Jak za Gierka… – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2010-10-6 10:46 am

Ponieważ dostałem tzw. „powiestkę” (tak w Kongresówce z rosyjska – „powiestka” po rosyjsku oznacza wezwanie – nazywane jest wezwanie do niezawisłego sądu) w charakterze świadka w sprawie karnej, spędziłem kilka godzin na sądowym korytarzu, żeby w końcu się dowiedzieć, iż rozprawa jest odroczona, ponieważ NIKT się nie zgłosił. Ale nie żałuję, bo czas oczekiwania na korytarzu na decyzję niezawisłego sądu skracaliśmy sobie pogawędkami na tematy aktualne. Kobiecina oczekująca na wyrok w sprawie swego syna marnotrawnego, komentując m.in. ostatnie zawirowania wokół Komisji Majątkowej przy MSWiA, w pewnym momencie stwierdziła, że do kontaktów z Panem Bogiem żaden Kościół nie jest jej potrzebny. Nieco zaskoczony takimi koneksjami z Niebem złożyłem jej gratulacje, zauważając wszelako, że cokolwiek złego by nie powiedzieć o Kościele, to przecież niepodobna odmówić mu, że istnieje, natomiast co do Pana Boga, to już nie jest takie oczywiste. Na poparcie tych wątpliwości przywołałem autorytet przodującej nauki w osobie filozofa, profesora Tadeusza Kotarbińskiego, który z liście do Antoniego Słonimskiego stwierdził kiedyś, że „nieistnienie jest atrybutem zaszczytnym, przysługującym także Bogu i sprawiedliwości”. Przywołanie autorytetu profesora Kotarbińskiego trochę moją rozmówczynię skonfundowało, ale odpowiedziała na to, że tak czy owak, „przecież w coś wierzyć trzeba”. Niestety nie chciała mi powiedzieć, dlaczego właściwie „trzeba” w „coś” wierzyć, więc chociaż najgorsze są nieproszone rady, dla podtrzymania rozmowy poradziłem jej, że skoro wszystko jedno, w co się wierzy, byle tylko wierzyć w cokolwiek, niechże uwierzy na przykład w Edwarda Gierka. – A wie pan – powiedziała z nagłym ożywieniem kobieta – on rzeczywiście dobrze chciał, a poza tym młodzi ludzie, nawet jak niczego nie umieli, to za jego czasów mieli zapewnioną pracę. W tym właśnie momencie otworzyły się drzwi do sali rozpraw i niezawisły sąd wezwał mnie żeby zakomunikować o odroczeniu rozprawy, a kiedy stamtąd wyszedłem, ani kobiety, ani jej marnotrawnego syna na korytarzu już nie było. Być może zatem nasza rozmowa nie będzie miała żadnych konsekwencji, ale być może stanie się zaczynem nowego wyznania religijnego w Polsce – gierkokatolicyzmu.

Taki gierkokatolicyzm byłby tubylczą odmianą znanego w Oceanii kultu „cargo”. Jak wiadomo, podczas II wojny światowej na wyspach Pacyfiku Amerykanie urządzali prowizoryczne lotniska. Tubylcy Kanakowie przyglądali się, jak z nieba przylatują stalowe ptaki, z których wyładowują nieprzebrane zapasy dóbr, jakich oko nie widziało, ani ucho nie słyszało. Więc kiedy po wojnie samoloty odleciały, na opustoszałych lotniskach Kanakowie zaczęli ustawiać makiety samolotów, żeby zwabić tamte stalowe ptaki i znowu opływać w należne właśnie im, a tylko podstępnie przechwycone przez cwanych zamorskich przybyszów dostatki.

