Aktualizacja strony została wstrzymana

Oblicza rusofobii – Jan Engelgard

Nazywa się Witold Stanisław Michałowski. Oto krótkie dossier na jego temat:   Pisarz, podróżnik, niezależny publicysta, inżynier pracujący przez wiele lat w Kanadzie przy budowie rurociągów, b. doradca Sejmowej Komisji Gospodarki, b. Pełnomocnik Ministra Ochrony Środowiska ZNiL ds. Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpat Wschodnich; p.o. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Rurociągów; członek Polskiego Komitetu FSNT NOT ds.Gospodarki Energetycznej; Redaktor Naczelny Kwartalnika “Rurociągi”. Globtrotter wyróżniony (wraz z P. Malczewskim) w “Kolosach 2000″ za dotarcie do kraju Urianchajskiego w środkowej Azji i powtórzenie trasy wyprawy Ossendowskiego. Warto też odnotować, że W.S.M. w roku 1959 na Politechnice Warszawskiej założył Koło Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli.
Od kilku lat zajmuje się dyskredytowaniem rosyjskiej polityki energetycznej, co oczywiście jeszcze rusofobią nie jest. Jednak Michałowski w swoich polemikach, coraz bardziej zajadłych, sięga po argumenty bynajmniej nie ekonomiczne. W jednym z tekstów czytamy: “Powinniśmy uczynić wszystko co leży w naszej mocy, aby do mieszkańców Unii nareszcie dotarło, że przy negocjacjach na zakup gazu i ropy naftowej wydobywanej na terytorium syberyjskiej kolonii powinni być obecni przedstawiciele prawdziwych gospodarzy tych obszarów i że najdalej za parę dekad w Azji rosyjski ustąpi miejsca językom należącym do tureckiej grupy językowej”. Propozycja jest taka – trzeba rozmawiać z Jakutami, Baszkirami czy Tatarami, a nie z Rosją. To tak, jakby ktoś zaproponował, by nie rozmawiać z władzami USA, tylko z Czejenami, Siuksami i Apaczami. Ale to tylko przygrywka. Podczas dyskusji na blogu eksperta paliwowego Andrzeja Szczęśniaka Michałowski napisał najpierw, że z Moskwą nie ma co rozmawiać, bo jej za 50 lat nie będzie, a następnie dodał, że oczywiście “nie jest winą Rosjan, że mają w genach zakodowane ludobójstwo”. Tego było za wiele – gospodarz bloga, Andrzej Szczęśniak, wyrzucił go z grona dyskutantów.
Pan Michałowski ma także swoją teorię na temat zbrodni UPA. Swego czasu pisał: “Odnotowano liczne przypadki jak jednego dnia bandy przebrane w polskie mundury i noszące ryngrafy Matki Boskiej na piersi puszczały z ogniem ukraińskie wsie a następnego dnia te same oprychy przypinały sobie na czapki anagramy imienia Władimira i Olgi – Tryzub i  wyrzynały w pień polskie. Ich komendanci  zwykle bezbłędnie posługiwali się tylko językiem rosyjskim. Temat sowieckich inspiracji dla ideologicznej działalności Doncowa i jego zwolenników do dziś nie jest należycie opracowany. To samo dotyczy ostatecznego wyjaśnienia przyczyn zaistnienia Akcji Wisła. Decyzja o jej przeprowadzeniu zapadła w Moskwie. Istnieją poszlaki, że miała być generalną próbą przed przesiedleniem mieszkańców województwa kieleckiego dość zdecydowanie przeciwstawiających się komunistycznym porządkom w stepy Kazachstanu”.
No i wszystko jasne, przynajmniej dla chorych umysłów. Nienawiść z reguły kończy się paranoją. W przypadku UPA należałoby jednak złośliwie spytać – skoro ta Moskwa tak skutecznie zaraziła Ukraińców doncowowską zarazą, to znaczyłoby – wedle teorii pana Michałowskiego – że ów “gen ludobójstwa” mają nie tylko Rosjanie. Smutne w tym wszystkim jest jednak coś innego – pan Michałowski jest częstym gościem Radia Maryja i “Naszego Dziennika”, uchodzi tam za eksperta. Od czego? – można by spytać.

Jan Engelgard

.