Dziurka w (żelaznej) kurtynie – Stanisław Michalkiewicz

Anegdotki często lepiej objaśniają różne – również polityczne – zawiłości, niż pretensjonalne i nudne wypociny pozbawionych pisarskiego talentu, utytułowanych propagandziarzy, zwanych politologami. Pewnie dlatego Stalin tak nie lubił „aniegdotczyków” i chętnie posyłał ich do budowania Kanału Białomorskiego i innych strojek socjalizmu. Weźmy na przykład taką anegdotkę o mężu, który wróciwszy wcześniej do domu, zastał żonę w sytuacji wskazującej na zdradę małżeńską. W poszukiwaniu sprawcy energicznie otwiera drzwi do poszczególnych pokoi, z mściwą satysfakcją oznajmiając żonie, że „tu go nie ma!” Wreszcie otwiera szafę, a tam widzi sprawcę cudzołóstwa, gołego, ale – z pistoletem w ręku. „I tu go nie ma!” – woła przestraszony, zatrzaskując drzwi szafy. Czyż to nie metafora polskiej publicystyki politycznej?

Właśnie pan Piotr Skwieciński na łamach „Rzeczpospolitej” podzielił się z czytelnikami spostrzeżeniem, że być może istnieje jakiś ośrodek koordynujący aferę hazardową. Na taką możliwość wskazują, jego zdaniem, zeznania świadków, wykazujące znamiona koordynacji. Dodałbym, że nie tylko zeznania świadków. Na istnienie koordynatora wskazują również pytania zadawane świadkom przez posłów PO. Oczywiście w takich sprawach jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się śmiało! Ja na przykład domyślam się, że tym koordynatorem jest stara, poczciwa razwiedka, której dobrego imienia właśnie zamierza bronić pan generał Marek Dukaczewski na czele stowarzyszenia SOWA. Ponieważ premier Tusk, w ramach ekspiacji za wcześniejsze próby podskakiwania, stworzył pozory legalności dla monopolu razwiedki w branży hazardowej, to jest rzeczą oczywistą, że już nie życzy ona sobie na ten temat żadnych hałasów i mężowie stanu dostali rozkaz, żeby sprawę albo wyciszyć, albo – na wypadek gdyby wyciszenie się nie powiodło – rozmydlić ją w powodzi coraz bardziej nieprawdopodobnych wersji, których mnogość wszystkich szybko zmęczy i zniechęci. W języku razwiedki nazywa się to dezinformacją i właśnie mamy okazję, by przyjrzeć się tej metodzie w działaniu.

W 1985 roku zdymisjonowany został generał Mirosław Milewski – w UB chyba od urodzenia – pod pretekstem kierowania tzw. aferą „Źelazo”, polegającą na utworzeniu w MSW band zbrojnych, które za granicą dopuszczały się rabunkowych morderstw, a łupy, w postaci złota i kosztowności, przywoziły do Polski. W 1985 r. Biuro Polityczne KC PZPR z udziałem gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka kazało prokuraturze sprawę umorzyć. I ciekawa rzecz – mimo „transformacji ustrojowej” oraz „przywrócenia praworządności”, żaden z prokuratorów generalnych – ministrów sprawiedliwości nie odważył się podważyć tamtej decyzji, podjąć śledztwa na nowo choćby po to, by ustalić, kto wziął i gdzie schował fanty. Nie uczynił tego ani Aleksander Bentkowski w rządzie premiera Mazowieckiego, ani Wiesław Chrzanowski – w rządzie premiera Bieleckiego – inna sprawa, że obydwaj byli zarejestrowani – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody” – jako tajni współpracownicy SB. Ale Zbigniew Dyka – minister sprawiedliwości w rządzie premiera Olszewskiego, ani Jan Piątkowski – minister w rządzie Hanny Suchockiej, zarejestrowani nawet „bez swojej wiedzy i zgody” nie byli, a przecież śledztwa też nie podjęli. O Włodzimierzu Cimoszewiczu – ministrze w rządzie premiera Pawlaka ani Jerzym Jaskierni – ministrze w rządzie Józefa Oleksego nawet nie wspominam, bo pierwszy był zarejestrowany jako „Carex”, a drugi – jako „Prymus” i nawet prawomocnie uznany za kłamcę lustracyjnego. Nie mówię też o Leszku Kubickim – ministrze w rządzie premiera Cimoszewicza, ani Hannie Suchockiej – ministrze w rządzie charyzmatycznego premiera Buzka (zarejestrowany nawet pod dwoma pseudonimami), ale warto zwrócić uwagę, że śledztwa w tej sprawie nie podjął również Lech Kaczyński – od 12 czerwca 2000 roku minister w rządzie charyzmatycznego premiera Buzka – chociaż nie minął jeszcze wtedy termin przedawnienia, również dla przestępstwa poplecznictwa, niewątpliwie popełnionego przez członków Biura Politycznego KC. Widzimy, że zasada: my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych, była i jest respektowana.

Oczywiście bywają momenty szczególne, jak np. wybory tubylczego prezydenta, którym nawet w tej dziedzinie towarzyszą zawirowania, spowodowane ingerencją starszych i mądrzejszych. Właśnie Helsińska Fundacja Praw Człowieka, kolaborująca z wiedeńską Agencją Praw Podstawowych, po przeanalizowaniu dokumentów Polskiej Agencji Źeglugi Powietrznej odkryła, że samoloty CIA z uwięzionymi talibami jednak lądowały w Polsce i to co najmniej sześciokrotnie. Najwyraźniej Nasza Złota Pani Aniela dyskretnie pomaga swojemu faworytowi w oczyszczeniu przedpola z faworytów CIA. Ministrowi Sikorskiemu, czy marszałkowi Komorowskiemu?

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   „Nasz Dziennik”   27 lutego 2010

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Ścieżka obok drogi” ukazuje się w „Naszym Dzienniku” w każdy piątek.

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1532

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content