Lewe oko Normana Daviesa: PiS to „sekta”, a obrońcy krzyża to „fanatycy”

Norman Davies ostro skrytykował PiS nazywając partię sektą polityczną z własnymi świętymi i guru.

„PiS nie jest normalną opozycją, a sektą polityczną, posiadającą guru, misję i własnych świętych. To raczej ruch wywrotowy, który próbuje nie tyle polepszyć III RP, co ją zburzyć.”oświadczył Norman Davies w wywiadzie dla „Newsweeka”.

Znany brytyjski historyk, autor książek o historii Polski najwyraźniej postanowił porzucić badanie i opisywanie przeszłości kosztem włączenia się do „wojny polsko-polskiej”, która dzięki jego wypowiedziom dla „Newsweeka” zyskała już chyba miano „medialnej wojny światowej”.

W wywiadzie dla „Newsweeka” Davies chwali się, że to właśnie on na łamach zagranicznych mediów tłumaczył co dzieje się w Polsce po 10 kwietnia i jak bardzo Polacy są solidarni. Następnie historyk ostro krytykuje grupę obrońców krzyża pod Pałacem Prezydenckim twierdząc, że jako „fanatycy” forsują oni „dziwaczne” poglądy. To smutne, że dla tak znanego historyka obrona wartości religijnych i symbolu wiary, z którą utożsamia się znaczna większość Polaków jest jedynie forsowaniem „dziwacznych” poglądów.

„Jedenastego kwietnia staliśmy już z żoną godzinami przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. To właśnie ja, w kolejnych wywiadach dla CNN, BBC i innych anglojęzycznych stacji, mówiłem światu o wspaniałej solidarności narodu polskiego w żałobie. BBC World Service pokazywał te moje analizy co godzinę, chyba przez dwie doby. Bardzo mnie więc rani ostatni widok z tego samego miejsca, gdzie grupka fanatyków uderza w tę solidarność, forsując swoje dziwaczne poglądy i starając się wpływać na resztę Polaków.”czytamy w wywiadzie dla „Newsweeka”.

Panowie spokojnie

Od krytyki obrońców krzyża, Norman Davies uznawany dotychczas za światowy autorytet, który nie miesza się w wewnętrzne spory polityczne, przystępuje do krytyki Prawa i Sprawiedliwości, broniąc Janusza Palikota. Poseł PO zdaniem Daviesa zachowuje się w sposób kontrowersyjny i prowokujący, ze względu na politykę i dążenia PiS.

„Każda partia ma swoich „krzykaczy”, którzy obrażają i przesadzają, ale Don Palikot-Kiszot nie jest jedynym rycerzem walecznym na polu bitwy. Moim zdaniem źródła awantur trzeba szukać w jednej formacji (jeśli nie u jednego człowieka), która ruszyła do walki zaraz po wygranych wyborach w 2005 roku.
Formacja ta rzuca najboleśniejsze zarzuty na przeciwników i równocześnie narzeka, że ona sama jest ofiarą „brutalnego ataku”. Tego typu postawa przypomina mi zachowanie gościa, który idąc ulicą kopnie kogoś niewinnego w kolano, a potem protestuje, że kopnięty niemoralnie klnie. Nie wolno określać dawnych kolegów z Solidarności jako tych, którzy stoją „tam gdzie stało ZOMO” i jeszcze mieć pretensje do uczciwej debaty politycznej.” oświadcza Norman Davies w wywiadzie dla „Newsweeka”.

Natychmiast na słowa Normana Daviesa zareagowali blogerzy. Większość z nich krytykuje historyka za czynne włączanie się do świata polityki.

„Zaskakująco ostra deklaracja, głęboko niesprawiedliwa, zwyczajnie głupia. Od szanowanego historyka, obcokrajowca, mamy prawo oczekiwać znacznie więcej- większej powściągliwości, wyważenia, spokoju. Widać, że prof. Davies dał się ponieść emocjom, „popłynął” z falą krytyki, która dominuje w polskich mediach. Nie usprawiedliwia go fakt bycia cudzoziemcem; Davies podobno zna Polskę jak mało który Brytyjczyk, zna jej specyfikę, kulturę, orientuję się także – jak sądzę – w jej sytuacji politycznej.”napisał na swoim blogu na łamach Salonu24.pl bloger chinaski.

„Kiedyś, dawno temu, miałem bardzo dobre zdanie o tym człowieku, ale od kiedy zobaczyłem, że jest mu po drodze z czerwonym salonem, jest dla mnie zerem – i naukowym, i moralnym. No, ale przecież wielu zachodnich „naukowców” też kolaborowało z komunistami. I tu upatrywałbym źródła tej miłości Davisa do nadwiślańskich komunistów. Miłości odwzajemnianej. Bo opłacalnej.” pisze z kolei bloger Daredevil.

„Przypominam sobie, że kiedy powołałem się na jakąś jego pracę, to mój profesor się tylko roześmiał tłumacząc mi, że należy odwoływać się do poważnych historyków, a nie publicystów.Davies postrzega to, co dzieje się w Polsce nie okiem obiektywnego, chłodnego obserwatora, ale właśnie zaangażowanego publicysty. Zatem, jego prosalonowe wypowiedzi, mnie nie dziwią.”zauważa z kolei blogerka Antykrytyka.

Jak Wy oceniacie wypowiedź Normana Daviesa? Jest on nadal obiektywnym historykiem, czy poprzez wywiad dla „Newsweeka” stał się subiektywnym obserwatorem?

pedro

Za: wPolityce.pl | http://wpolityce.pl/frontend/view/964/

Skip to content