Agent Buchanan – Maciej Eckardt

Gruzja nie schodzi z łam mediów. I nie dziwota, wszak taki „hit” w sezonie ogórkowym nie zdarza się często. Wszyscy zastanawiają się, czy „ruskie” z Gruzji wyjdą, czy nie wyjdą. Wiadomo, że jak już wejdą, to wychodzą rzadko i niechętnie. Nie tylko złośliwi przy okazji stawiają pytania, ile po drodze skubną zegarków, ile sklepów obrabują i ile muszli klozetowych zdewastują.

Pytania te wcale do retorycznych nie należą, gdyż sam wielokrotnie słuchałem opowieści mojej babki, jak to też „dudłaje” (inaczej o Ruskich nie mówiła, bo miała ku temu powody) się zachowywali po wkroczeniu do Poznania. Nie będę przywoływał opowieści o urwanych spłuczkach, myciu się w klozecie, obtłukiwaniu złoconych uszek w filiżankach, czy aby nie są z prawdziwego złota, czy wreszcie załatwianiu potrzeb fizjologicznych do szuflady i zabijaniu jej gwoździami, bo to tylko drobne przewiny w stosunku do brutalnych gwałtów, bezsensownych mordów i zorganizowanego złodziejstwa, jakie Krasnaja Armia ze sobą niosła.

Rzecz w tym, że tego typu opowieści nie zmieniają rzeczywistości i stanowią jedynie smutne pokłosie wszelkich wojen i konfliktów, podczas których obowiązuje zasada, że „trofiejne” znaczy moje i basta! A że Ruskie w tej materii byli i są najbieglejsi, to na to już nie poradzimy, bo każda nacja jakieś zdolności w końcu ma, choć akurat w tej materii – gwoli ścisłości – z Ruskimi w zawody śmiało mogłyby iść inne nacje i to nawet bardziej cywilizowane. Ale w sumie nie o tym chciałem, choć to temat warty pociągnięcia i aż się dziwię, że nie ma jeszcze w tej kategorii sążnistych opracowań.

W polskich mediach tymczasem trwa promocja doktora Ariela Cohena – eksperta w Heritage Foundation, a więc instytucji ściśle związanej z najtwardszym jądrem amerykańskiego nurtu neokonserwatywnego. Pouczając nadwiślańskich tubylców, wchodząc im na ambicję i zręcznie manipulując emocjami, doktor Cohen sączy mądrości, że z Rosją trzeba twardo, że trzeba przekreślić jej aspiracje do przystąpienia do WTO, a także odebrać jej organizację igrzysk w Soczi w 2014 roku, bo to raptem 200 km od Gruzji, że tylko bat i knut są w stanie trzymać w ryzach wschodniego niedźwiedzia. Wszystko to z należytym posłuchem drukują polskie media, wielce przejęte sprawą, bo też rzadko się zdarza, by taka „powaga intelektualna”, sama z siebie zaszczyciła swoim intelektem nadwiślańskie redakcje. Te z miejsca, niestety, z dziubka pić mu zaczęły, bez jakiegokolwiek opamiętania.

W tak zwanym międzyczasie, inny wilk amerykańskiej polityki Pat Buchanan („Śmierć Zachodu”, „Prawica na manowcach”), nie zważając na „poprawność gruzińską”, wysmarował tekst, który wywołał irytację wielu ważnych obserwatorów sceny międzynarodowej, a wściekłość jastrzębi polityki amerykańskiej, czyli m.in. doktora Cohna. I nie bez kozery, bo Buchanan nie jest żadnym lewakiem, ale najprawdziwszym amerykańskim prawicowym rarogiem, nazwanym nawet przez złośliwych paloekonserwatystą. Pokazuje to, że w Ameryce konserwatysta konserwatyście nierówny, co dobrze świadczy o Wielkim Bracie, bo co by to w końcu było, gdyby amerykański konserwatyzm ograniczał się jedynie do przedrostka „neo”.

