Wymiar „sprawiedliwości” w Polsce: Działacz WiP skazany jak w Procesie Kafki

To tak groźne wykroczenie, że polski sąd zdecydował się wydać wyrok bez udziału oskarżonego. Ba! – skazany za to wykroczenie nawet nie wiedział, że jest oskarżonym i że w ogóle jakieś postępowanie przeciw niemu przed polskim sądem się toczy. Na domiar nie ma wykroczenia, za które został skazany. To fakty, a nie próba napisania kolejnej wariacji na temat „Procesu” Kafki. Tę piszą sądy i sędziowie, którzy orzekają na podstawie totalitarnego prawa. W Polsce sąd może skazać obywatela na karę ograniczenia wolności za popełnienie wykroczenia i powiadomić go o tym fakcie dopiero wtedy, gdy zapadnie wyrok! Oskarżony wcześniej nie zapozna się z oskarżeniem, dowodami i nie ma prawa się bronić. Wyrok zapada na niejawnym posiedzeniu bez udziału stron!

Jeśli po doręczeniu wyroku skazany nie odwoła się w ciągu siedmiu dni kalendarzowych, wyrok staje się prawomocny. Tak przewiduje polskie prawo! Dokładnie: kodeks postępowania karnego oraz kodeks wykroczeń. Taki zaoczny sąd dopadł działacza partii Wolność i Praworządność. Za publiczne spalenie flagi UE na legalnej demonstracji został skazany na karę nagany i zapłacenie 80 zł kosztów dla państwa. Oficjalnym powodem skazania jest sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru na postronne osoby.

Flaga zagrożenia

Jest wieczór 30 listopada zeszłego roku. Skwer na ul. Krakowskie Przedmieście w stolicy, przed wejściem na Uniwersytet Warszawski. Wolność i Praworządność organizuje demonstrację przeciw wejściu w życie tzw. traktatu lizbońskiego, który oficjalnie ustanawia Unię Europejską i jest krokiem w kierunku utworzenia superpaństwa europejskiego. Dzień protestu wybrano nieprzypadkowo. Chodzi o to, by móc jeszcze spalić oficjalną flagę UE, bowiem traktat lizboński likwiduje barwy i hymn Unii. W ten sposób działacze WiP chcą zademonstrować swoją dezaprobatę dla tego tworu. Po przemówieniach prezesa WiP Janusza Korwin-Mikkego i publicysty Stanisława Michalkiewicza dochodzi do spalenia flagi. Młodzi ludzie wciągają 12 gwiazdek na niebieskim tle na drzewiec, oblewają łatwopalnym płynem i podpalają. Flaga płonie, fotoreporterzy robią zdjęcia, kamerzyści telewizji kręcą, a dziennikarze i działacze partii się przyglądają. Po chwili płonąca flaga spada na kamienny cokół będący ławką. Demonstracja jest legalna.

Zgodnie z ustawą, odpowiednie władze były poinformowane o miejscu, celu i liczbie uczestników zgromadzenia publicznego. Jako przedstawiciel organizatora, czyli partii WiP, występuje p.Mieczysław Burchert. To on zgłasza to zgromadzenie publiczne do odpowiednich władz. Całej imprezie przygląda się policja i straż miejska. Mijają ponad trzy miesiące, jest początek marca tego roku. Mieczysław Burchert dostaje pismo z warszawskiego sądu rejonowego: „Wyrok nakazowy w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej”.

Zaoczny sąd

Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia XI Wydział Karny pod przewodnictwem sędziego Jacka Łabudy uznał Mieczysława Burcherta za „winnego rozniecenia ognia w miejscu do tego nie przeznaczonym, przez co mógł wywołać niebezpieczeństwo pożaru, tj. o popełnienie wykroczenia z art. 82 paragraf 1 kodeksu wykroczeń” i orzekł „karę nagany” oraz pobranie od skazanego 30 złotych „tytułem opłaty” i 50 zł tytułem „pozostałych kosztów postępowania”. W sumie więc kara skromna: nagana i 80 zł do zapłaty państwu. Problem w tym, że nikt wcześniej nie poinformował „obwinionego” – jak w swym wyroku tytułuje p. Burcherta sąd – o oskarżeniu go o popełnienie wykroczenia, a całe postępowanie sądowe toczyło się w trybie niejawnym. Inną sprawą jest to, że każdy, kto spaceruje Krakowskim Przedmieściem w okolicach Uniwersytetu Warszawskiego, wie, że wywołanie pożaru na chodniku jest wręcz niemożliwe. Wszystko bowiem jest z kamienia, z jakiegoś chińskiego marmuru. Specjalnie podczas manifestacji flaga została oblana denaturatem, by się szybko spaliła. Demonstracji byli jednak przygotowani i mieli w zanadrzu na wszelki wypadek małą gaśnicę. Źadne niebezpieczeństwo pożaru nie zaistniało.

