Prawica ma nowego psa przewodnika – Jan Engelgard

Czytając pełne zapału i egzaltacji teksty na różnych forach prawicowych na temat lustracji i dekomunizacji (zwłaszcza na tle sprawy TW “Bolek”) możemy dojść do jednego ważnego wniosku – niekwestionowanym guru młodej prawicy (określającej się mianem konserwatywnej i narodowej) jest w tej chwili Bronisław Wildstein. To on wyznacza kierunki myślenia, to on wrzuca tematy, która ta “prawica” z rumieńcem dyskutuje.


Bardziej cenię Wildsteina-pacyfistę niż Lecha Wałęsę, bo on “heroicznie walczył z komuną” – pisze jeden z młodych. Trudno o bardziej dobitny przykład upadku. Nie chcę wchodzić w dyskurs o życiorysie Wildsteina (nie nasz cyrk, nie nasze małpy), ale skromnie zauważę, że dyskutanci w ogóle go nie znają, widzą tę postać wyłącznie przez pryzmat jego dzisiejszej publicystyki i postawy, i tak jak chcą go widzieć.

Gwoli przypomnienia, pozwolę sobie na przedstawienie najważniejszych fragmentów jego życiorysu (za Wikipedią): “Trzykrotnie zmieniał liceum ze względu na oceny ze sprawowania. W latach 1971-1980 studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie ukończył studiów. Działalność opozycyjną rozpoczął na początku studiów, m.in. współpracował z KOR i współtworzył NZS w Krakowie. Na fali odwilży w czasie Sierpnia 1980 Wildstein dostał paszport i postanowił wyjechać na Zachód. Bronisław Wildstein był aktywnym wolnomularzem, związanym początkowo z paryską lożą “Kopernik”, skupiającą osoby o polskich korzeniach w ramach Wielkiej Loży Narodowej Francji, a następnie z Warszawską lożą-matką “Kopernik” Wielkiej Loży Narodowej Polski oraz z Krakowską lożą “Przesąd Wyzwolony”, której był Wielkim Mistrzem. Oprócz tego pełnił funkcję Wielkiego Dozorcy Wielkiej Loży Narodowej Polski. Sam zainteresowany twierdzi, że wycofał się z uczestnictwa w działalności w lożach masońskich”. Jak na psa przewodnika polskiej “prawicy” niezły życiorys, prawda? W tamtych latach Wildstein był takim mniejszym Michnikiem, teraz, po zerwaniu z nim, stał się głównym Michnikiem, tyle że mających rząd dusz na prawicy. To tak, jakby prawica musiała w przeszłości wybierać np. między Trockim a Kamieniewem. Smutne, ale prawdziwe. No i ta “heroiczna” walka z “komuną”, jak pisze jeden z dyskutantów, jest chyba mityczna.

Młodość ma swoje prawa, ale nie zwalnia od myślenia. Niech więc szanowni młodzi dyskutanci atakując tych, którzy nie chcą iść ślepo za nowym psem przewodnikiem, nie piszą bzdur o “endekokomunie”, bo to jest stary wyświechtamy slogan środowisk właśnie komunistycznych i trockistowskich z okresu PRL. Przejmowanie siatki pojęciowej skrajnej lewicy przez młodych niby-prawicowców jest żenujące i świadczy o braku zdolności do samodzielnego myślenia. Wpadli w pułapkę łatwizny i radykalizmu. Przed tym, zdawałoby się, chronić powinna myśl polityczna, narodowa i konserwatywna. Nic z tego, łatwość ulegania podszeptom obozu ideowo przeciwnego jest zdumiewająca. Nie liczą się Aleksander Bocheński, Mirosław Dzielski, Stefan Kisielewski, nawet Janusz Korwin-Mikke, nie liczą się Jędrzej Giertych, ks. Michał Poradowski, ks. Józef Warszawski czy Prymas Stefan Wyszyński – ale mamy Wildsteina. I niech mnie ci młodzi nie namawiają bym porzucił tamtych dla ich guru. Jak chcą bawić się w taką “narodowo-konserwatywną prawicę”, niech się bawią. I jeszcze jedno – nie ułatwiajcie sobie myślenia uproszczonym podziałem na “zwolenników PRL” i “szczerych antykomunistów”. Po pierwsze, jest to głupi slogan, w dodatku ahistoryczny i nieprawdziwy; po drugie, istota sporu polega na czymś zupełnie innym, ale ku mojemu zdumieniu nie jesteście w stanie tego zrozumieć. A zrozumieć historię najnowszą własnego kraju trzeba, bo inaczej jest się ślepym i nie odróżnia się rzeczy istotnych od niewiele znaczących. Tak jest też z Wałęsą, bo dzięki Bogu w latach 1980-1981 to on stał na czele “Solidarności” a nie jakaś nawiedzona trockistowska kukiełka Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (bo nie Wildsteina, bo on raczył wtedy po prostu wyjechać z kraju). I dzięki temu mogą dzisiaj nasi młodzi “prawicowcy” pisać co chcą, nawet totalne bzdury.

I jeszcze jedno – w latach 1980-1981 byłem studentem na Uniwersytecie Warszawskim, nie należałem ani do organizacji oficjalnych, ani do NZS (bo był agendą KOR-u). Przez jakiś czas byłem członkiem odrodzonego uczelnianego ZMW “Wici”. Po 1982 byłem członkiem Polskiego Związku Katolicko-Społecznego, gdzie kierowaliśmy się myślą Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Jędrzeja Giertycha. Po kryzysie w PZKS, w 1984 roku, wstąpiłem PAX-u, zajmując się publicystyką historyczną, głównie na temat obozu narodowego. Stałem się jego członkiem jako uformowany ideowo przez myśl narodową. Proszę więc, aby polemiści raczyli nie używać takich terminów jak “postpaxowska” “Myśl Polska” czy “paxowi endokomuniści”. Więcej taktu, panowie, i więcej kultury.

Jan Engelgard

Za: konserwatyzm.pl

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content