Jak Niemcy kłamali o Powstaniu – dr Piotr Łysakowski

Pierwsze doniesienia o Powstaniu Warszawskim pojawiły się w niemieckiej prasie dopiero po 2 tygodniach od jego wybuchu, prawdopodobnie w momencie kiedy Niemcy nabrali przekonania, że zakończy się ono klęską. Decyzja propagandowa o nieinformowaniu własnej opinii publicznej o tym wydarzeniu była zapewne podyktowana również złym położeniem Niemców na wszystkich istotnych frontach wojennych oraz lipcowym zamachem na Hitlera. W publikacjach podkreślano m.in. rzekomą skrajną nieodpowiedzialność organizatorów Powstania określanego mianem jednej wielkiej „awantury”. Skutecznie przemilczano bohaterstwo żołnierzy AK nazywanych „bandytami” oraz zbrodnie popełniane przez Niemców na ludności cywilnej.

17 sierpnia w „Berliner Boersen Zeitung” w obszernym artykule „Idzie o Warszawę – bitwa pancerna wśród bagien i krzaków” pisano o ciężkich walkach na wschodnim odcinku frontu i atakach Sowietów likwidowanych przez pancerne jednostki armii niemieckiej i „Waffen – SS”. W tym kontekście pojawiła się po raz pierwszy wzmianka o „Powstaniu, które wzniecono 1 sierpnia w Warszawie”. O ile informacja ta we wspomnianym dzienniku jest wstydliwie „ukryta” w treści artykułu, o tyle w następnych dniach zamieszczano coraz więcej artykułów poświęconych Powstaniu.

Z kolei 19 sierpnia w gazecie Niemieckiego Frontu Pracy „Der Angriff” pisano: „Na początku sierpnia za plecami walczącego niemieckiego frontu wybuchło w mieście Warszawa powstanie, jego inspiratorów należałoby szukać w Moskwie. Zostało już ustalone ponad wszelką miarę, że powstańcy mieli zupełnie fałszywe oczekiwania dotyczące możliwej pomocy z zewnątrz. Brak szans na powodzenie całego przedsięwzięcia stał się jasny bardzo szybko, gdy Wehrmacht zatrzymał uderzenie sowieckich armii w pewnej odległości od Warszawy (…) po tym jak pomoc dla powstania stała się iluzoryczna, Moskwa natychmiast poprzez radio i agencje prasowe oczyściła się z odpowiedzialności za powstanie i zrzuciła całą odpowiedzialność za nie na rząd emigrantów (…) Bolszewicka gra jest bardzo łatwa do przejrzenia (…) np. w 'Izwiestiach’ można przeczytać, że 'reakcyjna banda emigrantów dała rozkaz do powstania ze swoich cieplutkich gabinetów’ (…) Jest tu bardzo wyraźnie pokazane, że rządcy Kremla posyłają w pełni świadomie warszawskich Polaków, którzy nie są bolszewiccy, na śmierć”.

Teksty opublikowano po odcięciu się Stalina (16 sierpnia 1944 roku) od jakichkolwiek związków z Powstaniem i od obietnic pomocy składanych powstańcom. Natomiast brytyjskie zrzuty dla walczącej stolicy zostały w ślad za szwedzką gazetą „Aftonbladet” określone przez „Berliner Boersen Zeitung” jako kuriozalny „prezent” zrzucony dla „band z Warszawy (…)”. W bardzo podobnym tonie wypowiedziała się też „Voelkischer Beobachter” z 19 sierpnia, informując o tym, że wybuch w Warszawie został wywołany przez „polskich bandytów”, którzy w większej części byli młodzieńcami. Ich wiek określano na 15-21 lat. Warszawiacy mieli zaś odnieść się do ruchu powstańczego niezwykle negatywnie. „Odczłowieczenie” i zrównanie z pospolitymi przestępcami zawdzięczali powstańcy prawdopodobnie (oprócz utrwalonej pogardy dla Polaków) także dyrektywom płynącym z ważnych centralnych urzędów administracji państwowej III Rzeszy w Berlinie.

