Czas pracuje dla pedofilów?

Aktualizacja: 2008-09-15 7:39 pm

W Holandii już słychać głosy lekarzy i polityków, którzy tłumaczą, że pedofilia, tak jak homoseksualizm, jest naturalną skłonnością pewnego odsetka ludności – pisze publicysta

Pedofilia jest dziś powszechnie uważana za zboczenie. Media się oburzają, gdy zostaje ujawniony kolejny przypadek wykorzystania seksualnego dzieci. Donald Tusk nazwał niedawno złapanego na Podlasiu pedofila kreaturą, która nie zasługuje na miano człowieka. Premier nie jest w swych odczuciach odosobniony: nawet zatwardziali kryminaliści nie mają litości dla współwięźniów pedofilów. Jednocześnie w świecie akademickim i kulturze masowej rozpowszechnia się klimat przyzwolenia na traktowanie dziecka jako obiektu seksualnego.

Przewodniczący założonej w 2006 roku w Holandii pedofilskiej partii Dobroczynność, Wolność i Różnorodność (NVD) Ad van der Berg twierdzi, że w swej działalności wzoruje się na lobby gejowskim. Jeszcze 100 lat temu homoseksualizm, nazywany wówczas sodomią, był powszechnie potępiany jako zboczenie. Dzisiaj w krajach zachodnich jest on nie tylko tolerowany, ale nawet traktowany życzliwie przez władze i dużą część społeczeństw. Zwiększa się liczba państw, w których legalizowane są związki jednopłciowe, łącznie z prawem do adopcji dzieci.

Ad van der Berg nie ukrywa, że marzy mu się, aby podobna ewolucja nastąpiła w odniesieniu do pedofilii. Przypomina, że mocny impuls w kierunku akceptacji homoseksualizmu wyszedł ze świata akademickiego. Środowiska pedofilskie, próbując usprawiedliwić i usankcjonować swój proceder, także powołują się na autorytet nauki, a zwłaszcza psychologii. Jednym z pionierów w tej dziedzinie był Wilhelm Reich, uczeń Zygmunta Freuda, twórca pojęcia rewolucja seksualna i główny popularyzator psychoanalizy w USA. Uważał on nieskrępowane niczym współżycie seksualne za konieczny warunek zdrowia psychicznego, dlatego radził, by podejmowane było jak najszybciej, nawet przed osiągnięciem pełnoletności.

Źycie seksualne według Kinseya

Nowy impuls pedofilskim postulatom nadał jednak Alfred Kinsey, autor osławionych raportów na temat życia seksualnego Amerykanów w latach 40. i 50. XX wieku. Kinsey twierdził, że dzieci – nawet w pierwszych latach życia – nie są pozbawione seksualności i mogą nawiązywać kontakty płciowe z osobami dorosłymi. Dowodził, że już noworodki mają rozwinięte potrzeby seksualne, które mogą być zaspokajane. W swoim „Raporcie o mężczyźnie” badacz precyzował nawet, do ilu orgazmów w ciągu godziny zdolne są dzieci poniżej czwartego roku życia. Twierdził, że gdyby społeczność wyzbyła się krępujących ją zahamowań, to połowa chłopców mogłaby doznawać orgazmu przed osiągnięciem wieku trzech lub czterech lat.

Jak Kinsey doszedł do takich wniosków? Otóż jego badania oparte były na wywiadach z osobami dorosłymi, które miały kontakty seksualne z dziećmi i na tej podstawie rozpoznawały oraz interpretowały zachowania swoich małoletnich partnerów. Głównymi autorytetami w dziedzinie dziecięcej seksualności okazali się więc pedofile gwałcący dzieci poniżej czwartego roku życia.

W raportach Kinseya znajdują się szczegółowe opisy zachowań dzieci podczas stosunków z dorosłymi. Reakcje nieletnich to m.in. „ekstremalne napięcie z gwałtownymi konwulsjami”, „wykrzywione usta”, „spazmatyczne skurcze”, „wytrzeszcz oczu”, „zaciskające się dłonie”, „szloch lub gwałtowny płacz, czasem z obfitymi łzami, szczególnie u młodszych dzieci”. Kinsey pisze, że dzieci „bronią się przed partnerem i mogą podjąć gwałtowne wysiłki, aby uniknąć orgazmu, chociaż czerpią niewątpliwą przyjemność z tej sytuacji”.

Amerykański badacz zlekceważył relacje 80 proc. molestowanych dzieci, które miały zaburzenia emocjonalne po kontaktach płciowych z osobami dorosłymi, i mówiły o swoim strachu związanym z tym doświadczeniem. Uznał, że reakcje te są wynikiem pruderyjnych ograniczeń konserwatywnego społeczeństwa, w którym dzieci zostały wychowane.

