Chcą iść śladem Kosowa…

Władze samozwańczej Republiki Naddniestrza wyraziły nadzieję, że przykład niepodległości Kosowa pomoże w uznaniu praw tego separatystycznego regionu w Mołdawii przez społeczność międzynarodową. Kilka dni po ogłoszeniu niepodległości Kosowa podobne aspiracje coraz odważniej zgłaszają Baskowie, Katalończycy, Flamandowie i Szkoci.

Przypadek Kosowa to „nowy sposób na rozwiązanie konfliktów na świecie” – oznajmiło Ministerstwo Spraw Zagranicznych Naddniestrza w oświadczeniu przekazanym przez agencję prasową Olvia.

– Szybkie międzynarodowe uznanie Naddniestrza pomoże wspólnocie międzynarodowej na utrwalenie stabilizacji i bezpieczeństwa w regionie – głosi dalej oświadczenie.

Położony na lewym brzegu Dniestru region, gdzie przeważają Rosjanie i Ukraińcy, zbrojnie oderwał się od Mołdawii na początku lat 90. Od tego czasu, formalnie pozostając w składzie Mołdawii, jest od niej całkowicie niezależny. Rosja utrzymuje tam kontyngent wojskowy, liczący około 1500 żołnierzy.
Ze względu na separatyzm Naddniestrza Mołdawia negatywnie przyjęła proklamację niepodległości przez Kosowo, nazywając ją „czynnikiem destabilizacji w Europie”.

Katalończycy, Baskowie – teraz wasza kolej – w ten prowokacyjny sposób znany z ekstrawaganckich politycznych gestów były prezydent Włoch Francesco Cossiga zareagował na ogłoszenie niepodległości przez Kosowo.

Wyraził on solidarność z narodami Katalonii i Kraju Basków, w których również żywe są pragnienia proklamowania suwerenności. Jednocześnie poparł ich apele do władz Hiszpanii o uznanie niepodległości Kosowa. Madryt jest temu przeciwny właśnie w obawie przed nasileniem separatystycznych dążeń tych dwóch krain.

W liście do szefa rządu w Kraju Basków Juana Jose Ibarretxe Markuartu 79-letni Cossiga zapewnił o swym „gorącym poparciu” dla inicjatywy zwrócenia się do władz w Madrycie o uznanie niepodległości Kosowa. Według niego powinna to być zarazem okazja do domagania się przez Basków prawa do samostanowienia.

W orędziu do szefa władz Katalonii Jose Montilli Aguilery były włoski prezydent napisał, że „z najgłębszego ideologicznego przekonania” popiera dążenia Katalończyków do własnego państwa.

– Trudno porównywać sytuację Szkocji i Kosowa. Ale na pewno uznanie nowego państwa przez większość członków UE jest dla nas interesującym wydarzeniem – mówi Ian Hudhton, eurodeputowany ze Szkockiej Partii Narodowej.

Jego ugrupowanie tworzy rząd regionalny Szkocji i planuje w 2010 roku przeprowadzenie referendum w sprawie dalszego pozostawania w Wielkiej Brytanii. Podobne ambicje w samej UE ma jeszcze kilka silnych narodów, jak choćby Baskowie i Katalończycy w Hiszpanii czy Walijczycy w Wielkiej Brytanii.

Eurodeputowani reprezentujący ruchy separatystyczne w tych regionach w wydanym wczoraj oświadczeniu podkreślają prawo Kosowa do samostanowienia. I wymieniają grupę krajów UE, które powstały z podziału lub odłączenia się od większych państw, jak Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja czy Słowenia. – Unia Europejska uznała też niepodległość nowych państw, które są kandydatami do UE, jak Chorwacja, Bośnia, Czarnogóra czy Macedonia – przypominają. A z tego płynie następny wniosek: prawo do samostanowienia narodów już w Unii obecnych. – Wierzymy, że mniejszość państw członkowskich zostanie zmuszona do uznania tego prawa przez Unię Europejską – oświadczyli posłowie szkoccy, walijscy, baskijscy i katalońscy.

Wielka Brytania znalazła się w pierwszej grupie krajów, które uznały Kosowo. Oznacza to, że nie boi się precedensu. – Jestem przekonany, że gdyby teraz zorganizować referendum w Szkocji, większość mieszkańców opowiedziałaby się za pozostaniem w Zjednoczonym Królestwie – tłumaczy Daniel Korski, ekspert ECFA (European Council on Foreign Relations).

Rząd w Madrycie jest jednak bardziej wstrzemięźliwy i zapowiedział, że Kosowa nie uzna. To już wywołało protest ugrupowań baskijskich i katalońskich. Rząd baskijski wezwał władze hiszpańskie do uznania nowego kraju na Bałkanach i do przyznania Baskom prawa do stworzenia własnego państwa.Z deklaracji Prisztiny jest też zadowolona nacjonalistyczna partia flamandzka N-VA, która będzie tworzyć koalicyjny rząd belgijski z chadekami. Nie jest tak radykalna jak Blok Flamandzki, chce jednak jak największej autonomii dla belgijskich regionów: niderlandzkojęzycznej Flandrii i francuskojęzycznej Walonii.

– Każdy przypadek jest inny. Każdy ma swój czas dochodzenia do konkretnych rozwiązań – mówi Daniel Korski z ECFR. Według niego na pewno nasili się retoryka ruchów separatystycznych, ale nie doprowadzi to do rozpadu państw UE.

Na podst.: Europa21.pl

Za: InfoPatria.pl

 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content