Według sądu jednak mogło zaistnieć i za ową samą możliwość wymierzył on karę. Jest tylko jeden problem: kodeks wykroczeń nie przewiduje wykroczenia „możliwość wywołania niebezpieczeństwa pożaru” czy też w języku prawniczym nikt, „kto wywołuje niebezpieczeństwo pożaru”, nie może zostać skazany.

Wykroczenie, którego nie ma

Sąd Rejonowy uznał, iż p.Burchert popełnił wykroczenie z art. 82 paragraf 1. Zaglądamy do tego artykułu kodeksu wykroczeń i czytamy:

„Kto nieostrożnie obchodzi się z ogniem lub wykracza przeciwko przepisom dotyczącym zapobiegania i zwalczania pożarów, a w szczególności: 1) nie wyposaża budynku w odpowiednie urządzenia lub sprzęt przeciwpożarowy lub nie utrzymuje ich w stanie zdatnym do użytku, 2) utrudnia okresowe czyszczenie komina lub nie dokonuje bez zwłoki naprawy uszkodzeń komina i wszelkich przewodów dymowych, 3) nie usuwa lub nie zabezpiecza w obrębie budynków urządzeń lub materiałów stwarzających niebezpieczeństwo powstania pożaru, 4) eksploatuje w sposób niewłaściwy urządzenia energetyczne lub cieplne lub pozostawia je uszkodzone w stanie mogącym spowodować wybuch lub pożar, 5) nie zachowuje przepisowej odległości od budynków przy ustawianiu stert i stogów lub nie zachowuje obowiązujących warunków bezpieczeństwa przeciwpożarowego podczas omłotów, 6) (uchylony), 7) w lesie lub na terenie śródleśnym albo w odległości mniejszej niż 100 m od granicy lasu:
a) używa ciągnika lub innej maszyny bez należytego zabezpieczenia przed iskrzeniem, b) roznieca ogień poza miejscami wyznaczonymi do tego celu, c) pozostawia rozniecony ogień, d) korzysta z otwartego płomienia, e) wypala wierzchnią warstwę gleby lub pozostałości roślinne, f) porzuca nieugaszone zapałki lub niedopałki papierosów, g) dopuszcza się innych czynności mogących wywołać niebezpieczeństwo pożaru, 8) roznieca lub pozostawia ognisko w pobliżu mostu drewnianego albo przejeżdża przez taki most z otwartym ogniem lub z niezamkniętym paleniskiem, 9) wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi ochrony lasu przed pożarem, nie wykonuje zabiegów profilaktycznych i ochronnych zapobiegających powstawaniu i rozprzestrzenianiu się pożarów podlega karze aresztu, grzywny albo karze nagany”.

Gdzie jest mowa w tym przepisie o tym, iż na brukowanej kamieniem, szerokiej ulicy podczas zgromadzenia publicznego nie można spalić flagi, rozniecając tym samym ogień? Jest oczywiście mowa o nieostrożnym obchodzeniu się z ogniem, ale w swym wyroku sąd jednoznacznie stwierdził, iż skazuje za rozniecenie ognia i spowodowanie możliwości zaistnienia niebezpieczeństwa pożaru. Jest także mowa o tym, kto wykracza przeciw przepisom o zapobieganiu i zwalczaniu pożarów, jednak sąd rejonowy nie przywołał żadnego takiego przepisu i nie stwierdził faktu złamania jakiegokolwiek takiego przepisu. Także punkt dotyczący ustawiania w odpowiedniej odległości stert i stogów nie ma zastosowania, bowiem palono flagę na drzewcu. Pkt. 3, odnoszący się do usuwania i zabezpieczenia przedmiotów stwarzających zagrożenie, także nie ma zastosowania, bo dotyczy tylko obrębu budynku, a demonstracja odbywała się na szerokim chodniku, w dość sporej odległości od budynków. Najbliżej była zabytkowa brama na dziedziniec UW, którą trudno nazwać budynkiem. Sąd skazał więc działacza WiP za wykroczenie, które nie istnieje!

