Jałtańska cisza elit – Powstanie 44 – Marek Jan Chodakiewicz

Aktualizacja: 2008-08-5 9:59 am

Dwa lata temu gazeta The Financial Times (28 lipca 2006) skrytykowała “bliźniaków Kaczyńskich” za przeprowadzane przez nich reformy. Autor wstępniaka przypomniał “narodową reputację [Polaków] do skłonności do impulsywnych działań [pod Monte Cassino i kiedy indziej w ich historii) (“the national reputation for impulsive (at Monte Cassino and elsewhere in their history)”].

Naturalnie chodzi tutaj przede wszystkim o Powstanie Warszawskie – fakt, o którym angielski redaktor nie chciał pisać wprost.

Dla optymistów jest to znak wyrzutu sumienia na Zachodzie. Twierdzą oni, że Powstanie Warszawskie najlepiej symbolizuje opuszczenie Polski przez naszych aliantów między 1939 a 1945 r., oraz potem. Potęga tego symbolu powodowała jego przemilczenie przez 60 lat.

Wyrzut sumienia?

Jest to dziwne rozumowanie. Dla polityków zachodnich Powstanie było bardzo niewygodne. Komplikowało wspólne stosunki ze Stalinem. Dlatego Powstanie Warszawskie funkcjonowało jedynie przez chwilę w zbiorowej zachodniej świadomości – bardziej w Wielkiej Brytanii niż w USA. Było obecne bardzo krótko jesienią 1944 r. Powstanie zaistniało dzięki mediom, a szczególnie listowi otwartemu Naczelnego Wodza, gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Ale pamiętajmy, że w tym czasie media zachodnie dużo bardziej ekscytowały się aliancką inwazją na Normandię oraz potężną ofensywą sowiecką, która do końca lata 1944 r. dotarła do Wisły, oraz zajęła część Bałkanów.Przez następne pół wieku Powstanie właściwie nie funkcjonowało w zbiorowej pamięci Zachodu. Było konsekwentnie przemilczane przez media.

O Powstaniu nie mówili też za bardzo zachodni politycy, bowiem trudno było oczekiwać po nich corocznicowego samobiczowania. Trudno było nawet spodziewać się krokodylich łez po Powstaniu, gdy – logicznie – zryw Polaków godził przecież w ustalony w Teheranie i Jałcie ład powojennego świata. Pamięć o nim podważała więc pokój i dobrobyt Zachodu.Naturalnie nawet wśród polityków zachodnich były prominentne wyjątki. Gdzieniegdzie pamiętano o Powstaniu. Prawie bez wyjątku chodziło o podkreślenie polskiej woli walki o wolność w kontekście antykomunizmu.

W latach 60dziesiątych ubiegłego stulecia z okazji Powstania generała Tadeusza Komorowskiego (“Bór”) przyjął prezydent USA L.B. Johnson, walczący wtedy ostro z komunistami w Wietnamie. W 1984 r. prezydent Ronald Reagan na uroczystym przyjęciu w Białym Domu udekorował Stefana Korbońskiego, ostatniego szefa Polskiego Państwa Podziemnego, oraz innych powstańców wysokimi odznaczeniami państwowym. Na miłe słowa zdobyła się też pani Premier Margaret Thatcher. Ale to były wyjątki w morzu niepamięci.

Uniwersytety

Z tego samego powodu właściwie nie było zapotrzebowania na Powstanie na zachodnich uniwersytetach. Tutaj kompleks jałtański nałożył się na silny filosowietyzm oraz powszechną niemal lewicowość na wydziałach nauk społecznych. Wraz z narastaniem takich postaw od lat 60dziesiątych, zanikały odruchy sympatii z Polską wolną, niepodległą, tradycyjną, chrześcijańską. Polską, o jaką walczyli powstańcy warszawscy. W rezultacie bardzo niewielu historyków zachodnich poświęcało czas na badanie tej tragedii. A jeśli już, to byli to polscy emigranci – J.K. Zawodny czy Jan Ciechanowski. Norman Davies to prawie zupełny ewenement. Wyjątek od reguły.Trudno więc mówić o funkcjonowaniu Powstania jako kolektywnego wyrzutu sumienia na Zachodzie, gdy jałtańska cisza elit o nim była normą.

