Nadzieja w mniejszości – Rafał Kotomski

Aktualizacja: 2011-01-8 10:08 pm

W tym roku minie 20 lat od podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie między Polską i Niemcami. Czy obchody rocznicy przebiegać będą w cieniu najważniejszej kwestii, której dotychczas nie udało się rozstrzygnąć? W myśl niemieckiego prawa bowiem Polacy mieszkający za Odrą to wciąż nie mniejszość, a tylko osoby polskiego pochodzenia z niemieckim paszportem.

Marek Wójcicki, przewodniczący Związku Polaków w Niemczech „Rodło” wydaje się mimo wszystko optymistą. Mimo choćby tego, że ostatnie rozmowy z udziałem przedstawicieli polskiego i niemieckiego rządu na temat dofinansowania polskich organizacji i konkretnych projektów okazały się mało efektywne. Zdaniem szefa „Rodła”, przedstawiciele rządu w Berlinie nie wykazali się perfekcyjnym przygotowaniem do rozmów, w przeciwieństwie do strony polskiej. – U Niemców dzielę to między 80 proc. niewiedzy i 20 proc. niechęci – ironizuje Wójcicki. Związek, którym kieruje, za wielki sukces już dzisiaj może uznać fakt, że wiele miesięcy starań przyniosło rezultaty. Niemieckie władze podjęły ostatecznie rozmowy z Polakami w trzech podkomisjach – „historycznej” (dotyczy zwrotu majątku dawnego „Rodła” zagarniętego w czasach III Rzeszy, przywrócenia statusu mniejszości Polakom w Niemczech), „językowej” (wyrównującej ogromne dysproporcje między kwotami przeznaczanymi na naukę języka niemieckiego w Polsce i polskiego w Niemczech) oraz „finansowej” (ma zapewnić równoprawne wsparcie finansowe dla polskich organizacji i projektów polonijnych).

List Hambury

Rozmowy na temat statusu i przyszłości polskiej mniejszości w Niemczech nabrały tempa po liście berlińskiego mecenasa Stefana Hambury do kanclerz Angeli Merkel. Za najważniejszą przeszkodę w naprawie polsko-niemieckiej przeszłości adwokat uznał hitlerowskie rozporządzenie z lutego 1940 r., likwidujące polską organizację na terenie III Rzeszy i kasujące cały jej majątek. Jak wylicza mecenas Hambura, jest on wart na współczesne kwoty 350 mln euro. Dzisiejsze „Rodło” stara się o zwrot tej kwoty, dysponując na potwierdzenie swoich roszczeń dokumentami z niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych sprzed 1945 r. „Do tej pory nie nastąpiło wyraźne uchylenie rozporządzenia z dnia 27 lutego 1940 r. oraz stwierdzenie jego nieważności. Rozporządzenie to istnieje więc nadal w sensie prawnym” – napisał prawnik w liście do niemieckiej kanclerz.

Zdaniem Krzysztofa Raka, znawcy problemów polsko-niemieckich i autora opracowania o sytuacji polskiej mniejszości, właściwe ułożenie stosunków między obydwoma państwami zależeć będzie od regulacji praw i statusu naszej mniejszości za zachodnią granicą. Najpierw jednak Niemcy muszą zrezygnować z lansowania poglądu, że setki tysięcy naszych rodaków to tylko „polskojęzyczna grupa”. Wydaje się, że dobrym kierunkiem są słowa prezydenta Christiana Wolffa, który w listopadzie 2010 r. – w obecności prezydenta RP Bronisława Komorowskiego – mówił o polskiej mniejszości w Niemczech. – To prawdziwy krok milowy dla statusu Polaków, którzy tutaj mieszkają – uważa Stefan Hambura.

W przypadku Polaków mieszkających w Niemczech polscy dyplomaci wspierają się ekspertyzą naukowców z poznańskiego UAM i Instytutu Zachodniego. Profesorowie Jan Sandorski i Andrzej Sakson oraz dr Michał Nowosielski postulują, by efektem zbliżenia polsko-niemieckich stanowisk było formalne przywrócenie statusu i majątku Związku Polaków w Niemczech sprzed bezprawnej decyzji rządu faszystowskiego w lutym 1940 r. – Dobrze, że po 20 latach od zawarcia traktatu o dobrym sąsiedztwie, Polska i Niemcy podjęły wreszcie dialog na temat praw naszej mniejszości za Odrą – przekonuje Krzysztof Rak. W swoim opracowaniu na temat niemieckiej Polonii pisze on, że powinniśmy w tych negacjach wesprzeć się dokumentem traktatowym, bo „żadna z norm w nim zawarta nie przeczy faktycznemu istnieniu mniejszości polskiej w RFN”.

