Milczenie ministra Sikorskiego – ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

"to przede wszystkim osobista postawa obecnego szefa polskiej dyplomacji powoduje, że ambasador naszego kraju w Kijowie jest "wielkim milczącym", niezdolnym do reakcji wobec antypolonizmu i szowinizmu pogrobowców z UPA. A dzieje się to wtedy, kiedy z kolei ambasador ukraiński w Warszawie wchodzi z butami w wewnętrzne sprawy polskie."

Szef polskiej dyplomacji musi wreszcie zabrać głos w sprawie nacjonalizmu ukraińskiego

Ostatnio jestem wprost zalewany listami dotyczącymi Kresów i relacji polsko-ukraińskich. Z góry przepraszam, że nie mogę na nie wszystkie odpowiedzieć, ale zapewniam, że czytam je uważnie. Ta obfita korespondencja, jak i liczne pytania, które padają na spotkaniach autorskich, pokazują, że „zalewanie betonem” trudnych spraw z najnowszej historii do niczego nie prowadzi, co najwyżej tłumi problemy na krótki czas, po czym wybuchają one ze zdwojoną siłą. Dziś jesteśmy świadkami, że polska polityka zagraniczna, strusia i niekonsekwentna, uprawiana przez Bronisława Geremka czy Radka Sikorskiego, stała się jednym z elementów, z powodu których nacjonalizm ukraiński, o silnym zabarwieniu faszystowskim, a nawet nazistowskim (gloryfikacja SS i kolaborantów hitlerowskich), tak gwałtownie i bezkarnie rozwija się we Lwowie i w dawnej Małopolsce Wschodniej. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, z jakich to powodów wspomniany min. Sikorski nie zabiera głosu w sprawie oddawania czci mordercom, którzy z takim okrucieństwem mordowali obywateli Drugiej RP, tak polskiego, jak i żydowskiego pochodzenia. Czyżby jego żona, znana publicystka amerykańska, nigdy nie wyjaśniała mu, że pobłażanie dla sprawców ludobójstwa może zaowocować ponownymi zbrodniami? Rozmawiałem ostatnio z przedstawicielami polskich organizacji na Ukrainie, którzy zgodnie twierdzą, że to przede wszystkim osobista postawa obecnego szefa polskiej dyplomacji powoduje, że ambasador naszego kraju w Kijowie jest „wielkim milczącym”, niezdolnym do reakcji wobec antypolonizmu i szowinizmu pogrobowców z UPA. A dzieje się to wtedy, kiedy z kolei ambasador ukraiński w Warszawie wchodzi z butami w wewnętrzne sprawy polskie.

Oto co pisze jeden z Czytelników: „Będąc we Lwowie w czerwcu, byłem świadkiem zorganizowania w rynku wystawy poświęconej UPA oraz SS Galizien. Natomiast dni miasta uświetnił marsz, na czele którego jechały dzieci na furmance z karabinami plastikowymi. Na rynku sprzedawano kasety DVD promujące ukraiński nacjonalizm. Kupiłem kasetę o Lwowie, gdzie wśród wybitnych lwowian, obok prof. Banacha i Lema, wymienia się Szuchewycza i Banderę. […] Od tego czasu kiedy byłem we Lwowie, sytuacja na Ukrainie nie zmieniła się. Dlaczego nasze władze milczą i nie interesują się tym problemem. Gdyby na terenie Niemiec nauczano o Hitlerze, to z pewnością protestowałyby środowiska żydowskie”. Z tego też powodu trzeba zadać pytanie: Panie Ministrze Radku Sikorski, czemu Pan milczy? Co Pan ma do powiedzenia w tej kwestii swoim rodakom, a zwłaszcza swoim wyborom? Zadaję to pytanie publicznie, bo pisanie listów do MSZ to tyle co rzucanie grochem o ścianę. Ciekawe, czy minister odpowie na łamach „Gazety Polskiej”, której został „Człowiekiem Roku” za rok 2005. Jeżeli nie odpowie, albo odpowie przy użyciu wykrętów i ogólników, to powinien oddać ową nagrodę.

Listy dotyczyły także rodziny Szeptyckich. Z radością dowiedziałem się z nich, że gen. Stanisław Szeptycki ma swoją ulicę nie tylko w Katowicach, ale i w Źorach i w Piekarach Śląskich. Przy okazji proszę Czytelników o informację, czy są jeszcze inne ulice owego zasłużonego wojskowego lub dwóch jego braci: Aleksandra i Leona, zamordowanego przez okupantów. Informacje te są mi potrzebne przy pisaniu kolejnej publikacji. W listach dostałem także wiele relacji o męczeństwie księży rzymskokatolickich na Wołyniu. Zacytuję tylko jedną z nich: „Jestem człowiekiem urodzonym na Kresach, a konkretnie w miejscowości Stęzarzyce – niedaleko Włodzimierza Wołyńskiego. To tam, w Stęzarzycach, pełnił służbę kapłańską jako proboszcz ksiądz Karol Baran. To właśnie on został zamordowany przez bandę ukraińską w lipcu 1943 r. Bandą dowodził syn diaka, a księdza torturowano i następnie zamordowano przecinając go piłą. Kiedy ksiądz modlił się do Matki Boskiej Boleściwej, mordercy zwalniali cięcie piłą, żeby przekonać się, czy Matka Boska Go uratuje. Byłem ostatnim dzieckiem ochrzczonym przez tego Księdza. Zostałem ochrzczony w piątek – 9 lipca 1943 r. w drugim dniu po urodzeniu. W nocy z piątku na sobotę bandyci zabrali księdza i innych  Polaków. Wszyscy zostali zamordowani. Kościół w tej miejscowości spalono i postawiono cerkiew. Cmentarz katolicki zlikwidowano. Na miejscu, gdzie były groby, posadzono las”.

Na koniec zapraszam na swoje prelekcje o ludobójstwie na Kresach, które wygłoszę w piątek 7 listopada o g. 18 w Gdańsku-Nowym Porcie, ul. Starowiślna 2. Z kolei w niedzielę 9 listopada, w ramach Gdańskiego Areopagu, o g. 12 odprawię mszę św. i wygłoszę kazanie w kościele św. Jana w Gdańsku, a o g. 18 wezmę udział w panelu o prawdzie w Filharmonii Bałtyckiej. Kolejne prelekcje będą tego samego dnia o g. 15.30 przy ul. Zawiszy Czarnego 1 w Gdyni oraz we wtorek 11 listopada o g. 19 w kościele Nowych Męczenników (Wyżyny) w Bydgoszczy, w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. Z kolei w poniedziałek 10 listopada o g. 20.20 wezmę udział w „Wielkim teście z historii 1914 – 1918”, który TVP 1 będzie transmitować „na żywo”.

Na koniec dziękuję organizatorom spotkań autorskich w Zgierzu, Łodzi, Krośnie, Źarnowcu k. Jedlicz, Górze, Wrocławiu i na UJ w Krakowie. Dziękuję szczególnie Janowi Pospieszalskiemu za to, że w ostatnim programie „Warto rozmawiać” miał odwagę przełamać zmowę milczenia wokół wspomnianego ludobójstwa. Podobne programy nagrałem także dla TVP Polonia (cykl „Świadkowie nieznanych historii”, emisja 10 listopada) i dla cyklu „Pod prąd”.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Gazeta Polska, 5 XI 2008


Za: Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego


Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content