W Polsce „wyskok” Buchanana został przyjęty w środowiskach prawicy z niedowierzaniem, a nawet wściekłością. Wynoszony jeszcze niedawno pod niebiosa wróg wszelkiego socjalizmu, wpływów lewicy i obrońca tradycyjnego modelu życia i rodziny, w sposób mało pochlebny wygarnął, co myśli o sytuacji w Gruzji i jej prezydencie Saakashvilim. W dziwny sposób myślenie Buchanana zakorespondowało z wypowiedziami innego wynoszonego pod nieboskłon przez polską prawicę prawicowca, a mianowicie Vaclava Klausa, który także o panu Saakashvilim wyraził się mało pochlebnie, co pokazuje, że prawica jako taka, w kwestii gruzińskiej monolitem żadnym nie jest.

I gdyby przyjąć teraz optykę i sposób myślenia niektórych mułłów polskiej prawicy, to uznać by należało, że Buchanan i Klaus są agenturą KGB, zdrajcami wolnego świata, czy też innymi wilkołakami, którzy nie rozumieją, o co chodzi na Kaukazie, bo tylko człowiek mało rozumny może pleść androny, że prezydent Saakashvili jest z lekka, lekko rzecz ujmując, nieodpowiedzialny. Wprawdzie Klaus i Buchanan uchodzą w oczach uczesanej prawicy za dziwaków, bo chlapią jęzorami nader niepolitycznie, ale nie sposób pominąć ich punkt widzenia w dyskursie na prawicowym firmamencie. Bo warto się kłócić i spierać, mówić odważnie, co się myśli, nie będąc narażonym na zarzut zdrady, agentury czy innej potworności. Bo gdzie, jak nie na prawicy, właśnie WOLNOŚĆ poglądów powinna mieć pierwszeństwo nad wszelką poprawnością. Nawet tą prawicową, która zaczęła się jakoś dziwnie na niej plenić.

Poniżej tekst Buchanana (w wersji bez polskich znaków) , za portalem www.prawica.net

Kto zaczął drugą zimną wojnę?

Amerykanie po wsze czasy wdzięczni powinni być “Starej Europie” za wykolejenie planu Busha i McCaina, chcących przyjęcia Gruzji do NATO. Gdyby Gruzja była w NATO – wtedy kiedy Saakashvili napadl na Poludniową Osetię – to stalibyśmy twarza w twarz z Rosjanami w wojnie na Kaukazie, gdzie przewaga Moskwy jest tak samo wielka, jak przewaga USA na Karaibach w czasie kryzysu z kubańskimi rakietami.

Jesli wojna rosyjsko-gruzinska nie okaze sie czyms innym jeszcze, to jest jest ona w takim razie przykladem szalenstwa dawania narwancom z nieprzewidywalnych panstw moznosci wciagania Stanow Zjednoczonych w wojne.
Tak jak powiedzial to sekretarz obrony Robert Gates, US od Harry Trumana po Ronalda Reagana probowaly unikac wojny z Rosja – nawet wtedy gdy Niedzwiedz byl najbardziej brutalny.

Truman odmowil uzycia sily by przelamac stalinowska blokade Berlina. Ike odmowil interweniowania gdy Rzeznik Budapesztu utopil w krwi wegierska rewolucje. LBJ siedzial bezczynnie gdy czolgi Leonida Brezniewa miazdzyly praska wiosne. Odpowiedzia Jimmy Cartera na brezniewowska inwazje Afganistanu byl bojkot moskiewskiej olimpiady. Kiedy Brezniew rozkazal swym warszawskim satratom zdusic Solidarnosc i zestrzelil poludniowo-koreanski samolot pasazerski zabiajajac dziesiatki obywateli US – wlaczajac kongresmana – Reagan nie zrobil nic.
 
Ci prezydenci nie byli tchorzami. Oni po prostu nie chcieli wojny wtedy, gdy zadne zywotne interesy US nie byly zagrozone w stopniu usprawiedliwiajacym wojne. Jednak gdyby George W. Bush postawil na swoim i Gruzja byla w NATO, to US Marines mogliby walczyc przeciwko zolnierzom rosyjskim, o to czyja flaga powinna powiewac nad prowincja zamieszkala przez 70.000 Poludniowych Osetyncow wolących Rosjan a nie Gruzinow.

Aroganckie szalenstwo architektow postzimnowojennej polityki US jest wystawione na pokaz publiczny. Przyjmujac do NATO trzy byle republiki sowieckie, przesunelismy amerykanska nieprzekraczalna “czerwona linie” z Elby na odleglosc bedaca nieomal w zasiegu strzalu armatniego z dawnego Leningradu.