Kinsey w swoich badaniach zmienił też pojęcie normy i normalności. Uznał mianowicie, że normalne jest każde zachowanie seksualne, które jest fizycznie możliwe do wykonania. W ten sposób do rangi normy pierwszy raz podniesione zostały takie formy aktywności płciowej, jak homoseksualizm czy właśnie pedofilia.

Dla dobra dzieci

Ruch pedofilski zyskał tym samym naukową podstawę dla swoich roszczeń i zaczął coraz bardziej otwarcie występować ze swymi postulatami. Podobnie jak niegdyś środowiska gejowskie powoływały się na raporty Kinseya, walcząc o akceptację dla swoich żądań, tak powołują się na niego pedofile. Powtarzają za nim, że stosunki z dziećmi są seksualną normą, i że są one dla osób małoletnich korzystne. Główne hasło tego środowiska brzmi: chcemy dobra dla dzieci, dlatego domagamy się dla nich prawa do współżycia z dorosłymi.

Do najbardziej znanych promotorów pedofilii na świecie należą m.in. Richard Farson (psycholog, autor książki „Prawa człowieka dla dzieci”), Hubertus von Schönebeck (założyciel stowarzyszenia „Przyjaźń z dziećmi” i autor „Niemieckiego manifestu dziecięcego”) czy Tom O’Carroll (przewodniczący międzynarodowej organizacji PIE – Pedophile Information Exchange).

Dla popularyzacji pedofilii szczególnie dużo zrobił zmarły w 2006 r. holenderski działacz gejowski i seksuolog dr Frits Bernard. To on ukuł pojęcie tzw. pedofilii pozytywnej, twierdząc, że współżycie z dorosłymi wyzwala w dzieciach osobowość i wspiera ich rozwój emocjonalny. Zapytany przed śmiercią, jaki czynnik może spowodować społeczną akceptację pedofilii, odpowiedział jednym słowem: „czas”.

Coraz młodsi partnerzy

Lobby pedofilskie nie traci czasu i zdobywa coraz większe wpływy w środowiskach psychiatrów, dążąc do tego, by pedofilia została wykreślona z rejestru zaburzeń seksualnych, tak jak niegdyś homoseksualizm. Za swój sukces uważa orzeczenie Sądu Najwyższego USA, który w 1999 roku uznał, że likwidacja pedofilskich stron internetowych naruszałaby konstytucyjną zasadę wolności słowa.

Środowiska pedofilskie dążą również do obniżenia wieku prawnej dopuszczalności stosunków seksualnych. Na Węgrzech zmniejszono niedawno do 14 lat wiek dzieci, które mogą brać udział w filmach pornograficznych. W Danii z kolei obniżono granicę wieku, od której seks nie jest już zakazany, do lat 12. W tym samym kraju na skutek ostrego protestu ruchu obrońców zwierząt zakazano pornografii o charakterze zoofilskim. Jak widać, więcej oburzenia wywołuje wykorzystywanie seksualne zwierząt niż dzieci.

Dla popularyzacji pedofilii szczególnie dużo zrobił dr Frits Bernard. To on ukuł pojęcie tzw. pedofilii pozytywnej, twierdząc, że współżycie z dorosłymi wspiera rozwój emocjonalny dzieci

Tego typu rozwiązania prawne nie byłyby możliwe bez poparcia politycznego. Wielkie afery obyczajowe w Portugalii i Belgii ujawniły, że członkami siatek pedofilskich byli także znaczący politycy. W Portugalii aresztowano m.in. posła partii socjalistycznej, byłego ministra pracy czy byłego ambasadora w RPA.

W Belgii na ławie oskarżonych zasiadł pedofil związany z elitami liberalnej Partii Reform i Wolności. Okazało się też, że stosunki płciowe z osobami małoletnimi utrzymywał lider belgijskich socjalistów wicepremier Elio Di Rupio. Nie został oskarżony o pedofilię tylko dlatego, że chłopiec, z którym współżył, skończył akurat 16 lat, a w belgijskim prawodawstwie pedofilia dotyczyła kontaktów seksualnych z dziećmi przed 16. rokiem życia. Czyn ten jednak nie zdyskredytował go jako polityka.

Pojawienie się dziecka jako podmiotu (czy raczej przedmiotu) zachowań seksualnych było związane z działalnością liderów pokolenia ,68. Lewicowy publicysta amerykański Paul Berman w swej książce „Władza i idealiści” opisuje, dlaczego przywódca rewolty studenckiej w 1968 r. Daniel Cohn-Bendit porzucił działalność rewolucyjną i przez dwa lata kierował przedszkolem we Frankfurcie nad Menem.

