Do tego wszystkiego jeszcze PIENIACZ

Z marszałkiem Komorowskim mamy spory kłopot. I nie chodzi mi już o te jego słynne wpadki, ale o zwykłą prawdomówność, szczerość i intencji i ogólnie mówiąc powagę i uczciwość, jako człowieka. Można byłoby dać mu spokój gdyby nie to, że pretenduje do najwyższego urzędu w państwie, a w przypadku przegranej i tak pozostanie drugą w hierarchii osobą w Polsce.

To, że nadużywa obecnej funkcji i bardzo gruboskórnie zachowywał i zachowuje się po katastrofie smoleńskiej to oczywista oczywistość. Moim zdaniem ogłoszeniem się pełniącym obowiązki prezydenta tylko na podstawie doniesień medialnych o śmierci Prezydenta RP, oraz powołanie na tych samych przesłankach nowego szefa prezydenckiej kancelarii, bez identyfikacji zwłok i aktów zgonu Lecha Kaczyńskiego i Władysława Stasiaka to nie są działania, które można tolerować w poważnym, demokratycznym państwie prawa.

Warto przypomnieć, że działania te podjęte zostały przez Komorowskiego jeszcze wówczas, kiedy mówiono ustami rzecznika MSZ Paszkowskiego o jakiś osobach rannych ocalałych z katastrofy.

Wczoraj kandydat PO na prezydenta wykorzystał cynicznie śmierć polskiego kaprala w Afganistanie by mówić o wycofaniu polskich wojsk, kiedy to bez żadnych artykułowanych w mediach moralnych czy politycznych oporów 14 kwietnia podpisał postanowienie o przedłużeniu użycia polskiego kontyngentu i zwiększenia go.

Teraz Bronisław Komorowski i Platforma Obywatelska okazują się być pieniaczami, którzy pragną zaciągnąć Jarosława Kaczyńskiego przed sąd za słowa o prywatyzacji służby zdrowia.

Jednak była kiedyś w samej PO taka posłanka, która o tej prywatyzacji służby zdrowia mówiła znacznie częściej i ciekawiej niż prezes Kaczyński.

Mam tu na myśli posłankę Beatę Sawicką. Działo się to również podczas trwania kampanii wyborczej.

Jak zareagowały władze PO wraz z dzisiejszym kandydatem? Doszło wtedy do bezprecedensowego w skali świata wydarzenia. Platformiany adwokat, mecenas Pociej i obrońca Sawickiej wpłacił za nią „z własnej kieszeni” 300 tysięcy kaucji, a partia broniła „ofiary” wrażego CBA.

Wczoraj również Bronisław Komorowski pastwił się nad uschniętym dębem zasadzonym przez Jarosława Kaczyńskiego. O to nieszczęsne drzewko pytają prezesa dociekliwi dziennikarze.

Tymczasem ze spotu Bronisława Komorowskiego nagle zniknęła słynna już czereśnia, z której ojciec kandydata nie mógł zrywać owoców w pierwszej połowie czerwca 1952 roku. Było to zwykłe, choć przyznam wzruszające i ckliwe kłamstwo.

Mirosław Kokoszkiewicz

Za: Kokos26 | http://kokos.salon24.pl/193569,do-tego-wszystkiego-jeszcze-pieniacz

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content