Prokuratura nie sprawdziła, czy doszło do wybuchu?

W aktach śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej nie ma analiz dotyczących ewentualnej detonacji na pokładzie Tupolewa. Śledczy sprawdzili jedynie, że na szczątkach samolotu oraz ubraniach ofiar nie ma śladów materiałów wybuchowych – dowiedział się portal Fronda.pl.

Na pokładzie rządowego Tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku, mogło dojść do detonacji – taką opinię przedstawiają od miesięcy m.in. fizycy, którzy analizowali przebieg masakry w Rosji. Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej spotykają się z opiniami, że w Smoleńsku doszło do wybuchu. Jak dowiedział się portal Fronda.pl, członkowie załogi polskiego JAKa-40, który wylądował w Rosji przed Tu-154M, zeznali w prokuraturze, że w chwili katastrofy usłyszeli trzy wybuchy, a potem odgłos gasnących silników. – Załoga jest w tej kwestii bardzo jednomyślna – mówi informator portalu Fronda.pl.

Jak przypomina z kolei Beata Gosiewska, hipoteza mówiąca o detonacji znana jest od miesięcy. – Przecież media już dawno temu pisały m.in. o bombie ciśnieniowej. Szczątki samolotu mogą świadczyć, że rzeczywiście doszło do takiego wybuchu. Tak wyglądają samoloty po zamachach terrorystycznych i potężnych eksplozjach – mówi portalowi Fronda.pl żona śp. Przemysława Gosiewskiego. Dodaje, że w Smoleńsku mogło dojść do wybuchu. – To był ładunek o znacznej sile rażenia – mówi Gosiewska. Przypomina ostatnie katastrofy lotnicze – m.in. w Rosji, w których samoloty doznały znacznie mniejszych zniszczeń, mimo iż spadały z większych wysokości.

Beata Gosiewska przytacza opinię profesora fizyki, Mirosława Dakowskiego, który uważa, że na pokładzie Tupolewa musiało dojść do eksplozji. W specjalnym piśmie do prokuratury profesor informował w październiku, że ma obliczenia, świadczące, że samolot nie mógł rozpaść się na tak wiele kawałków w scenariuszu wydarzeń, uznawanym w Polsce za najbardziej prawdopodobny.

– Zgodnie z prawami fizyki w inny sposób niż eksplozją nie da się tego wyjaśnić – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl Beata Gosiewska. Informuje, że jednym z elementów „zamachu w Smoleńsku mógł być meaconing”. – Tak uważa m.in. pan Marek Kleciak z Niemiec, który się ze mną kontaktował – tłumaczy. – Polscy śledczy zdają się jednak tego nie widzieć – kwituje w rozmowie z portalem Fronda.pl.

Jak wynika z ustaleń portalu Fronda.pl, polscy prokuratorzy nie zajęli się sprawą wybuchu należycie. – W aktach śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej nie ma żadnych analiz dotyczących ewentualnej detonacji na pokładzie Tupolewa – mówi portalowi Fronda.pl osoba, znająca materiały polskiej prokuratury. Dodaje, że śledczy sprawdzili jedynie, że na szczątkach samolotu oraz ubraniach ofiar nie ma śladów materiałów wybuchowych. Tyle tylko, że na ubraniach ofiar zamachu nad Lockerbie oraz fragmentach samolotu również nie odnaleziono żadnych śladów takich materiałów. Przyczyny tamtej katastrofy udało się poznać po precyzyjnym przeszukaniu miejsca zamachu. Dzięki temu znaleziono fragment detonatora. Może to tłumaczy brak rzetelności i skrupulatności w działaniach rosyjskich śledczych na lotnisku w Smoleńsku…

Stanisław Źaryn

Za: Fronda.pl | http://www.fronda.pl/news/czytaj/prokuratura_nie_sprawdzila_czy_doszlo_do_wybuchu

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content