Przełom?

W czerwcu i sierpniu 2004 r. – na rocznicę D-Day (inwazja na Normandię) oraz Powstania – stacja telewizyjna CNN wyemitowała program “The Warsaw Rising ‘44”. Było to pierwsze poważne wydarzenie medialne o Powstaniu od 1944 r. Zaskoczyło to wielu obserwatorów. Niektórzy polonijni działacze samogratulująco poklepali się po łopatkach, wskazując na “potęgę Polonii”. Post-komuniści z warszawskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wskazywali na udział Polski w wojnie w Iraku. Nadwiślani euroentuzjaści podkreślali, że program CNN udowadnia czarno na białym, że “nareszcie nas zauważono” w związku z wejściem do Unii Europejskiej.Reakcje na Zachodzie były różne. Przeważała chyba żałość i zdumienie. Pochylono głowy nad tragedią. Naturalnie CNN otrzymała również pogróżki od neonazistów, insynujące, między innymi, że “Warsaw Rising ‘44” to “polski spisek.”Jak było naprawdę?

Powstanie Powstania ‘44

W sierpniu 2003 r. baronowa (Lady) Blanka Rosenstiel, znana działaczka polonijna w USA zdecydowała, że na okrągłą, 60dziesiątą rocznicę Powstania Warszawskiego jego uczestnikom, jak również wszystkim Polakom, należy się film. Zamieszkała w Miami na Florydzie oraz w Charlottesville w Wirginii, Lady Blanka była dziewczynką, gdy wraz z matką oraz dwójką braci została złapana w powstańczej Warszawie i wywieziona do obozu pracy przymusowej do Rzeszy. Jej ojciec zginął wcześniej w Dachau, a ciotka na Pawiaku. Oboje byli żołnierzami konspiracji niepodległościowej. Lady Blanka czuła się zobligowana patriotyzmem pamięci o bliskich, o zniszczonym mieście swego dzieciństwa. Co więcej, Lady Blanka od kilkudziesięciu lat jest animatorem całego szeregu kulturalnych przedsięwzięć sławiących imię Polski w USA. Tak było i tym razem.

Do Lady Blanki dołączyła inna polonijna woluntariuszka, profesor medycyny Uniwersytetu Georgetown i wybitny naukowiec z National Institutes of Health, dr. Maria Michejdowa. Rodzice Marii, która jest z domu hr. Łącka herbu Korzbok, też działali w podziemiu. Czyli – w pewnym sensie – nastąpił spisek polskich arystokratek. Obie panie wydały nam rozkaz udzielenia pomocy temu projektowi. Głównie polegało to na konsultacjach oraz badaniach w archiwach filmowych i innych.

Lady Blanka zdecydowała się ,sfinansować film. Początkowy plan zakładał powstanie obrazu na użytek Polonii. Miał go kręcić Gene Starsky (który zresztą równolegle stworzył taki dokument). Tymczasem Lady Blanka starała się też przekonać The History Channel aby ten dołączył się do projektu, przejął go. Wiadomo – renomowana stacja telewizyjna zapewnia szeroką dystrybucję. Na razie nic z tego nie wyszło. Jednak po sukcesie projektu CNN, The History Channel niezależnie wyprodukował – z naszą pomocą — własną wersję bitwy o Warszawę w 1944 r. Ale to stało się dopiero w 2005 r.

Wejście CNN

Tymczasem jesienią 2003 r. dr. Maria Michejdowa rozmawiała o projekcie filmu z profesorem Zbigniewem Brzezińskim. Ten zgodził się, że najlepiej będzie gdy projekt wykona renomowana stacja. Wspomniał o red. Davidzie Ensorze z CCN, który pełni funkcje korespondenta do spraw bezpieczeństwa narodowego. Maria zaaranżowała obiad proszony dla red. Ensora z małżonką.