Jego aktywność mieściła się w ramach ówczesnego projektu Nowej Lewicy, którego celem było „przeprowadzenie radykalnej operacji chirurgicznej na narodowym charakterze Niemców”. W centrum tego planu znajdowała się edukacja seksualna. Jak pisze Berman, „nauczyciele chcieli uwolnić naturalną seksualność małych dzieci”. W ten sposób zamierzano podkopać tradycyjny model wychowania i zniszczyć ośrodek formowania osobowości autorytarnych.

Uwolnić seksualność

Do czego prowadziły takie eksperymenty z dziećmi, można się dowiedzieć ze wspomnień Klausa Rainera Röhla, byłego redaktora naczelnego pisma „Konkret”, które w największym stopniu przygotowało grunt pod wybuch rewolty 1968 r. w Niemczech.

Tak opisuje on nastroje panujące w swoim środowisku: „po dalszej wnikliwej lekturze Wilhelma Reicha i Herberta Marcuse nikt nie zadowalał się polityczną indoktrynacją. Skoro własna seksualność była zmarnowana – co przejawiało się na przykład w tym, że ktoś uparcie wierzył w romantyczną miłość albo wzbraniał się przed zerwaniem swego narzeczeństwa (…) – to przynajmniej dzieci powinny być wychowane w duchu uwolnionego seksu. Także wczesne formy seksualizmu, jak faza analna, powinny być w pełni przeżywane przez dzieci. (…) Po fazie analnej dzieci powinny wejść możliwie wcześnie na następny stopień seksu i onanizować się publicznie. (…) Zatroskana matka zwróciła się do kolektywu z takimi słowami: » Moje dziecko ma już cztery lata i nie potrafi się prawidłowo onanizować«. Uwolniona seksualność budzona była i na inne, drastyczniejsze sposoby, jak obowiązkowe przyglądanie się stosunkom płciowym albo pedofilne zabawy z pięcioletnią dziewczynką”.

Zainteresowanie pedagogiką przedszkolną przez aktywistów generacji ,68 nie było specyfiką czysto niemiecką. W Stanach Zjednoczonych zajął się tym np. Bill Ayers – przywódca lewackich bojówek Weather Underground.Dziś liderzy pokolenia ,68 odżegnują się od jakichkolwiek skojarzeń z pedofilią. Jednak procesy mające na celu uwolnienie naturalnej seksualności dzieci zostały uruchomione, zakorzeniając się choćby w kulturze masowej.

Złamać tabu

Czasopisma i audycje telewizyjne dla młodzieży pełne są seksualnych podtekstów, a nawet wprost zachęt do rozpoczęcia życia seksualnego. W szkołach rozdawane są prezerwatywy i przekazywana jest wiedza o środkach antykoncepcyjnych, co przez uczniów odbierane jest jako zachęta do inicjacji płciowej. W ten sposób w świadomości społecznej utrwalany jest obraz osoby niepełnoletniej jako zdolnej do utrzymywania kontaktów seksualnych.

Nic więc dziwnego, że działacze lobby pedofilskiego pytają – jeżeli stosunki między dwiema osobami małoletnimi stają się czymś powszechnym i normalnym, to dlaczego tak samo nie potraktować relacji seksualnych między dorosłym a dzieckiem? Ich zdaniem takie kontakty są nawet korzystniejsze dla dziecka, które dzięki temu wprowadzone zostaje w świat relacji seksualnych przez kogoś doświadczonego.

Wbrew pozorom nie są to mrzonki garstki dewiantów. Środowiska pedofilskie to setki mniej lub bardziej jawnych grup, stowarzyszeń, pism czy stron internetowych z forami dyskusyjnymi i listami przebojów. Liderzy partii NVD uważają, że naukowa akceptacja pedofilii oraz kulturowe przyzwolenie na traktowanie dziecka jako obiektu seksualnego doprowadzą w końcu do zalegalizowania tego zjawiska. W Holandii już słychać głosy lekarzy i polityków, którzy tłumaczą, że pedofilia, tak jak homoseksualizm, jest naturalną skłonnością pewnego odsetka ludności.

Czy kolejne tabu obyczajowe zostanie więc złamane? Na pierwszy rzut oka nic dzisiaj na to nie wskazuje. Ale pół wieku temu nikt w Europie też nie wyobrażał sobie, że mogą zostać zaakceptowane i zalegalizowane rozwiązania, które dzisiaj w wielu krajach są normą. Czy zapewnienia dr. Bernarda, że czas pracuje na korzyść jego środowiska okażą się prawdziwe?

Grzegorz Górny

Autor jest publicystą, redaktorem kwartalnika „Fronda”

Za: Rzeczpospolita | Grzegorz Górny 16-09-2008, ostatnia aktualizacja 16-09-2008 00:38

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=2506 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]