemu niewolnikowi. Mark Twain bezwzględnie i bez upiększeń pokazuje prostactwo, ksenofobię, ciemnotę, rasizm, ale także dobro, uczynność, pracowitość i poczucie wolności Południowców. Dialogi w książce nie są upiększone, ale ukazują język tamtych czasów z całą jego naturalną krwistością.

Słowo „czarnuch” nie może zostać zastąpione przez „niewolnik”, ponieważ posiada całkowicie inne znaczenie. Wiedzą o tym najlepiej niektórzy mieszkańcy murzyńskich gett, którzy w swojej gwarze zwracają się do siebie, stosując hiphopowe określenie nigga lub nigger. W krajach anglojęzycznych słowo nigger znajduje się na samym szczycie wielkiej piramidy najbardziej zakazanych określeń. Nawet przytaczanie tego słowa bez zastosowania eufemistycznego określenia N-word jest postrzegane jako przejaw rasizmu.

Publikacja ocenzurowanej wersji „Przygód Hucka Finna” będzie przypominać wydanie sienkiewiczowskiej trylogii bez użycia słowa „cham” w odniesieniu do chłopów. Wyobraźmy sobie pana Zagłobę, który zbudziwszy się po sentymentalnym opowiadaniu pana Musialskiego, zamiast słów „cham chamem” wygłasza sentencjonalnie „rolnik rolnikiem”. Czy nie brzmi to idiotycznie?

Paweł Lepkowski

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=30821 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]