Śledztwo jest w dobrych rękach a Anodina jest córką Burdenki

Aktualizacja: 2010-06-6 9:42 am

Ambrose Bierce, zmarły przed stu laty amerykański dziennikarz, pisarz i satyryk, przekonywał, że w demokracji głosowanie to instrument władzy wolnego człowieka, dzięki któremu robi on z siebie głupca, a ze swojego kraju ruinę.

Polemizować z tym przekonaniem trudno, skoro powyższe daje się zaobserwować nie w odległej Argentynie czy, dajmy na to, wśród Eskimosów, a na przykładzie losów Rzeczypospolitej po roku 1989.

Wszelako warto też pamiętać, że człowiek rozumny nie utożsamia władzy państwowej z autorytetem. I właśnie w tym przekonaniu wolno nam upatrywać szansy zmian na lepsze. Tylko gdzie mielibyśmy autorytetów szukać?

Wiem, gdzie nie powinniśmy. Otóż, nie powinniśmy szukać ich w tak zwanym „Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym”, czyli rosyjskiej de facto komisji, badającej przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem. Której przewodnicząca, Tatiana Anodina, mnie osobiście kojarzy się jednoznacznie – choć daj Boże, by to skojarzenie okazało się całkowicie bezpodstawne – z członkiem sowieckiej Akademii Nauk, przewodniczącym Komisji Specjalnej powołanej „dla ustalenia i zbadania okoliczności rozstrzelania w Lesie Katyńskim przez niemiecko-faszystowskich okupantów jeńców wojennych – polskich oficerów”, Mikołajem Burdenką.

Dla przypomnienia: to właśnie komisja Burdenki, 24. stycznia 1944 roku, opublikowała raport, stwierdzający – słuchajcie, słuchajcie! – „w sposób nie budzący żadnych wątpliwości”, iż „wnioski, wypływające z zeznań świadków i ekspertyzy sądowo-lekarskiej, że jeńcy wojenni – Polacy rozstrzelani zostali przez Niemców jesienią 1941 r. znajdują całkowite potwierdzenie w dowodach rzeczowych i dokumentach, wydobytych z grobów katyńskich”.

Źe co, że żyjemy w innych czasach? Ba. Wszak dwa miesiące po smoleńskiej katastrofie wiemy o jej przyczynach tyle, ile zdecydowała się Polakom ujawnić strona rosyjska.

Jakimi słowami można w tych okolicznościach ocenić postawę polskich władz? Co można powiedzieć o kraju, który najpierw nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa głowie państwa, a po śmierci prezydenta rezygnuje z niezależnego ustalenia okoliczności i przyczyn tragedii? Jakby Polska naprawdę była i bezbronna, i bezsilna?

Fakt, że śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem kontroluje w stu procentach  następczyni KGB, mianowicie rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa, to jedna rzecz. Okoliczność, że u nas tuskokomorowszczyzna, proszę wybaczyć toporną bezpośredniość, sika po nogawkach ze strachu, to zupełnie inna para sandałów.

Co to za sandały? Widzę dwie możliwości: umysłowa aberracja, ewentualnie kolaboracja. W pierwsze jakoś wierzyć nie mogę, zaś w drugie bardzo nie chciałbym.

Krzysztof Ligęza

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=22602 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]