Ewangelia według Urzędu Skarbowego – Andrzej Kumor

Komuniści, jak na bandytów przystało, używali instytucji państwa do prześladowania, gnębienia, a czasem nawet mordowania niewinnych ludzi. Różne były sposoby, różne etapy komunistycznego dzierżymordzia; powszechnie stosowano groźbę wyrzucenia z pracy czy złamania kariery zawodowej, co w państwie będącym jedynym dużym pracodawcą było sprawą możliwości przeżycia lub nędzy. Tych, którym udawało się pracować na własny rachunek, nękano przy pomocy urzędu skarbowego. Zawsze można było znaleźć jakieś mniej lub bardziej urojone przestępstwo finansowe i wlepić DOMIAR. 
Domiary wykończyły niejednego polskiego „prywaciarza”, wielu wepchnęły na ścieżkę donosicielstwa czy w objęcia kopertowej „płatnej protekcji”. 
Przypominam o tym, bo  do podobnych przypadków nękania ucieka się polit-poprawna soldateska w rzekomo wolnym, demokratycznym państwie kanadyjskim. Urząd skarbowy Revenue Canada zaczyna być wykorzystywany w roli pejczyka, którym stawia się niepokornych do pionu. Jeszcze dziesięć lat temu, gdyby ktoś głosił takie rewelacje, myślałbym, że choruje na głowę. Tymczasem  na własnej skórze doświadczył tego ksiądz Pawłowski z Calgary, którego organizację pomocy dla bezdomnych Urząd Skarbowy pozbawił statusu charytatywnego za… poglądy głoszone przez członków jej zarządu. Konkretnie zaś występowanie przeciwko tzw. prawom homoseksualistów oraz w obronie dzieci nienarodzonych.  
I nie był to pierwszy taki przypadek, bo w roku 2004 Urząd Skarbowy zwrócił się do katolickiego biskupa Calgary z połajanką za list pasterski, w którym napominał ówczesnego premiera Paula Martina (uznającego się za katolika) za popieranie aborcji oraz tzw. małżeństw homoseksualnych. Przedstawiciele Urzędu Skarbowego nakazali biskupowi usunięcie listu ze strony internetowej, grożąc pozbawieniem Kościoła zwolnień podatkowych. Oficjalna argumentacja jest taka, że organizacje charytatywne nie mogą z definicji zajmować się polityką. Gdy biskup odmówił zdjęcia listu ze strony… Revenue Canada przeprowadziła u niego osobistą kontrolę skarbową. W rezultacie audytu ustalono, że… Revenue winne jest biskupowi 70 dolarów. 
Jednocześnie urzędnikom skarbowym wcale nie przeszkadza, gdy w agresywną działalność polityczną wdają się pełną gębą lewackie ugrupowania posiadające status tax-free.  
Dlaczegóż to misiu?
Ot, zagadka przyrodnicza.

Coraz częściej księża głoszący kazania, rezygnują z drażliwych tematów, aby czasem jakieś trefne słowo  nie naraziło ich samych lub parafii na proces sądowy czy kłopoty finansowe. Zagrożenie jest całkiem realne,  więc i Ewangelia cytowana bywa coraz oględniej. 
Proces ten przybiera na sile, i to nie tylko w Kanadzie. W Wielkiej Brytanii tamtejsza ustawa o równouprawnieniu  zmusi  kościelne szkoły, chóry czy jakiekolwiek organizacje katolickie do przyjmowania w swe szeregi wojujących homoseksualistów afiszujących się z tą ułomnością. Przeciwko tak drakońskiemu ograniczeniu wolności religii po raz pierwszy donośnym głosem zaprotestował papież.  
My sami jesteśmy  już jednak  tak  zdegenerowani, że w podobnych wypadkach zamiast krzyczeć i wychodzić na ulice, narzekamy sobie tylko trochę pod nosem.

Po co się nęka Kościół? 
Chodzi o kontrolę nad ludźmi; chodzi o to, by tzw. zorganizowana religia nie sprzeciwiała się oficjalnej ideologii; ideologii  nieludzkiej, coraz bardziej wrednej, wyłamującej drzwi prywatnych domów i wchodzącej nam z butami do pościeli. 
Totalitarna dyktatura możliwa jest pod każdą szerokością geograficzną, również w systemach o dużych tradycjach demokratycznych. Wystarczy nauczyć się manipulowania ludźmi, rozszerzyć sfery społeczne poddane regulacji państwa, by płynnie przejść do drakońskiego totalu.  
Na dodatek, dzisiaj coraz trudniej jest go obchodzić – sieci komputerowe, obieg bezgotówkowego pieniądza, GPS, możliwość błyskawicznego przetwarzania danych, wszystko to sprawia, że  nie ma się gdzie schować. Prędzej czy później urząd nas dopadnie. Na razie jest to początek; odebranie statusu charytatywnego czy nękanie finansowe, to nie koniec świata,  dlatego dopóki można, każdy z nas powinien korzystać ze zmierzchającej wolności. Owszem, głoszenie niewygodnych czy politycznie niepoprawnych prawd może nas kosztować karierę w dużej korporacji, nieprzyjemności w szkole dziecka czy… kontrolę finansową. 
I co z tego? 
Źycie nie jest po to, by mieć święty spokój, tego nie zabraknie nam po śmierci. Na razie warto choć trochę powalczyć. Ot, choćby z szacunku do samego siebie, ot, choćby o tę odrobinę swobody i o tę prawdę coraz ciszej szeptaną. Wolność, podobnie jak miłość, jest nad życie i hak w smak każdemu, kto nas chce omotać. Naszym największym wrogiem nie są jeźdźcy lewackiej apokalipsy, lecz własny najbardziej intymny strach. Ten strach współczesne wychowanie „bezstresowe” wdrukowuje w dzieci od przedszkola. 
Każdy total, również ten politycznie poprawny, demoliberalny, chce stworzyć nowego człowieka. Dzisiejszy Frankenstein nie jest blond Germaninem o niebieskich oczach czy dobrze zbudowaną traktorzystką z grubymi łydkami, lecz pozbawionym rodziny, ojczyzny, rasy i religii szarobrązowym człowiekiem – krzyżówką, bez zdecydowanych poglądów i silnych emocji; łatwym do kierowania, folgującym niskim instynktom, konsumentem nie stawiającym kłopotliwych pytań w rodzaju, „dlaczego świnie są równiejsze?”.

Andrzej Kumor
Mississauga

Za: Tygodnk Goniec - Toronto, Numer 5/2010 | http://www.goniec.net/teksty.html#teksty

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content