Z upływem czasu ukazywało się coraz więcej (mniej lub bardziej) precyzyjnych informacji na temat wybuchu Powstania i przebiegu jego pierwszych dni. Wiadomości te na ogół były czerpane z zagranicznych środków masowego przekazu i nie ulega wątpliwości, że były także cenzurowane, np. znaczny obszar miasta zajęty przez Armię Krajową określano jako ” (…) części miasta i budynki (…)”, co miało sprawiać wrażenie ograniczoności ruchu powstańczego. Informacje te podawane były też w trybie warunkowym, a często używane wyrażenie „udało się” w odniesieniu do powstańczych sukcesów miało je od razu i z definicji dezawuować. Przyczyna tego stanu rzeczy była jasna „bandy z Warszawy” nie mogły dominować nad heroicznymi niemieckimi żołnierzami, którzy bronili właśnie europejskiej cywilizacji przed bolszewickim najazdem. Korzystano także z okazji, by cytując fragmenty z artykułów brytyjskiej prasy inspirowanych przez rosyjską agenturę („Daily Worker”), poniżyć i odebrać honor przywódcom Powstania i polskim liderom na Zachodzie. Wspominano o „półfaszystowskim rządzie polskim w Londynie”, który dla własnej satysfakcji i interesów dał rozkaz wybuchu Powstania.

Tragedia Powstania, według niemieckiej prasy, nie wynikała z morderczego zachowania się Niemców w zabijanym właśnie mieście, lecz z „samobójczych postaw powstańców”. Zgodnie z obowiązującym stereotypem Polacy byli nieodpowiedzialni aż do granic możliwości. W gazecie „Der Angriff” z 22 sierpnia cytowano brytyjskie opinie o tym, że „(…) sowieckie dowództwo celowo 'wyhamowało’ swoje wejście do Warszawy po to, by Polacy w Warszawie sami dali się zlikwidować poprzez swoje wariackie powstanie (…)”. Z pełną „schadenfreude” przywitano apel Polek wysłany do Papieża drogą radiową z walczącej Warszawy, w którym wołały o pomoc dla opuszczonej stolicy Polski i pytały, dlaczego „świat nie troszczy się o nasz kraj”. Kilka dni później w tej samej gazecie ponownie w tym kontekście kilka razy podkreślano, odwołując się do prasy portugalskiej, kompletny bezsens „samobójczego Powstania” i „polskiego wariactwa”. Zwracano też uwagę na potężną presję wywieraną na Polaków przez wkraczające wojska sowieckie, by przyjmować „postawy przyjazne komunistom”.

W niemieckich gazetach nie pisano szczegółowo, co zresztą zrozumiałe, o liczbie wymordowanej ludności cywilnej Warszawy i stratach powstańców. Nie zająknięto się także ani słowem o poległych żołnierzach niemieckich. Za te dramaty jednak w myśl przedstawianych tekstów byli odpowiedzialni przywódcy Powstania z Generałem Tadeuszem Borem-Komorowskim na czele i władze Rzeczypospolitej na uchodźstwie. To właśnie byli ci, którzy wywołali tę „awanturę” w porozumieniu ze Stalinem, który ostatecznie i tak wszystkich oszukał, oraz z aliantami, którzy w końcu zostawili samym sobie i powstańców, i warszawiaków.

Podsumowując upadek Powstania, nieunikniony przecież w określonej sytuacji polityczno-militarnej, Josef Goebbels mówił: „(…) Można los Warszawy uznać nieomalże za zrządzenie Opatrzności. Miasto zostało po raz drugi w tej wojnie całkowicie zniszczone, a przecież tutaj zaczęła się wojna”. Słowa te są kwintesencją opinii niemieckiej prasy o Powstaniu Warszawskim.

Dr Piotr Łysakowski

Autor jest historykiem, specjalizuje się w historii Niemiec. Pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie.

Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 31 lipca - 1 sierpnia 2010, Nr 177 (3803) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100731&typ=pw&id=pw31.txt

Skip to content