Obwąchiwaliśmy się. Okazało się, że w związku z zainteresowaniem sprawami bezpieczeństwa narodowego David zna niektóre osoby związane z moją uczelnią: The Institute of World Politics. Ponadto David ukończył University of California Berkeley, gdzie my również słuchaliśmy wykładów. Jego ojciec był pilotem w Royal Air Forces podczas II wojny światowej. Co więcej – a to szczególnie ucieszyło historyka – dziadek Davida to Sir Robert Ensor, wybitny angielski dziejopisarz, profesor Oxfordu, pionier historii społecznej. Atmosfera rozluźniła się.

Następnie David opowiadał swoje przygody w Polsce podczas stanu wojennego. Wspominał jak pozwalał podziemnej “Solidarności” kopiować kasety video na swoim sprzęcie. Pamiętał jak polska młodzież walczyła z komunistami w imię powstańczych ideałów. David Ensor był wtedy korespondentem jednej ze stacji telewizji amerykańskiej. Zakochał się w Polce. Ślubu udzielał im ksiądz Jerzy Popiełuszko, wikary z mojej parafii przy placu Wilsona. Pani Ensorowa, Anita, jest córką powstańca warszawskiego. Jego przeżycia spisali harcerze ZHR od dh. Sebastiana Bojemskiego i – po projekcji CNN – opublikowali dwa lata temu w piśmie Glaukopis w Polsce.Korzenie rodzinne oraz przeżycia własne pomogły bardzo. David Ensor zdecydował się na film o Powstaniu. Teraz trzeba było przekonać CNN.

Produkcja

W ciągu miesiąca kierownictwo CNN zgodziło się na naszą przygodę. Producentką została Cathy Slobogin. Ekipie dostarczyliśmy wszelkie materiały oraz kontakty, a w tym nie tylko na archiwa, czy Dyrekcję Wodociągów Miejskich, ale również na weteranów powstania. Wielu z nich podchodziło do projektu nieufnie. Obawiało się prowokacji, wyszydzania, oskarżeń o “polski antysemityzm”. Przecież przez ponad pół wieku ich walkę, ból, wysiłek i poświęcenie ignorowano. Niektórzy odmówili współpracy. Albo zgadzali się na wywiad jedynie pod warunkiem, że CNN przekaże im film do aprobaty przed premierą. To były warunki były naturalnie nie do przyjęcia.

Jednak dr. Michejdowa była nadzwyczaj uparta. Dwoiła się i troiła; odnajdywała anglojęzycznych weteranów na całym świecie. Przekonywała, aranżowała spotkania. Wydatną pomocą i animatorką tych wysiłków była naturalnie pani Zofia Korbońska, która w Powstaniu obsługiwała radiostację, a która od wojny mieszka w Waszyngtonie. Dr. Michejdowa zmobilizowała również do pomocy swego dobrego znajomego, Jana Nowaka, który właśnie powrócił z emigracji do Polski.

Co do ekspertów, to nie było kłopotów. Profesor Brzeziński patronował projektowi od początku. Pomagał też merytorycznie mieszkaniec San Diego w Kalifornii, Witold Kiezun, Jr., syn powstańca, animator pomysłu Project in Posterum i twórca portalu internetowego www.warsawuprising.com. To również z jego website o Powstaniu uczyli się dziennikarze CNN. (A teraz wchodzi na niego setki tysięcy zainteresowanych anglojęzycznych osób.)Norman Davies, którego mam przyjemność znać jeszcze ze Stanford University od połowy lat osiemdziesiątych, zgodził się natychmiast dobić do projektu. Co więcej, prof. Davies przekonał producentów CNN aby zmienili tytuł z “The Warsaw Uprising” na “The Warsaw Rising”.

Po pierwsze, “uprising” jest germanizmem (Aufstand). Bardziej eleganckie jest angielskie “rising.” Po drugie, “The Warsaw Uprising” kojarzy się na Zachodzie jednoznacznie z Powstaniem w Getto Warszawskim z 1943 r. A tutaj trzeba wyraźnie zaznaczyć odrębność obu wydarzeń w ramach tej samej tragedii historycznej – II wojny światowej. Zresztą dokument nie tylko podkreśla odrębność Powstania w 1944 r., ale również zazębianie się losów polskich i żydowskich, co najlepiej ilustruje fragment filmu poświęcony zdobyciu obozu na Gęsiówce przez AK i uwolnienie tam kilkuset Żydów.