Jesli Ameryka przyjmie Ukraine do NATO, to Jalta – wakacyjny kurort carow -znajdzie sie w NATO, a Sewastopol – macierzysty port rosyjskiej floty czarnomorskiej – stanie sie baza morska U.S. Sixth Fleet. Razem wziete, jest to “o jeden most za daleko.”

Czyz nie potrafimy zrozumiec ze rosyjski patriota w rodzaju Vladimira Putina moze byc podrazniony amerykanskim okrazaniem jego kraju, po tym jak Rosja wyzbyla sie swego imperium i szukala naszej przyjazni? Jak zareagowalby Andy Jackson na podobne naciski Imperium Brytyjskiego?

W 1991 ropa Kazachstanu, Turkmenistanu i Azerbajdzanu nalezala do Rosji. Czyz naprawde nie potrafimy zrozumiec dlaczego Putin nie mialby plonac gniewem przeciwko chciwym jankesom budujacym rurociagi przez Gruzje, by wysysac na zachod rope i gaz Basenu Kaspijskiego?

Przez dziesiec lat Putin & Co. przygladali sie jak agenci US pomagali obalac przyjazne Rosji rzady na Ukrainie i w Gruzji.

Jesli druga zimna wojna nadchodzi, to kto ja zaczal jesli nie my?

Blyskawiczna i zdecydowana akcja armii Putina przepedzajacej sily gruzinskie z Poludniowej Osetii w 24 godziny po tym jak Saakashvili rozpoczal ostrzal artyleryjski i inwazje, sugeruje ze Putin znal dokladnie zamiary Saakashvili i spuscil mu lanie.

A co my wiedzielismy? Czy nie widzielismy, ze Gruzja ma zamiar wpakowac sie w pulapke Putina? Czyz nie widzielismy, ze Rosjanie czekali w pogotowiu po drugiej stronie granicy? Czy dalismy Saakashvili zielone swiatlo?

Joe Biden powinien przeprowadzic publiczne przesluchania by ustalic kto doprowadzil do takiego upokorzenia US.
Wojna w Gruzji ukazala niebezpiecznie szerokie rozciagniecie sil US. Nie ma mowy by Ameryka mogla toczyc wojne z Rosja na Kaukazie, w czasie gdy nasze armie walcza w Afganistanie i Iraku. Nie powinnismy. Jest wobec tego szalenstwem oferowanie Tbilisi – jak chca tego John McCain i Barack Obama – czlonkostwa NATO.

Stany Zjednoczone musza zdecydowac czy chca partnerstwa z “wadliwa” Rosja, czy drugiej zimnej wojny. Jesli chcemy kolejnej zimnej wojny, to odcinanajac Rosje od kaspijskiej ropy i wpychajac jej NATO pod sam nos, robimy dokladnie to co nalezy.

Vladimir Putin to nie Stalin. Jest nacjonalista zdecydowanym by jako przywodca dumnego i poteznego kraju zapewnic prymat swego panstwa w jego wlasnej strefie – tak samo jak prezydenci US od Jamesa Monroe po Busha robia to po naszej stronie Atlantyku.

Wskrzeszona Rosja nie jest zagrozeniem dla zadnych zywotnych interesow Stanow Zjednoczonych. Jest zagrozeniem dla Amerykanskiego Imperium sadzacego, ze ma jakies przez Boga nadane prawo umieszczania swej militarnej potegi w ogrodzie lub na werandzie Matki Rosji.

Kto rzadzi w Abchazji lub Poludniowej Osetii to nie nasz interes. Dlaczego zatem po tej szalenczej awanturze Saakashvili, nie pozwolic ludziom z tych prowincji zadecydowac samym o swej przyszlosci w plebiscytach przeprowadzonych przez Narody Zjednoczone lub Organizacje Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie?

Gdy idzie o Saakashvili, to po tym wyczynie jest on juz chyba spalony w Tbilisi. Niech wiec neokonserwatysci zalatwia mu teraz jakas ciepla posade w American Enterprise Institute.

Źródło oryginalne

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content