Zabijani dla organów – Tomasz P. Terlikowski

Aktualizacja: 2010-06-10 2:20 pm

To, co jeszcze niedawno mogło wydawać się przesadnymi obawami katolików, realizuje się na naszych oczach. W Belgii zdecydowano się na wykorzystanie narządów kobiety, którą poddano eutanazji.

Gdy kilka miesięcy temu pisałem „Operację «Chusta»” , wydawało mi się, że część z zamieszczonych tam wizji szybko się nie spełni. Tak było na przykład z historią Zofii – kobiety, która zdecydowała się na eutanazję, a gdy postanowiła z niej zrezygnować usłyszała, że nie ma do tego prawa, bowiem na jej narządy czekają już ludzie, którym może być przykro, że ich nie otrzymają. I dlatego została zamordowana…

Taka historia, oczywiście, jeszcze się (przynajmniej w majestacie prawa) nie wydarzyła. Ale jesteśmy coraz bliżej jej realizacji. Oto w Belgii, i to ponad rok temu, sparaliżowana (ale wcale nie chora terminalnie) kobieta, która zdecydowała się na eutanazję, wydała także dyspozycję (przyjętą), aby jej organy zostały przekazane potrzebującym. I tak się stało. Kobieta została – w obecności męża – zabita zastrzykiem, i dziesięć minut po ustaniu pracy serca przeniesiono ją na stół operacyjny, na którym wycięto jej wątrobę i obie nerki, na które oczekiwali już biorcy. Sprawa została opisana przez medyczny magazyn “Transplantation”.

I oczywiście, z perspektywy zwolenników zabijania chorych czy cierpiących, w całej tej historii może nie być nic skandalicznego. Kobieta chciała umrzeć, lekarz zgodził się ją zabić, a jej narządy mogły pomóc innym, więc ofiarowała je tym, którzy w odróżnieniu od niej chcieli żyć. Problem polega tylko na tym, że, aby jej narządy mogły komuś służyć, najpierw trzeba było ją zwyczajnie – zastrzykiem –  uśmiercić. A zrobili to lekarze. Zgoda na to, by takie „procedury” odbywały się w szpitalach, oznacza całkowitą zmianę paradygmatu medycyny, która ze sztuki, stawiającej sobie za cel ratowanie życia, przekształca się we władzę nad życiem i śmiercią. Lekarz zaś ze sługi życia i zdrowia przekształca się we władcę.

Zgoda na tego typu procedury może też łatwo stać się pierwszym krokiem na drodze niemal przemysłowego pozyskiwania narządów. Sprawny, posługujący się technikami psychomanipulacji lekarz może spokojnie przekonywać chorych i cierpiących (na przykład na depresję, bo przypominam, że eutanazję dla znużonych życiem czy chorych psychicznie już się całkowicie poważnie rozważa tak w Holandii, jak i w Belgii), że sens ich bezsensownemu życiu może nadać ofiara dla innych, polegająca na oddaniu im narządów. „Ludzie zrozpaczeni swoimi chorobami mogą zostać schwytani w eutanazyjny potrzask przez lekarzy, którzy przekonają ich, że bycie zabitym dla organów nada sens ich pełnemu cierpienia życiu” – przekonuje amerykański bioetyk Wesley J. Smith.

A to tylko pierwszy krok. Potem może być jeszcze gorzej. Jeśli zgodzimy się na takie działania, rychło może się okazać, że za kilka (kilkanaście lat) społeczeństwa uznają, że eutanazja jest sposobem ratowania innych, a ci chorzy, którzy mimo iż nie będą rokowali nadziei wyleczenia i nade wszystko nie będą chcieli poddać się tego typu „operacji”, będą piętnowani jako pozbawieni uczuć egoiści, którzy nie potrafią dzielić się z innymi. Społeczeństwa eutanazyjne łatwo mogą też dojść do wniosku, że „poświęcić” dla ratowania innych może osoby (a w zasadzie dla „bioetyków” pokroju Singera – „nie-osoby”) upośledzone, chore psychicznie czy nieświadome. I w związku z tym wprowadzić w życie system pobierania narządów od takich właśnie „nie-osób”. Nie wątpię także, że szybko znajdą się lekarze, którzy z „pozyskiwania” w ten sposób narządów uczynią swoje powołanie, a pieniądze, jakie będzie można uzyskać w ten sposób (tak dzięki zaprzestaniu opieki paliatywnej, jak i dzięki sprzedaży tak uzyskanych  narządów) też skuszą niejednego (szczególnie w obliczu nadchodzącego krachu zachodnich systemów ubezpieczeniowych).

I tak stopniowo dojdziemy do sytuacji, jaką przedstawiłem w swojej powieści. Nie za lat pięćdziesiąt, ale za kilka, najwyżej kilkanaście. A gdy ruszy gigantyczny przemysł eutanazyjny i transplantacyjny, będzie go o wiele trudniej zatrzymać niż teraz. Miliardy dolarów będą bowiem szły na reklamy, które będą nas miały przekonać, że eutanazja jest podstawowym prawem pacjenta, a najwyższym dowodem miłości do innych jest poddanie się eutanazji, by inni mogli otrzymać nasze organy. Niewiarygodne? Być może, ale obawiam się, że zobaczymy jeszcze gorsze rzeczy. Jeśli nie znajdziemy w sobie odwagi, by protestować.

Tomasz P. Terlikowski

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=22782 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]