Wygląda na to, że ateizm, czyli wiara w to, że Boga nie ma, raczej się u nas nie przyjmie, podobnie jak tak naprawdę nie przyjął się nigdzie. Jak napisała w jednej ze swoich piosenek Agnieszka Osiecka, „życie jest formą istnienia białka, ale w kominie coś czasem załka”, więc chociaż ateistyczni mądrale powtarzają swoje tautologiczne mantry, to ludzie swoje wiedzą i na wszelki wypadek wolą wierzyć w coś pozytywnie – że coś jest, a nie tylko w to, że nic nie ma. Trudno ich za to tak od razu ganić, bo skoro pijący sobie z dzióbków na różnych ekumenicznych sympozjonach zawodowi religianci twierdzą, że w każdej religii jest ziarno prawdy, to dlaczego nie wybrać sobie najwygodniejszej, ot choćby nawet gierkokatolicyzmu? Tym bardziej, że jak twierdzi przewielebny ksiądz Wacław Hryniewicz, piekła prawdopodobnie nie ma, a jeśli nawet jest – to puste, więc taki wybór zdaje się nie pociągać za sobą żadnego ryzyka, niczym inwestowanie w rządowe obligacje. Za to gierkokatolicyzm wychodzi naprzeciw bardzo żywotnej potrzebie współczesnego człowieka, mianowicie potrzebie niewinności – ponieważ według niego winowajcami są zawsze inni, bo myśmy dobrze chcieli, a że wyszło jak zawsze, to już nie nasza sprawa. Dzięki temu, bez względu na to, co się robi, można stale pozostawać w stanie pierwotnej niewinności, która oznacza ni mniej, ni więcej, tylko powrót, przynajmniej psychiczny, do rajskiego ogrodu. Czegóż chcieć więcej, zwłaszcza w czasach kryzysu finansowego i narastania długu publicznego, którym tak zaniepokoił się nawet sam profesor Leszek Balcerowicz, że aż uruchomił w Warszawie „zegar Balcerowicza”? Wygląda na to, że alternatywą dla katolicyzmu, czy w ogóle – chrześcijaństwa nie będzie wcale ateizm, tylko rozmaite postacie pogaństwa, które – jak wiadomo – polega właśnie na tym, by wierzyć w „cokolwiek” – więc czemu nie w Edwarda Gierka?

Oczywiście kult Edwarda Gierka siłą rzeczy musi mieć charakter lokalny, bo dla, dajmy na to, Annamitów, czy Senegalczyków nie był on i pewnie już nie będzie, żadnym autorytetem. Pewnie dlatego Organizacja Narodów Zjednoczonych wpadła ostatnio na pomysł stworzenia stanowiska specjalnego Ambasadora Ludzkości, który reprezentowałby ją wobec Kosmitów. Wprawdzie nie wiadomo, czy Kosmici istnieją, ale brak takiej pewności nie stanowi żadnej przeszkody w ustanowieniu stanowiska Ambasadora Ludzkości – oczywiście z odpowiednim budżetem oraz licznym i wykwalifikowanym personelem. Chyba nie chcemy, by w razie bliskiego spotkania III stopnia nasz Ambasador wystąpił samotnie, a co najwyżej samotrzeć, podczas gdy prezydentowi Kosmitów towarzyszyłaby wspaniała świta wyelegantowanych dygnitarzy? Do takiego obciachu pod żadnym pozorem dopuścić nie można; co by sobie o nas pomyśleli na Aldebaranie, który wśród „młodych, zadłużonych, z wielkich miast” uchodzi – oczywiście obok pani Jolanty Kwaśniewskiej, co to potrafi jeść bezę – za szczyt wytworności i dobrego smaku? Zatem kiedy Ambasador Ludzkości będzie odlatywał cywilno-wojskowym Tupolewem 154 na Andromedę, żeby tamtejszym tambylcom zawieźć od Ludzkości odkrytkę z życzeniami wszystkiego najlepszego, powinien zabrać ze sobą delegację na poziomie – mniej więcej takim samym, jak lista sygnatariuszy protestu skierowanego do premiera Tuska przeciwko pani minister Radziszewskiej. Myślę, że najlepszym sposobem skompletowania takiej delegacji będzie posłużenie się kryteriami zastosowanymi przy nominacji podobnej do konia pani Katarzyny Ashton na ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej i pana van Rompuy’a na jej prezydenta.

W zbiorze żydowskich anegdot zebranych przez Horacego Safrina znajdujemy również tę o bogaczu i jego niewydarzonym siostrzeńcu. Bogacz, ze względów rodzinnych zmuszony do zaopiekowania się niewydarzonym siostrzeńcem, a jednocześnie świadomy tego, iż pod żadnym pozorem nie można powierzyć mu jakichkolwiek obowiązków, wpadł na pomysł stworzenia nowego stanowiska pracy. Wręczył siostrzeńcowi trąbkę i wysłał go na krańce swej posiadłości, by wypatrywał Mesjasza, a kiedy ten nadejdzie – żeby trąbił, ile sił. Wyjaśnił mu, że Mesjasza rozpozna od pierwszego wejrzenia, bo będzie on miał oczy czerwone, jak wino – i w ten sposób raz na zawsze pozbył się kłopotu. Może to jest właśnie sposób nie tyle na pozbycie się rosnącej armii urzędników – bo o tym nie ma mowy – tylko o zmniejszenie kosztów jej utrzymania? Oczywiście pensje za wypatrywanie Mesjasza trzeba by im było płacić nadal, ale za to nie ponosilibyśmy kosztów wprowadzania w życie ich kolejnych pomysłów przychylania nam nieba, które od tych pensji są niewspółmiernie wyższe. No a poza tym, byłoby jak za Gierka, jeśli nawet nie całkiem, to prawie.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   Gazeta internetowa „Super-Nowa” (www.super-nowa.pl)   6 października 2010

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=27114 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]