Chronić Lasy przed szkodnikami

Aktualizacja: 2010-11-24 10:22 pm

Wielka demonstracja leśników pod Sejmem nie przekonała wczoraj koalicji PO – PSL, by odstąpiła od procedowania nad projektem przejęcia przez budżet pieniędzy Lasów Państwowych. Donald Tusk zapewnia, że jego rząd nie sprywatyzuje Lasów, opozycja zarzuca premierowi, że przygotowuje grunt pod prywatyzację dla następców. O tym, czy feralne zapisy uda się wykreślić ze nowelizowanej ustawy o finansach publicznych – zdecyduje sejmowa Komisja Finansów Publicznych.

Sejm będzie kontynuował prace nad ustawą o finansach publicznych, która odbiera niezależność finansową Państwowemu Gospodarstwu Leśnemu Lasy Państwowe, prowadząc do ich zadłużenia i prywatyzacji – zdecydowała 193 głosami koalicja PO – PSL. Wniosek o odrzucenie projektu zgłoszony przez PiS poparło 160 posłów PiS i SLD. Przedstawiciele PSL przekonywali w debacie, że mimo poparcia dla rządowego projektu nie dopuszczą, by szkodliwe dla Lasów zapisy zostały w dalszych pracach legislacyjnych utrzymane. Sejm skierował projekt do Komisji Finansów Publicznych. Koalicja rządząca nie zgodziła się, aby zajęła się nim również Komisja Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa jako ciało najbardziej kompetentne w tej dziedzinie.

– To skandal. Rząd odbiera pieniądze polskim Lasom Państwowym – najważniejszemu podmiotowi w obrębie resortu środowiska – i nie pozwala, żeby zajęła się tym komisja ochrony środowiska – komentuje decyzję izby senator Wojciech Skurkiewicz (PiS), z zawodu leśnik. W jego opinii, Komisja Finansów Publicznych nie ma precyzyjnej wiedzy dotyczącej tego, jak funkcjonują Lasy, a projektodawcy chcą bazować właśnie na tej niewiedzy. – Las to “żywe laboratorium”, które trzeba pielęgnować, chronić przed szkodnikami, prowadzić nasadzenia. Polskie Lasy Państwowe muszą dysponować środkami na te zabiegi. Tymczasem rząd chce wrzucić to przedsiębiorstwo do jednego worka ze szkołami, urzędami, które nie działają w sferze ryzyka, bo otrzymują środki z budżetu – tłumaczy Skurkiewicz. Podkreśla, że środki wypracowane przez państwowe gospodarstwo leśne są niezbędne do gospodarowania lasami na zasadach zrównoważonego rozwoju. – Przecież innych przedsiębiorstw rząd nie włącza do budżetówki – dodaje.

Debacie w izbie nad feralnym projektem towarzyszyła wczoraj głośna demonstracja leśników pod Sejmem, w której wzięło udział kilka tysięcy pracowników Lasów Państwowych w służbowych mundurach, niektórzy z piłami motorowymi, które raz po raz uruchamiali. “POzostawcie lasy w spokoju!”, “Budżet – bieda las zaprzeda!” – to niektóre z haseł niesionych na transparentach. Do zebranych wyszedł m.in. prof. Jan Szyszko (poseł PiS), koordynator akcji zbierania podpisów pod referendum w obronie Lasów, a także parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości – senator Wojciech Skurkiewicz oraz posłowie Dariusz Bąk i Wojciech Szczęsny Zarzycki.

W tym samym czasie premier Donald Tusk, wyraźnie zaniepokojony skalą protestów, zapewniał dziennikarzy, że jego rząd nie zamierza prywatyzować Lasów Państwowych.
– Póki jestem premierem, nie ma intencji prywatyzacji Lasów ani takiego zagrożenia – mówił. – Polskie Lasy Państwowe to nieźle działająca instytucja – przyznał. Ale zaraz zaznaczył, że “aktywa Lasów powinny być uznane za aktywa państwa”, innymi słowy – powinny być włączone do budżetówki.

Zapewnienia premiera nie przekonują przeciwników wrzucenia Lasów Państwowych do budżetowego kotła. Przeciwnie – wskazują oni, że antyleśna inicjatywa rządu wydaje się skoordynowana z innymi rozwiązaniami prawnymi, które przesądzą o tym, że przedsiębiorstwo to przejdzie w ręce prywatne, najprawdopodobniej zagraniczne.

