Rambo – prawdziwy obrońca krzyża – Michał Pluta

Aktualizacja: 2010-08-11 8:48 am

W 1968 r. komuniści do poskromienia demonstrujących studentów na Uniwersytecie Warszawskim użyli „aktywu robotniczego” czyli poprzebieranych w cywile łachy ormowców czy zomowców. Teraz, gdy warszawskiej straży miejskiej nie udało się rozgonić ludzi opowiadających się za pozostawieniem krzyża przed Pałacem Namiestnikowskim, do akcji ruszył aktyw. Tym razem była to młodzież, nie ZMP-owska co prawda, ale na tym etapie nie można wybrzydzać. Przywódca aktywu Dominik Taras, pseudonim Rambo, odgrażał się, że w trakcie demonstracji może dojść do przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny. Demonstracja miała zacząć się o godzinie 23.00 i zakończyć się o 1.00. Nie wiem czy w środku nocy kościół św. Anny był otwarty, ale takie drobiazgi dla kogoś, kto ma pseudonim Rambo pewnie nie są problemem.

Do telewizora zostali zaproszeni mądrale, wiadomo zawsze trzeba narzucić telewidzom jedynie słuszną interpretacje zdarzeń. No i mądrale nuże komentować, a im później w noc tym komentarze głupsze. Najlepiej wypadł Terlikowski, mówił rozsądnie, dlatego go tutaj pominiemy. Rolicki, jak to komunista, marudził coś o rewolucjach. Mniejsza z nim. Był też jakiś profesor z Uniwersytetu im. Stefana Wyszyńskiego, który sam nie wiedział co mówić, mruczał sobie coś pod nosem, przeskakiwał z tematu na temat, niby krytykował przyprowadzonych przez Rambo ludzi, ale zapewniał, że to odnosi się do obu stron. Wiadomo, powiedziałby dwa słowa za dużo i zwierzchnicy pogoniliby mu kota. Trudno, zdarza się. Cyrk zaczął się na koniec, gdy swe fizjonomie wpakowali w telewizor Andrzej Jonas, redaktor naczelny „The Warsaw Voice” i jeszcze jeden mądrala. Jonas nie mógł się nachwalić uczestników demonstracji zwołanych przez Rambo, którzy modlili się do makaronu, piłek plażowych, zdaje się, że klecili z drutu butelek i puszek po piwie coś na kształt krzyża. Więc chwalił, że to obrońcy krzyża, że to nowa Polska i że mu się ta nowa Polska bardzo podoba i takie różne. Nie wiem co mu się aż tak bardzo podobało, hołota jak hołota, nic nadzwyczajnego. Ale przypuszczam, że mogło mu  się podobać wspinanie się na znaki drogowe i latarnie uliczne, co uczestnicy demonstracji z iście małpią zręcznością praktykowali. Wiadomo, jaki pan taki kram. A gdy już udało im się powłazić na te latarnie uliczne i znaki drogowe, to nuże się pięściami okładać, co jednoznacznie dowodzi, że demonstracja była pokojowa. A to dlatego, że owi ludzie uwieszeni niczym małpiszony na znakach drogowych i lataniach ulicznych niewątpliwie tłukli się o pokój.

Obecny wśród obrońców krzyża był ksiądz Stanisław Małkowski, którego biogramem opozycjonisty można byłoby obdzielić dziesięciu ludzi, i tych dziesięciu ludzi miałoby powody do dumy. M. in. odprawiał razem z księdzem Jerzym Popiełuszką Msze święte za Ojczyznę, współpracował z KOR i ROPCiO, uczestniczył w strajku w Stoczni Gdańskiej, był kapelanem Solidarności. Dodajmy, że na liście niewygodnych księży, których Służba Bezpieczeństwa zamierzała zamordować znajdował się na pierwszym miejscu, nawet przed księdzem Popiełuszką. Już kiedyś widziałem jak redaktor w telewizorze, podczas wywiadu z księdzem Małkowskim, spanikowany tym, co ksiądz mówi, zaczął go zagłuszać swoim gadaniem. Tym razem dziennikarz relacjonujący zajścia na Krakowskim Przedmieściu nie zachował czujności rewolucyjnej i pozwolił księdzu Małkowskiemu powiedzieć do kamery, m. in. to, że demonstranci przyprowadzeni przez Rambo są wychowankami panów Owsiaka i Wojewódzkiego. Wywalą człowieka z roboty na zbity pysk! Co prawda żadni z nich panowie – Kiszczak, Jaruzelski to panowie, a ci to tylko chudopachołki, którzy muszą trzy razy Wyborczą przeczytać, zanim odważą się coś powiedzieć.

Oczywiście żaden z zaproszonych gości (Terlikowski zdaje się próbował tłumaczyć księdza) nie podchwycił zagadnienia poruszonego przez kapelana Solidarności. A przecież warto zastanowić się nad wartościami wyznawanymi przy ludzi przyprowadzonych przez Rambo. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – pisał Andrzej Frycz Modrzewski. Ta „złota młodzież” wychowana już w „wolnej i demokratycznej” Polsce, ta „nowa Polska”, którą zachwycał się zawsze wygłaszający jedynie słuszna zdania Andrzej Jonas, to tylko źle wychowane prostaki. Ten problem jest stokroć ważniejszy niż to, czy krzyż będzie stał jeszcze trochę przed Pałacem Prezydenckim, czy też za kilka dni zostanie przeniesiony do kościoła św. Anny.

Dla żartu wspomnijmy, że SLD nie zasypuje gruszek w popiele. Zorganizowani, jak to oni, więc i tym razem wcale nie potępiali kułaków, „reakcyjnego podziemia” czy bikiniarzy, ale domagali się przestrzegania świeckości państwa. „Wierzę głęboko, że jest możliwy dialog w Polsce wszystkich sił politycznych, wyznań i środowisk, aby państwo było dla wszystkich, aby państwo było świeckie, a religia była tam, gdzie państwo się kończy” – mówił Grzegorz Napieralski. Do czego to doszło, czy oni naprawdę chcą, aby prezydent III RP nie mógł zapalić Świec Chanukowych? Co im to przeszkadza?

Michał Pluta

Opracowanie: Bibula Information Service (B.I.S.) - www.bibula.com - na podstawie materiałów autorskich
Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=25541 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]