Sprawy polsko-żydowskie

Nota bene, sprawy polsko-żydowskie wypłynęły raz jeszcze. Cathy Slobogin, której część rodziny pochodzi z Ukrainy, chciała wiedzieć o stosunku powstańców do Żydów. Tłumaczyłem, że w Warszawie ukrywało się w lipcu 1944 r. około 20,000 osób pochodzenia żydowskiego. Tłumaczyłem, że część młodzieży dołączyła do powstańców. W zwartych grupach większość służyła w lewicowej Polskiej Armii Ludowej i – syjonistyczni i bundowscy ŻOBowcy na zasadach autonomicznych – w szeregach komunistycznej Armii Ludowej.

Ale wielu powstańców żydowskich walczyło w Armii Krajowej oraz w Narodowych Siłach Zbrojnych. Cathy Slobogin bardzo martwiła się sprawą zarzutów o mordowanie Żydów podczas Powstania. Tłumaczyłem, że chodziło głównie o mordy na tle rabunkowym, o tym, że ofiarą bandytów – którzy zresztą mordowali też i Polaków – padło około 40 osób ludności żydowskiej. Pamiętam, siedzieliśmy z Cathy w samochodzie przez dwie godziny. Gadaliśmy. Tłumaczyłem, przekonywałem. To była bardzo ważna kwestia z moralnego punktu widzenia. Padała cieniem na Powstanie, na Polskę, na projekt filmu. To był jedyny zgrzyt w czasie całej produkcji.

Dzieło

Poza tym przypadkiem cała ekipa była ostro podniecona projektem. Byli po prostu zafascynowani Powstaniem. Jeździli niemal po całym świecie. Przeprowadzając wywiady, filmując w plenerze, ściągając materiały dokumentalne do studia. Ekipa ślęczała przy nich, my objaśnialiśmy: “Nie, to nie jest SS-man. To dziewczyna z batalionu AK “Parasol”. Tak, ma panterkę, ale proszę zwrócić uwagę na powstańczą opaskę, naszywkę “Parasola”, oraz kok zwinięty pod czapką.”

Albo: “nie, to wcale nie żarty przed kamerą, to naprawdę strzelał snajper, gdy filmowano ludzi biegnących przez Aleje Jerozolimskie.” Produkcja się toczyła na wyścigi. Nie było wiele czasu. W końcu w maju 2004 r. wszystko było dopięte na ostatni guzik. Redaktorzy CNN i ich szefowie byli zafascynowani. “To jest niesamowita dziennikarska gratka. Dlaczego o tym nikt nic na Zachodzie nie wie?” Zachód nie wie, bo Polska była zamknięta w totalitarnej klatce przez ponad pół wieku. Polska nie mogła mówić swoim głosem. Tym razem – dzięki gromadce ludzi dobrej woli – udało się opowiedzieć o Powstaniu z polskiego punktu widzenia. Jak to ujęła profesor Ewa Thompson – nareszcie uprzednio zakneblowane przez Sowietów narody odzyskają swój głos. Trzeba tylko uporu kilku osób, współpracy życzliwych dziennikarzy, oraz otwarcia ze strony szefostwa mediów aby – bardzo powoli – przemóc zatruty spadek jałtańskiej ciszy zachodnich elit.

Marek Jan Chodakiewicz

Prof. dr Marek Jan Chodakiewicz jest historykiem specjalizującym się w historii Europy XIX i XX wieku. Jest absolwentem San Francisko State University (BA) i Columbia University (MPhil i PhD). Obecnie jest wykładowcą elitarnej uczelni Institute of World Politics w Waszyngtonie, kształcącej dyplomatów i pracowników wywiadu.

Marek Jan Chodakiewicz BIO

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=2352 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]