Hieny ruszają na żer – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2010-10-22 10:38 am

Z wszystkiego można szmal wydostać, tak, jak za okupacji z Żyda”. Tę mądrość przypisywaną przez Janusza Szpotańskiego towarzyszowi Szmaciakowi najwyraźniej przyswoiły sobie władze naszego demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej. Po katastrofie busa pod Drzewicą, w której zginęło 18 osób jadących zrywać owoce w podgrójeckich sadach, zaktywizowały się państwowe urzędy – jak zwykle żerujące na każdym nieszczęściu. Nawiasem mówiąc, ja też zrywałem jabłka pod Grójcem, kiedy w lipcu 1982 roku zostałem wypuszczony z obozu internowanych w Białołęce, więc wiem, jak taka praca wygląda. A wyglądała przyzwoicie, to znaczy – dostawaliśmy umówione wynagrodzenie, wyżywienie, a ja miałem nawet możliwość nocowania na miejscu, bo codzienne dojeżdżanie z Warszawy byłoby dla mnie za bardzo kłopotliwe. Mimo upływu lat jestem wdzięczny właścicielowi sadu, że nie bał się mnie wtedy u siebie zatrudnić, bo dzięki temu mogłem przetrwać z rodziną do lepszych czasów, to znaczy – aż znalazłem sobie pracę w fabryce. Dlatego rozwścieczyła mnie wiadomość, że urzędnicy z Państwowej Inspekcji Pracy zamierzają przeprowadzić zmasowane kontrole u podgrójeckich sadowników, pod pretekstem, że zatrudniają sezonowych robotników na czarno. Na pewno na tym się nie skończy, bo na drogi wyruszą też policjanci, polując na właścicieli busów, przewożących pasażerów w warunkach sprzecznych ze sławnymi, unijnymi standardami.

W tej części województwa łódzkiego panuje duże bezrobocie. Drzewica jest wprawdzie siedzibą zakładu „Gerlach” S.A. – ale w stosunku do stanu z roku 1989 zatrudnienie spadło tam dziesięciokrotnie, więc większość ludzi utrzymuje się z prac dorywczych – oczywiście na czarno, bo w przeciwnym razie zatrudnianie ich przestałoby się kalkulować. Warto zwrócić uwagę na przyczyny tego stanu rzeczy. Nie jest żadną tajemnicą, że w Polsce praca jest obciążona takimi samymi fiskalnymi narzutami, jak najbardziej luksusowe, zbytkowne towary. Jeszcze w 1995 roku w CAS przeprowadzane były badania, z których wynikało nie tylko, że rząd każdej rodzinie pracowników najemnych zatrudnionych poza rolnictwem konfiskuje pod różnymi pretekstami 83 procent dochodu, ale również – że z powodu owych fiskalnych narzutów, koszt oficjalnego zatrudnienia pracownika jest prawie dwukrotnie większy od wypłacanego mu wynagrodzenia. Od tamtej pory sytuacja mogła się tylko pogorszyć, na co pośrednio wskazują dwie rzeczy: z jednej strony – wysokość i tempo przyrostu długu publicznego, a z drugiej – systematycznie rosnąca liczba urzędników. Dług publiczny przyrasta w tempie co najmniej 3 tysięcy zł na sekundę, bo podatki już dawno przestały wystarczać na pokrycie rządowych wydatków, mimo, że państwo jest rozbrojone. Ale za to mamy aż siedem tajnych służb, wyżywających się w rozkradaniu pozostałości państwa i we wzajemny podsrywaniu – jak to mogliśmy z obrzydzeniem oglądać i wysłuchiwać podczas konfrontacji pana Święczkowskiego z panem Kornatowskim przed sejmową komisją do kanonizacji santo subito Barbary Blidy. Nawiasem mówiąc, ten proces kanonizacyjny Barbary Blidy pokazuje, jak wielką wagę przywiązują nasi okupanci do zasady konstytuującej III Rzeczpospolitą: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych. Za co Zbigniew Ziobro został tak napiętnowany przez naszych Umiłowanych Przywódców? A za cóż by, jak nie za to, że patrząc na świat jako na obszar zaludniony przez 6,5 miliarda osób podejrzanych, zamachnął się na osobę z towarzystwa w postaci pani Blidy, przez co naruszył wspomnianą, najświętszą zasadę? Kanonizacja pani Blidy, oprócz oczywiście zadośćuczynienia dla niej samej, ma tedy przede wszystkim znacznie pedagogiczne – żeby każdy wiedział i pamiętał, czego się trzymać.

III Rzeczpospolita dla urzędników, rekrutujących się z tak zwanego politycznego zaplecza jak nie jednej, to drugiej bandy naszych Umiłowanych Przywódców, to istne Eldorado, a najlepszym dowodem prawdziwości tego spostrzeżenia jest tempo, w jakim urzędnicy rozmnażają się przez pączkowanie. Jak podaje prof. Witold Kieżun, w 1990 r. w administracji centralnej było 46 tys. urzędników. W 1992 roku – już 68 tys, w roku 1993 – 88 600, a roku 1995 – 110 200, w 1997 – 119 100, a w 1998 – 126 tys. – i tak dalej. W roku 2009 zatrudnionych w administracji było już 429 tys. osób, zarabiających średnio 3884 zł miesięcznie. W Kancelarii Prezydenta w roku 1938 było 40 etatów. W roku 1990 – już 193 etaty, a w roku 1997 – już 466. W Ministerstwie Zdrowia w roku 1990 było 268 etatów, a w pięć lat później – już 947. A przecież są jeszcze samorządy i tylko w takiej Warszawie mamy 779 radnych! Skoro urzędnicy tak gwałtownie rozmnażają się przez pączkowanie, to w III RP muszą mieć znakomite warunki rozwoju, w odróżnieniu na przykład, od gospodarki, która raczej się zwija, a jeśli w ogóle jeszcze funkcjonuje, to właśnie dzięki determinacji setek tysięcy, a nawet milionów ludzi, uwijających się ofiarnie w szarej strefie – ot między innymi – dzięki sadownikom spod Grójca, którzy – omijając przepisy wymyślane, czy raczej przekładane własnymi słowami z brukselskich dyrektyw przez naszych Umiłowanych Przywódców – zatrudniają w swoich sadach robotników na czarno, dzięki czemu konsumenci mają stosunkowo tanie i w wielkiej obfitości owoce, a robotnicy – w ogóle jakiś zarobek. Ta szara strefa to zdrowy odruch samoobrony narodu przed hienami rozmnożonymi ponad wszelką wytrzymałość naturalnego środowiska. Ale liczebność hien, aczkolwiek oczywiście szalenie niepokojąca, to jeszcze nic w porównaniu z objawianą przez nie potrzebą aktywności – na przykład w postaci zmasowanych kontroli podgrójeckich sadowników pod pretekstem zatrudniania pracowników na czarno. Szkody, jakie tego rodzaju akcje mogą wyrządzić gospodarce narodowej stokrotnie, a może nawet tysiąckrotnie przewyższają wysokość urzędniczych wynagrodzeń. Najgorsze zaś w tym wszystkim jest to, że szkodnicy ci nie mają najmniejszego pojęcia o szkodliwości własnej działalności – podobnie jak tasiemiec uzbrojony nie wie, że rujnuje organizm swego żywiciela i umiera wraz z nim w stanie pierwotnej niewinności.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   tygodnik „Najwyższy Czas!”   22 października 2010

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=27727 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]