Aktualizacja strony została wstrzymana

Nowe Objawienie – Stanisław Michalkiewicz

No, nareszcie znękana ludzkość może odetchnąć z ulgą i nabrać dobrej nadziei. Jest szansa, że postęp sekularyzacji nie tylko zostanie definitywnie zahamowany, ale dotychczasowy trend odwróci się o 180 stopni. Spełniło się w ten sposób marzenie jednego z przedwojennych kapitanów naszej marynarki handlowej, który uważał, iż Pan Bóg nie powinien tak się konspirować, bo ludzie nie wiedzą – czy On jest, czy Go nie ma, z czego wynikają rozmaite nieporozumienia. Gdyby tak – powiadał ów zacny kapitan – pewnego dnia niebo się otworzyło, ukazałby się Pan Bóg, pogroził wszystkim pięścią i powiedział: „Nu, żyjtie porzondnie!” – to ludzie wiedzieliby, że Pan Bóg jest i żyliby porządnie. Teraz właśnie to pragnienie może zostać spełnione, a to za sprawą ojca Kosacza, dominikanina z Rzeszowa, który dokonanym przez siebie wiekopomnym odkryciem podzielił się z panią red. Katarzyną Wiśniewską, zajmującą się w „Gazecie Wyborczej” religijnym odcinkiem frontu ideologicznego. Przewielebny ojciec objawił nam, gdzie konkretnie można spotkać Pana Boga. Otóż Pana Boga można spotkać na festiwalu Woodstock, urządzanym corocznie przez „Jurka Owsiaka”.

Jeden z przedwojennych działaczy ruchu ludowego, Tomasz Nocznicki spotkał był ongiś na Syberii dawnego mikołajewskiego sołdata, który w swoim czasie pełnił służbę w Carskim Siole. Żołnierz ten opowiedział mu, że pewnego razu, gdy stał na warcie, widział, jak do cesarza Aleksandra III, który właśnie na werandzie pił herbatę, przybył osobiście Pan Bóg z długą białą brodą. Cesarz na widok niecodziennego gościa wstał i pocałował go w rękę. Od tamtej pory nikt na własne oczy Pana Boga nie widział i kto wie, czy nie dlatego właśnie, tak się na świecie rozpowszechniło pogaństwo. Na szczęście przewielebny ojciec Kosacz znowu spenetrował prawdę, więc teraz każdy, kto tylko będzie chciał spotkać się z Panem Bogiem, choćby po to, by przekonać się o Jego istnieniu, bez trudu będzie mógł zadośćuczynić swojej ciekawości, jadąc na festiwal Woodstock. Ojciec Kosacz co prawda nie twierdzi, że Pan Bóg na festiwalu będzie na pewno, tylko, że „można” Go tam spotkać, ale nie sądzę, żeby Pan Bóg ośmielił się zlekceważyć „Jurka Owsiaka” i na Woodstock się nie pojawić.

Warto przypomnieć, że to Objawienie z dawna było zapowiadane zwiastowaniem w postaci obecności na ubiegłorocznym Woodstock Jego Ekscelencji abpa Józefa Życińskiego. Jestem pewien, że Ekscelencja coś tam musiał wiedzieć i stąd jego ówczesne nawiedzenie w ramach tzw. „prostowania ścieżek” – aż wreszcie obecność Pana Boga na festiwalu została zatwierdzona przez kogo trzeba, w związku z czym przewielebny ojciec Kosacz mógł tę dobrą, ach, co ja mówię „dobrą” – tę Najlepszą Nowinę objawić najbardziej odpowiedniej osobie, czyli pani red. Katarzynie Wiśniewskiej z religijnego odcinka frontu ideologicznego „Gazety Wyborczej”, która w sprawach wiary, a zwłaszcza moralności, ma rangę co najmniej „Dziennika Ustaw” – co wyraźnie dał do zrozumienia sam red. Adam Michnik, przypominając, że o tym, co jest prawdą, a co nie – on decyduje.

No dobrze, ale skoro już Pan Bóg będzie na festiwalu, to o czym właściwie z Nim rozmawiać? Można naturalnie porozmawiać sobie z Panem Bogiem o wszystkim, ale powiedzmy sobie szczerze – czy taka rozmowa ma sens? Co tu ukrywać; taka rozmowa nie miałaby najmniejszego sensu, bo cóż właściwie miałoby z niej wynikać? Tymczasem, skoro już Pan Bóg zechce pofatygować się na festiwal Woodstock, to czyż nie należy wykorzystać tej okazji, która przecież może się już nigdy nie powtórzyć, do załatwienia najbardziej palącego problemu moralnego doby obecnej, a mianowicie lustracji? Gdyby tak Pan Bóg na festiwalu Woodstock lustrację, a zwłaszcza Instytut pamięci Narodowej, zaś doktorów Cenckiewicza i Gontarczyka w szczególności, ostro i zdecydowanie potępił, to wszyscy wiedzieliby, czego się trzymać, zaś „wierny syn Kościoła” mógłby spokojnie oczekiwać na kanonizację w ramach „santo subito”, w następnej kolejności po wyniesieniu na ołtarze „drogiego Bronisława”. Jestem pewien, że tę sprawę można z Panem Bogiem załatwić, a przekonanie to czerpię z artykułu księdza Lutra w „Gazecie Wyborczej”, w którym autor dowodzi, że kto jest za lustracją, ten sprzeciwia się Chrystusowi. A czyż Pan Bóg będzie tolerował takie sprzeciwianie się Chrystusowi? Jasne, że nie będzie, już choćby z tego powodu, że w Trójcy Świętej wielbimy jedność Osób, więc trzeba sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że kto jest za lustracją, ten sprzeciwia się samemu Panu Bogu. A contrario, wydaje się oczywiste, że w takiej sytuacji Pan Bóg musi mieć szczególne upodobanie w konfidentach. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że skądinąd wiadomo, iż większa radość w Niebiesiech będzie nie z dziesięciu sprawiedliwych mułów, tylko z jednego grzesznika. Wprawdzie chodziło o grzesznika „nawróconego”, ale nie bądźmy drobiazgowi, zwłaszcza w sytuacji, gdy potrzeba „nawrócenia” koliduje z innymi, aktualnymi i ważnymi zadaniami operacyjnymi w ramach przygotowań do utworzenia w Polsce „Żywej Cerkwi”. Aż miło popatrzeć, jak sprawnie przebiega tworzenie zrębów nowej teologii.

W tej sytuacji trzeba by tylko na wszelki wypadek wyjaśnić jedną kwestię. Jego Eminencja Stanisław kardynał Dziwisz zauważył niedawno, że archiwa SB powinny być otwierane co najmniej po upływie 50 lat, jeśli w ogóle. Ponieważ w ciągu najbliższych 50 lat można, a nawet należy spodziewać się wielu kanonizacji w ramach „santo subito”, to powstaje pytanie, co robić, jeśli, dajmy na to, po 50 latach jakaś Schwein otworzyłaby archiwa, a tam by się okazało, że kanonizowany był konfidentem i to w dodatku takim, co nie tylko palił, ale nawet się zaciągał? Jak ustalamy? Ściągamy go wtedy z ołtarzy, czy nadal czcimy, jak gdyby nigdy nic? O tym też można by porozmawiać z Panem Bogiem na festiwalu Woodstock, bo gdzieżby indziej?


 Stanisław Michalkiewicz
Komentarz  ·  tygodnik „Nasza Polska”  ·  2008-08-05  |  www.michalkiewicz.pl

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.
.