– Odebranie Lasom pieniędzy i włączenie do budżetówki skazuje Lasy Państwowe na złe gospodarowanie i zadłużanie się w bankach. Nie trzeba odgórnie prywatyzować polskich Lasów Państwowych, wystarczy, że lasy będą wyprzedawane hektar po hektarze wskutek braku pieniędzy – komentuje zapewnienia premiera poseł Zarzycki. Zwraca uwagę, że w 2012 r. kończy się wynegocjowany w traktacie akcesyjnym okres przejściowy na sprzedaż polskiej ziemi i lasów cudzoziemcom. Zadłużenie Lasów Państwowych będzie, jego zdaniem, zachętą do wyprzedaży Lasów Państwowych na rzecz cudzoziemców, np. w celu uzyskania dopłat unijnych za pochłanianie przez las CO2.

Według senatora Skurkiewicza, poważnym niebezpieczeństwem dla “budżetowych Lasów” będzie emisja listów zastawnych przez Bank Gospodarstwa Krajowego, któremu będzie przysługiwała wyłączność na finansową obsługę Lasów Państwowych.

– Gdy minister finansów będzie potrzebował pieniędzy, BGK wyemituje list zastawny na długi Lasów i ten, kto go kupi, przejmie polskie Lasy – ostrzega senator Skurkiewicz.

Małgorzata Goss


Jest interes do zrobienia

Prywatyzacja Lasów ma swoje drugie dno. Potencjalni kupcy zarobią w przyszłości na możliwości pochłaniania przez nie dwutlenku węgla

Jakie motywy stoją za rządowymi planami prywatyzacji Lasów? Być może fakt, że mają one ogromne możliwości pochłaniania CO2, a to oznacza dla ich właścicieli potencjalne zyski. Jeśli nie teraz, to w przyszłości. Podobnie miąższe warstwy łupków, w których wykonano szczelinowanie i z których pozyskiwany jest gaz, stają się potężnym zbiornikiem na CO2.

Torowanie przez rząd Platformy Obywatelskiej drogi do prywatyzacji Lasów rodzi wiele pytań, na czele z głównym: w jakim celu? Boleć oczywiście będzie ewentualnie to, że zwykłe wchodzenie do lasu, zbieranie grzybów czy jagód będzie praktycznie niemożliwe. No, ale nie o to chyba chodzi w prywatyzacji Lasów. Jaki jest więc prawdziwy cel prywatyzacji – trudno też uwierzyć, że chodzi jedynie o wpływy z prywatyzacji, choć o to zapewne także. O co więc chodzi?

Skrajnie odległą sprawą w kontekście planów prywatyzacji Lasów wydają się koncesje na gaz łupkowy. Po objęciu stanowiska wiceministra środowiska i głównego geologa kraju w rządzie PiS stałem się inicjatorem poszukiwań złóż niekonwencjonalnych gazu, w tym szczególnie gazu łupkowego. Inwestorom z USA wydałem pierwsze koncesje na poszukiwanie. Źadna polska firma nie chciała podjąć się tego zadania, gdyż wtedy sprawa wydawała się mało wiarygodna. Nie winiłbym nikogo w PGNiG, jako że wówczas wiązało się to ze zbyt dużym ryzykiem i kosztami. Do połowy listopada 2007 r. wydałem 11 koncesji kilku podmiotom. Planowałem, że po wydaniu około 15-20 koncesji (maksymalnie 20 proc. perspektywicznych obszarów koncesyjnych) ich wydawanie będzie wstrzymane w oczekiwaniu na raporty dokumentacji geologicznych od inwestorów. Prosta zasada: dajemy aportem potencjalne złoża komuś, kto ma technologie, ponosi ryzyko i nakłady, a otrzymujemy wiedzę, której dziś nie możemy zdobyć sami. Jeśli gaz by był, to w oparciu o zyski z jego eksploatacji i ewentualne pożyczki na poczet przyszłego wydobycia miały być prowadzone poszukiwania przy pomocy polskich firm, które współpracując z rodzimymi naukowcami, byłyby w stanie opracować technologie wydobycia gazu z łupków. Tu właśnie zaczynają pojawiać się zbieżności pomiędzy lasami a łupkami. Zarówno lasy, jak i przestrzenie powstałe po rozszczelnieniu łupków i wydobyciu gazu mają zdolność pochłaniania CO2.