W kontekście tego prawdziwym zgrzytem są opinie ekspertów działających przy sejmowej komisji spraw zagranicznych i jej przewodniczącego, posła Andrzej Halickiego z PO. Wbrew stanowisku MSZ i opracowaniu poznańskich naukowców, Halicki lansuje opinię o „grupie polskojęzycznej w Niemczech”, a jeden z jego ekspertów uważa, że Polacy nie są mniejszością w myśl prawa międzynarodowego. – To nie tylko łamanie konsensusu polskiej polityki w sprawie mniejszości w Niemczech, ale również wyraz niekompetencji – ocenia Krzysztof Rak. Prawo międzynarodowe nie rozstrzyga bowiem o istnieniu mniejszości, a jej uznanie jest wyłącznie aktem politycznym, a nie prawnym.

Język niezgody

W polsko-niemieckich stosunkach stereotypy wciąż odgrywają ważną rolę. Co ciekawe, Polacy pozbywają się ich o wiele łatwiej i szybciej niż nasi zachodni sąsiedzi.

Niemcy wciąż stosunkowo niewiele o nas wiedzą, tym bardziej że w ich kraju nie propaguje się nauki języka polskiego. Władze federalne w Berlinie i władze poszczególnych landów nie kwapią się też z prawdziwym wsparciem edukacji mieszkających tam Polaków. W kraju liczącym ponad 80 mln mieszkańców zaledwie nieco ponad 6 tys. ludzi uczy się polskiego. W dodatku większość z nich to osoby związane z Polską. Ogromna jest dysproporcja środków przeznaczanych na naukę języków przez państwo polskie i niemieckie. Jak zauważa poseł PO Marek Krząkała, na każde 1 euro wydane na nauczanie języka polskiego w Niemczech, w naszym kraju wydajemy 2 tys. euro na nauczanie języka niemieckiego. Statystyki są w tej dziedzinie bezwzględne – polski budżet przeznacza ok. 20 mln euro na rzecz mniejszości niemieckiej, podczas gdy rząd w Berlinie, zaledwie 1,5 mln euro w skali roku. Z wyliczeń opublikowanych przez Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech wynika, że zaledwie 3,5 tys. dzieci uczy się tam polskiego jako języka ojczystego. Warto przy okazji dodać, że licząca 150 tys. osób mniejszość niemiecka w naszym kraju ma możliwość nauki języka ojczystego od przedszkola po liceum. Mniejszość polska – szacowana na około 1,5 mln osób o takim komforcie na razie może tylko pomarzyć.

Wydane przez Wspólnotę Polską opracowanie Krzysztofa Raka to jak do tej pory najpełniejsze kompendium omawiające położenie naszych rodaków, mieszkających za zachodnią granicą. Zostało dedykowane śp. Maciejowi Płażyńskiemu. Andrzej Grzeszczuk ze stowarzyszenia, którego prezesem był tragicznie zmarły w Smoleńsku były marszałek Sejmu, podkreśla jego zaangażowanie w rozwiązanie problemów niemieckiej Polonii. – Płażyński jako jeden z pierwszych polskich polityków głośno i wyraźnie akcentował, że pacta sunt servanda, a niemieckie władze muszą zacząć realizować postanowienia traktatu z Polską – mówi Grzeszczuk. Nie wolno im zasłaniać się sporami kompetencyjnymi władz czy obowiązującą w niemieckim prawie definicją mniejszości, w której rzekomo Polacy się nie mieszczą.

W 2011 r. minie 20 lat od podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie między Polską i Niemcami. Czy obchody rocznicy przebiegać będą w cieniu najważniejszej kwestii, której dotychczas nie udało się rozstrzygnąć?  Marek Wójcicki przekonuje, że prawne uznanie statusu mniejszości w Niemczech to postulat, z którego Polacy na pewno nie zrezygnują. Domagać będą się również zwrotu zagrabionych przez władze hitlerowskie pieniędzy przedwojennego Związku Polaków w Niemczech. Już w styczniu w Warszawie zaplanowano spotkanie zespołu polsko-niemieckiego, który omawiać będzie historyczne kwestie. Zdaniem Wójcickiego, negocjacje są trudne, ale sukcesem Związku jest fakt, że po wielu miesiącach starań, przedstawiciele rządu w Berlinie w końcu usiedli do stołu. Krzysztof Rak uważa, że strona polska ma za sobą mocne argumenty, by rozmowy zakończyły się powodzeniem. Prawo międzynarodowe rozszerza dziś pojęcie mniejszości narodowej. Sprzyjają nam zapisy polsko-niemieckiego traktatu sprzed 20 lat. Mamy wreszcie argumenty historyczne, bo polska mniejszość w Niemczech była brutalnie prześladowana przez tamtejsze państwo, które dziś zobowiązane jest do zadośćuczynienia. Wszystko zależeć będzie od siły polskich argumentów i dobrej woli niemieckich władz, ocenia Krzysztof Rak. Nie ulega jednak wątpliwości, że problem statusu i praw niemieckiej Polonii ma dzisiaj negatywny wpływ na stan stosunków między obydwoma krajami.

Niemieckie władze muszą zdać sobie wreszcie sprawę, że wzmacniając polską tożsamość i tradycję, działają również we własnym interesie. Państwu niemieckiemu nie powinno bowiem zależeć, by spora grupa jego obywateli czuła się sfrustrowana i wyalienowana ze społeczeństwa.

Rafał Kotomski

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=30222 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]