Co było w rozkazie lotu?

Co dokładnie znajduje się w rozkazie lotu wydanym załodze Tu-154M przed wylotem do Smoleńska? Kto się pod nim podpisał i pod jakim kątem przeanalizują go prokuratura i pełnomocnicy rodzin ofiar katastrofy?

Jak podkreśla płk rezerwy Robert Latkowski, były szef 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, rozkaz lotu dla załogi statku powietrznego wydaje zawsze dowódca pułku lub jego zastępca. Na specjalnym druku wpisuje się skład załogi, ilość zatankowanego paliwa, trasę lotu i minimalne warunki lądowania, które mogą być różne ze względu na porę roku, zwraca się uwagę na oblodzenie, mgłę, śnieg czy opady deszczu. Określając warunki minimalne, bierze się więc pod uwagę minimalną podstawę chmur i minimalną widzialność, które to parametry są przypisane do konkretnego typu statku powietrznego. Jak podkreśla Latkowski, już po wydaniu rozkazu może nastąpić zmiana składu załogi. W dokumencie nie uwzględnia się natomiast tego, jakie czynności ma wykonać pilot w razie awarii maszyny. W przypadku lotów VIP-ów na dokumencie musi znaleźć się informacja dotycząca lotu weryfikacyjnego dwóch samolotów: głównego i rezerwowego. Rozkaz lotu dla załogi wydaje się zawsze przed oblotem weryfikacyjnym – jego ważność trwa 48 godzin. Precyzuje to instrukcja Head określająca procedury bezpieczeństwa przewozów VIP-ów. Lot weryfikacyjny więc może być równie dobrze realizowany na dzień czy 30 godzin przez lotem właściwym. Po oblocie maszyny komisja weryfikacyjna sprawdza dokładnie samolot, m.in. pod kątem ewentualnego wycieku paliwa czy oleju. Generał Anatol Czaban, szef Szkolenia Sił Powietrznych, podkreśla, że oblot statku prezydenckiego został wykonany z zachowaniem wszelkich procedur, a w rozkazie z 10 kwietnia dla załogi Tu-154 powinno być 1,8 tys. metrów widoczności. Tymczasem z komunikatów moskiewskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika, że widoczność na lotnisku wahała się od 300 do 500 metrów.

Dotąd nie wiemy, dlaczego piloci zdecydowali się na zniżanie maszyny – mówi Czaban. – Wyszkolenie pilota nigdy nie było i nie jest powodem do jakichkolwiek zagrożeń. Każdy lot na dany typ statku powietrznego może być wykonany przy określonych warunkach. Jeśli warunki są nieodpowiednie, czyli np. widzialność w danym dniu i regionie jest za mała, lotu się nie wykonuje – ocenia Czaban. Jak zaznaczył, wszelkie procedury związane z oblotem rządowego tupolewa były zachowywane. Warto jednak dodać, że na niecałe dwie doby przed lotem Tu-154 do Smoleńska, wieczorem 8 kwietnia, maszyna miała kolizję w powietrzu. Do zdarzenia doszło tuż po starcie maszyny z lotniska w Pradze. Na pokładzie samolotu znajdował się wtedy premier Donald Tusk, który wracał ze spotkania z prezydentem USA Barackiem Obamą oraz z prezydentami państw Europy Środkowo-Wschodniej. Technicy, którzy sprawdzili maszynę w Warszawie, nie wykryli wtedy żadnych usterek technicznych. Doświadczeni piloci przekonują jednak, że takie kolizje w powietrzu mogą być groźne w skutkach. Zwłaszcza wtedy kiedy dochodzi do zderzenia, podczas którego ptaki wpadają w silniki samolotu. Wówczas przegląd samolotu może potrwać od kilku godzin do doby. Dlatego, deklaruje Antoni Macierewicz, szef Parlamentarnego Zespołu ds. Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej, maszyna powinna była wykonać ponowny lot weryfikacyjny.

Mecenasi przeanalizują rozkaz

Rozkazy wydawane załodze statku powietrznego są zawsze dokumentem ewidencjonowanym. Jak zapewnia mecenas Piotr Pszczółkowski, rozkazy dla załogi lotu z 7 i 10 kwietnia na pewno znajdują się w aktach prokuratury. Tak samo jak rozkaz lotu Jaka-40, którym na uroczystości katyńskie lecieli dziennikarze. Naczelna Prokuratura Wojskowa obiecuje przeanalizować dziś sprawę. Z relacji mecenasa wynika, że lot z 10 kwietnia miał charakter wojskowy. Jak zaznacza Pszczółkowski, polska prokuratura jeszcze w dniu tragedii zabezpieczyła wszystkie dokumenty związane z lotem prezydenckiego tu. Materiały te stanowią w sumie ok. 2 tomów akt. Jego zdaniem, priorytetem powinno być uzyskanie wszelkich materiałów, jakimi dysponuje rosyjska prokuratura. W ocenie mecenasa Bartosza Kownackiego, najistotniejszym elementem analizy rozkazu dotyczącego lotu z 10 kwietnia byłyby owe minimalne warunki lądowania.

Anna Ambroziak

Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 12 sierpnia 2010, Nr 187 (3813) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100812&typ=po&id=po02.txt

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content