Wszystkie instalacje wybudowane na potrzeby związane z poszukiwaniami, rozpoznawaniem, dokumentowaniem, eksploatacją już są (bardzo wiele otworów, szczelność górotworu jest pewna, rurociągi itd.). Nic, tylko zatłaczać i zarabiać, tym bardziej że CO2 do wypychania gazu z łupków może się przydać. Implikowane koszty beztroskiego udzielenia koncesji mogą być fatalne (oddanie praktycznie za darmo informacji geologicznej o wartości księgowej miliardów złotych, potencjalna blokada geotermii) itd. Tego interesu narodowego powinna pilnować służba geologiczna, ale tej w Polsce nie ma.

Zważywszy na powyższe, przestaje dziwić zainteresowanie koncesjami na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż gazu łupkowego – nawet jeśli gazu nie będzie zbyt dużo. Ale skąd łatwość ich wydawania? Koncesja na zatłaczanie to sprawa prosta – takie mamy Prawo geologiczne i górnicze (a przygotowywane jest znacznie gorsze). Groźny jest fakt, że w szybkim tempie przyznano koncesje na niemal wszystkie potencjalnie perspektywiczne obszary koncesyjne – praktycznie za darmo (sic!).

Widać więc jasno, że scenariusz łączenia lasów i łupków może mieć wspólny mianownik – właśnie CO2. Może to tylko zbieżność? Ale może nie chodzi o małe łupki z lasów, tylko o prawdziwe wielkie łupy i z lasów, i z łupków razem? Może nie mam podstaw do rozważania tak spiskowych teorii? W takim razie proszę o konkrety i prawdę. Każdy ma prawo kojarzyć fakty, bazując na wiedzy, jaką posiada, i ma prawo dzielić się wnioskami, co niniejszym czynię.

Niewątpliwie handel emisjami i sekwestracja CO2 to potencjalne źródło ogromnych zysków, które mogą mieć albo państwo polskie, albo faktyczni właściciele Lasów i dysponenci struktur geologicznych, nad którymi rzeczywiste władztwo tak łatwo państwo oddaje.

Niepokoi fakt przyspieszenia prac w Sejmie nad tworzeniem potencjalnej ścieżki prywatyzacji Lasów. Czy to po to, aby nie zdążono z trwającym właśnie zbieraniem podpisów wnioskujących o referendum w tej sprawie (patrz: www.ekorozwoj.pl)?

Blisko pół roku temu wysłałem do pana premiera Donalda Tuska list otwarty m.in. w sprawie gazu łupkowego, projektu Prawa geologicznego i górniczego i sekwestracji CO2 (patrz: www.morion.ing.uni.wroc.pl) – dostałem odpowiedź informującą, że list przesłano zgodnie z kompetencjami. Czy list ciągle krąży i szuka kompetencji w ekipie rządzącej? Wysłałem to pismo także do wszystkich ogólnopolskich wielkonakładowych dzienników i tygodników. Część listu opublikował tylko “Nasz Dziennik”. Cóż zrobić – tylko gorzko żartować, pytając: kto zarobi na boku, żonglując sprawami CO2 – bo, że lasy i łupki razem mogą pozwolić nieznanym dziś inwestorom, a nie państwu polskiemu, zarobić na handlu emisjami, wydaje się całkiem prawdopodobne.

Prof. Mariusz-Orion Jędrysek

Autor jest kierownikiem Zakładu Geologii Stosowanej i Geochemii, dyrektorem Międzywydziałowego Studium Ochrony Środowiska Uniwersytetu Wrocławskiego oraz dyrektorem Wrocławskiego Ośrodka Regionalnej Wspólnoty Implementacji Innowacji w Klimatycznym KIC EIT (Wspólnota Wiedzy i Innowacji w Europejskim Instytucie Innowacji i Technologii), członkiem stowarzyszenia Ekorozwój.

Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 25 listopada, Nr 275 (3901)

Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 25 listopada, Nr 275 (3901) -- [Org. tytuł: « Chronić Lasy przed szkodnikami»]
Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=28715 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]