Paragraf 22 istnieje

Osobną kwestią jest samo prawo, które dopuszcza skazywanie obywateli na karę ograniczenia wolności czy nawet aresztu bez prawa do obrony, nie mówiąc już, że bez powiadomienia ich o toczącym się przeciwko nim postępowaniu zmierzającym do wydania wyroku i w efekcie do pozbawienia wolności. Taki tryb przewiduje zarówno kodeks postępowania karnego, jak i kodeks wykroczeń. Oskarżenie kieruje do sądu policja albo straż miejska. Jeśli sąd na podstawie materiału przedstawionego przez policję lub straż miejską uzna, iż wina nie budzi wątpliwości, wydaje na posiedzeniu niejawnym bez udziału stron wyrok i wymierza karę. Obwiniony nie jest zgodnie z prawem informowany o wniesieniu przeciwko niemu oskarżenia o popełnienie wykroczenia. Następnie wyrok, zwany nakazowym, doręcza się skazanemu, który ma tylko siedem dni kalendarzowych na napisanie i dostarczenie sądowi swego sprzeciwu wobec wyroku. Wniesienie tej swoistej apelacji powoduje, że wyrok nakazowy przestaje istnieć (uznaje się go za nieistniejący) i cała sprawa od początku rozpatrywana jest na zasadach ogólnych, czyli jawnie i z udziałem stron, a oskarżony ma prawo zaznajomić się z materiałami przed pierwszą rozprawą. Istnienie w Polsce postępowania sądowego rodem z Kafki tłumaczone jest w literaturze prawniczej usprawnieniem procedur i przyspieszeniem procesu wymierzania kary za błahe wykroczenia. Tymczasem opisana sprawa temu przeczy.

Wyrok marnowania pieniędzy

Manifestacja z paleniem unijnej flagi miała miejsce 30 listopada 2009 roku. Wyrok sądu rejonowego ma datę 19 lutego 2010 roku. Skazanemu na naganę i 80 zł „kosztów” doręczono wyrok w pierwszym tygodniu marca 2010 roku. Policja i warszawski sąd potrzebowały ponad 2,5 miesiąca na oskarżenie i wydanie wyroku. Po czym prawie miesiąc zabrało sądowi jego doręczenie skazanemu obywatelowi. Sprawa jednak się nie skończy, bo współorganizator manifestacji w odpowiednim terminie złożył sprzeciw wobec tego wyroku. Sąd będzie musiał się teraz znów zająć sprawą i zapewne w pierwszą rocznicę spalenia unijnej flagi wyrok jeszcze nie zapadnie. Jeśli profesorowie prawa w akademickich podręcznikach dla studentów prawa piszą o potrzebie skrócenia i przyspieszenia postępowań sądowych jako uzasadnieniu pozbawienia prawa do obrony w błahych sprawach, trudno nazwać to kłamstwem. To coś więcej niż profesorska głupota. Gdyby od razu p. Burchert został powiadomiony o oskarżeniu, mógłby już dawno napisać swoje argumenty przeciwne i przedstawić dowody oraz świadków. Mógłby nawet wysłać sądowi np. zeznania złożone przez owych świadków u notariusza albo prawnika lub radcy prawnego i mogłyby one zostać złożone wtedy pod groźbą kary za składanie fałszywych zeznań. Oszczędziłoby to czasu na rozprawę, a sąd miałby stanowisko oskarżonego i dowody bez potrzeby przeprowadzania publicznej rozprawy.

I to byłoby przyspieszeniem procedur, a nie zaoczne wyroki wydane tylko na podstawie zeznań oskarżyciela. A stosowanie nagan w tak błahej sprawie jak demonstracyjne spalenie flagi organizacji międzynarodowej jest już tylko marnowaniem publicznych pieniędzy przez funkcjonariusza publicznego. Może więc chodzi tylko o to, by zatrudniać nowe osoby w sądach?

Dariusz Kos

Za: Najwyższy Czas! | http://nczas.com/wazne/dzialacz-wip-skazany-jak-w-%E2%80%9Eprocesie%E2%80%9D-kafki/ | Działacz WiP skazany jak w „Procesie” Kafki

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content