Europosłanka z SLD: Promujmy Wrocław jako Breslau!

Albo jako Vratislavię lub Rock Love. Tak by zagraniczni turyści nie musieli sobie niepotrzebnie łamać języka.

Eurodeputowana SLD Lidia Geringer d’Oedenberg postanowiła osobiście zaangażować się w promocję stolicy Dolnego Śląska. W niedalekiej przyszłości Wrocław jawi jej się jako miasto popularniejsze nawet od samego Krakowa. Trzeba tylko pokonać jedną przeszkodę – kłopoty z wymową nazwy, które powodują małą rozpoznawalność miasta w Europie.

Kraków to Krakał po prostu. Warszawa? Łorsoł, of course! A my? No, jak to brzmi? Łokłoł, albo Łroklał.

Rzeczywiście można sobie język połamać. Dlatego pani europoseł proponuje:

Trzeba zmienić nazwę na taką, która będzie brzmieć przystępniej dla cudzoziemców. Może z łaciny Vratislavia albo bardziej po angielsku Rock Love.

Zresztą można by wprowadzić do użytku nazwy już wcześniej znane i używane, jak choćby …Breslau. A że akurat ta nazwa nie budzi wśród wielu Polaków pozytywnych skojarzeń? Cóż, ważne, jak skuteczna marketingowo byłaby za granicą. Na razie używana jest bardzo ostrożnie. Jak skarży się pani europoseł:

Dziś moi koledzy z Niemiec boją się przy mnie mówić Breslau, bo myślą, że będzie to źle odebrane. Tak nie powinno być.

Ale jak wiadomo wszystko jest kwestią odpowiedniej strategii marketingowej. Tylko, że na takową nie ma i nie będzie żadnych szans. I nie ważne już, że europosłanka wcale nie chciała przywrócenia nazwy Breslau, a jedynie proponowała promowanie łatwiejszego do wymowy odpowiednika „Wrocławia”. Afera żyje własnym życiem. I w gazetach, sieci, i w telewizji.

Dla promocji całego kraju – Wrocław więc zróbmy Breslauem, a Gdańsk Danzigiem. Problem z nieznajomością naszego kraju w Europie powinien zniknąć.

Proponuje na łamach wrocławskiej „Gazety” Jacek Harłukowicz.

Po zmianie nazwy Wrocław musielibyśmy wziąć się za Kędzierzyn i Strzebrzeszyn.

Ironizuje na antenie TVN24 Aleksandra Natalii Świat. Posłanka PiS zauważa też, że nikt nie proponuje Niemcom zmiany nazw ich miejscowości na angielskie odpowiedniki, żeby cudzoziemcom było łatwiej wymówić te nazwy. I tu ma rację. Po co dogadzać turystom na siłę? Niech każdy naród nazywa sobie Wrocław, jak mu wygodnie.

Oto jak dobre chęci bez krzty głębszej refleksji potrafią wywołać efekt odwrotny do zamierzonego. Bo nie wątpię, że Lidia Geringer d’Oedenberg chciała dobrze. Może po prostu za dużo czasu spędza w Brukseli i zapomniała już, jak alergicznie rodacy reagują na wszelkie próby zmieniania „polskiego” nazewnictwa.

A tak na marginesie: czy prowadzenie akcji „oswajania” trudnych do wymowy nazw nie jest z góry skazane na porażkę, jak się ma na nazwisko Geringer d’Oedenberg?

pardon.pl/Wyroi

 

Za: prawy.pl

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content