Promujcie Tarasa dalej… – Tomasz P. Terlikowski

Facebookowy bohater wszystkich postępowców wciąż na łamach „Gazety Wyborczej”. Tym razem Dominik Taras udzielił wywiadu Dominice Wielowieyskiej. A w wywiadzie tym dzielił się swoimi przemyśleniami na temat życia, kultury, religii i… aborcji.

I oby takich wywiadów więcej. Dwukolumnowy tekst pokazuje bowiem całkowitą intelektualną i emocjonalną pustkę organizatora „akcji krzyż”. I choć może to budzić współczucie (jeden z moich profesorów twierdził był, że takim ludziom zwyczajnie należy się współczucie), to jednocześnie wywołuje uśmiech, a także rodzi pytania, jak „GW” może promować kogoś o tak, hmmm… ograniczonych możliwościach.

Zacznijmy od refleksji „wolnościowca” na temat tego, co powinno zrobić się z obrońcami krzyża. „We Francji to by wpadła policja, przegoniła i od razu byłby spokój” – opowiada „autorytet GW”, którego policja i straż miejska parokrotnie obiła („piło się piwo w miejscu publicznym czy coś i od razu zwijali, bez sensu”). A że policja nie chciała „zrobić porządku” to za porządkowanie zabrał się Taras i jego kumple. Dlaczego? Odpowiedź także zachwyca szczerością – żeby „wreszcie można było telewizję normalnie oglądać. A nie tylko ten krzyż i krzyż”.

Dalej też jest wesoło. Taras dzieli się swoimi przemyśleniami na temat wiary. I tak dowiadujemy się, że był ochrzczony, po komunii, „więc do końca chyba nie jestem ateistą. Ale od Kościoła odwróciłem się już w gimnazjum. Nie wierzę w Boga” – oznajmia Taras. A „GW” nie ma nawet tyle miłosierdzia dla niego, by wyjaśnić mu, że jak ktoś nie wierzy w Boga, to jest ateistą właśnie. Zabawnie też brzmią refleksje młodego „autorytetu” na temat buddyzmu, który rzekomo ma być mu bliski. Otóż istotą tej etyki ma być… – uwaga, uwaga! – zasada: „słuchajcie, nie kłóćmy się, możemy spokojnie porozmawiać przy herbacie”.

Potem zaczyna się jazda na Kościół. „…Kościół postęp hamował. Nauką się interesuję, taką bardziej rozwiniętą – fizyką, i wiem, co Kościół w średniowieczu robił. Jeśli ktoś głosił nauki inne niż Kościół, to wiadomo jak kończył” – peroruje Taras. A pani Wielowieyska nawet nie próbuje mu uświadomić, że fizyka – nawet ta najbardziej rozwinięta – nie zajmuje się historią Kościoła w średniowieczu. Nie zwraca mu też uwagi na to, że w średniowieczu nauka rozwijała się wyłącznie wewnątrz świata religii, co w tym okresie oznaczało przede wszystkim wewnątrz Kościoła.

Absurd goni absurd. Taras dalej oznajmia, że nie ma nic do religii. „Ale Kościół to jest odrębne państwo, które się zbytnio miesza. Ja jestem antyklerykalny. Po co np. trzymać celibat?” – pyta z triumfem. A mnie szczęka zwisa, bo trzeba naprawdę mieć talent, żeby przejść od odrębnego państwa przez antyklerykalizm, do celibatu. To już jest prawdziwa sztuka pustosłowia i głupoty.

Wielowieyska nie szczędzi też ostrzeżeń Tarasowi. I pyta: „Nie boi się Pan zadzierać z Kościołem?”. A on odpowiada: „No tak, czytałem »Kod da Vinci«, wiem jak się takie zadzieranie kończy. Opus Dei i inne takie”. Swoją drogą akurat to zdanie doskonale pokazuje, jakie są źródła wiedzy Dominika Tarasa.

A ja ze swojej strony chciałem uspokoić pana Tarasa. Panie Dominiku, Pan się nie boi, Opus Dei ma ważniejsze sprawy niż zajmowanie się ludźmi, którzy nie mają nic do powiedzenia, a zamiast mózgu mają sałatkę z krewetek. Jeśli może się Pan czegoś spodziewać po ludziach Kościoła, to modlitwy o łaskę rozumu. Łaskę, która – jak pokazuje ten wywiad – nie może bazować na naturze.

A do redaktorów „GW” mam apel. Promujcie Tarasa dalej. Nikt tak dobrze, jak on nie pokazuje miałkości intelektualnej i braku refleksji zwolenników „akcji krzyż”, niż jego bełkot.

Tomasz P. Terlikowski

Za: Fronda.pl | http://www.fronda.pl/news/czytaj/terlikowski_promujcie_tarasa_dalej | Terlikowski: Promujcie Tarasa dalej…

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content